Nie będziemy zarabiać więcej, jeśli polska gospodarka nie stanie się bardziej innowacyjna, co do tego raczej panuje zgoda. Nie da się bowiem ukryć dość kompromitujących danych, na przykład tego, że pod względem rejestrowanych w EPO (European Patent Office – Europejski Urząd Patentowy) patentów wleczemy się w ogonie Europy. Polski wskaźnik mówiący o liczbie patentów na milion mieszkańców wygląda żałośnie, wynosi mniej niż jeden (0,9). Z danych Eurostatu wynika, że gorsi od nas są tylko Słowacy – 0,3. W Czechach jest nieco więcej – 1,2. Lepsi są Węgrzy – 2,3. Ale na tle bardziej rozwiniętych krajów cały nasz region wypada nad wyraz marnie. W Wielkiej Brytanii na milion mieszkańców rejestruje wynalazki prawie 15, w Austrii – 21, w Niemczech – 30. Rekordowo innowacyjni są jednak Skandynawowie – 50.

Pozornie wydaje nam się, że znamy przyczynę tego stanu rzeczy, tkwi ona w nad wyraz małych nakładach na badania i rozwój. To prawda. Czesi w 2011 r. (dane za: „Kapitalizm po polsku” prof. Krzysztofa Jasieckiego) przeznaczali na ten cel ponad 1,8 proc. PKB, Węgrzy – 1,2 proc., my – 0,77 proc., a Słowacy zaledwie 0,68. Brytyjczycy niecałe 1,8 proc. Niemcy ponad 2,6, a Skandynawowie ponad 3 proc. Niechlubnym europejskim rekordzistą jest Grecja – 0,5 proc. Warto zwrócić uwagę, że Rosja wydaje na poprawę swojej innowacyjności prawie 1,2 proc. PKB.

Mamy diagnozę, znamy przyczyny niedostatku innowacji. Na razie mamy też unijne pieniądze, więc gdybyśmy się sprężyli, moglibyśmy w rozwój zainwestować więcej. Schody zaczynają się wtedy, gdy zadamy pytanie – kto konkretnie powinien tych pieniędzy dostawać więcej. Kto daje szansę, że wykorzysta je najlepiej. Odpowiedź na to pytanie sprawi kolejne kłopoty.

Najbardziej nowoczesną częścią polskiej gospodarki są wielkie firmy będące własnością międzynarodowych koncernów. Wszystkie one mają nowoczesne i rozbudowane działy badań i rozwoju, tyle że najczęściej w krajach macierzystych. Z faktu, że zawdzięczamy im unowocześnienie sprywatyzowanych zakładów albo wręcz zbudowanie w Polsce nowych fabryk, nie wynika jednak, że najbardziej wartościowymi osiągnięciami swoich ośrodków rozwojowych koncerny chcą się z nami dzielić. Wręcz odwrotnie. Prof. Jasiecki twierdzi, że „rzadko udostępniają lokalnym partnerom najnowsze technologie”, a kryzys jeszcze tę tendencję zaostrzył. Państwa, w których siedziby mają wielkie koncerny transgraniczne, jeszcze bardziej chronią swoje osiągnięcia, gdyż zależy im na zachowaniu przewagi konkurencyjnej na globalnym rynku.

Od czasu wybuchu światowego kryzysu następuje więc coś, co Jasiecki z niepokojem nazywa „prymitywizowaniem struktury handlu zagranicznego Polski”. Cieszymy się, że nasz eksport ciągle rośnie, ale mu się nie przyglądamy. Tymczasem sprzedajemy za granicę coraz więcej towarów o niższym poziomie przetworzenia, co jest dowodem zanikania innowacyjności. Udział w eksporcie produktów elektromaszynowych ciągle spada (z jeszcze niedawno 45 proc. do 39 proc.). Więcej zaś sprzedajemy za granicę zboża. Kiedyś to był węgiel. Nasza międzynarodowa konkurencyjność spada.

Powodów do niepokoju jest więcej. Trudniej niż jeszcze przed kilkoma laty wyłonić grono innowacyjnych rodzimych firm, które sporo wydają na badania i rozwój, i warto byłoby je wesprzeć. Jasiecki przywołuje ranking 2,5 tys. największych inwestorów w badania i rozwój, w którym jeszcze niedawno znaleźć można było dwie polskie firmy – Asseco i Bioton. W ostatnim było tylko Asseco – na pozycji 2261.

Trudno też uznać, że ostatnią deską ratunku jest polska nauka, i to w nią przede wszystkim należy pompować pieniądze. Spore kwoty, jakie uczelnie otrzymały z UE, zainwestowały w budowę nowych sal wykładowych, laboratoriów itp. Nowe wynalazki jakoś się jeszcze w tych nowych murach nie urodziły. Naukowcy o wiele chętniej poświęcali się zarabianiu pieniędzy na licznych prywatnych uczelniach niż pracy rzeczywiście naukowej.

Polska ma największy w Unii udział studiującej młodzieży. Co naprawdę wart jest ten potencjał, skoro nie potrafimy unowocześnić własnej gospodarki, skazując się w ten sposób na coraz mniej satysfakcjonujące zarobki? Zamiast w innowacje, włożymy spore sumy w ponowne obniżanie wieku emerytalnego.