I to nie dlatego, że eksport ma się tak dobrze, ale dlatego, że szybciej zwalnia import, co jest wynikiem spowolnienia w inwestycjach. W Polsce zwykle podaje się dynamiki wzrostu gospodarczego, porównując poziom dochodu z danego roku z takim samym poziomem w roku poprzednim. Zestawiając te dane w sposób bardziej statystycznie poprawny, a mianowicie przyrosty PKB z kwartału na kwartał, oraz eliminując wcześniej wszelkie zaburzenia sezonowe, widzimy, że nasz dochód wzrósł o 0,4 proc., w podobnym tempie co spożycie indywidualne i inwestycje. W poprzednich kwartałach wzrosty te były wyższe, odpowiednio na poziomie 0,8 i 0,6 proc. Spowolnienie jest więc ewidentne, pytanie tylko, czy gospodarka będzie dalej hamować, czy też jesteśmy już blisko dna.

Z danych GUS widać jednoznacznie, że zarówno konsumpcja prywatna, jak i inwestycje mocno spadły. Przyczyny są jednak różne i aby nie wpadać w zupełną panikę – jak to uczyniła już część komentatorów – należy przeanalizować, które z tych tendencji mają charakter tymczasowy, a które stały. W przypadku inwestycji prywatnych mamy do czynienia z bardzo głębokim spadkiem zapasów, co raczej nie powinno się powtórzyć w takiej skali w przyszłych kwartałach. Co do inwestycji publicznych mamy do czynienia z mocnym wyhamowaniem projektów infrastrukturalnych, jeśli porównamy je z tym samym okresem roku poprzedniego. Ten trend w kolejnych kwartałach utrzyma się ze względu na ograniczenia wydatkowe nałożone na tegoroczny budżet.

W moim przekonaniu inwestycje publiczne w Polsce są jedynym sensownym wydatkiem, na którym nie powinno się szukać oszczędności, gdyż jako jeden z niewielu krajów możemy wykazać, że działania te dają zarówno krótkoterminowy efekt popytowy, jak i ważniejszy, długookresowy efekt podażowy. Jeśli mógłbym coś doradzić rządzącym, to taką restrukturyzację wydatków, aby nie zmniejszać nakładów na inwestycje infrastrukturalne w tym i w przyszłym roku. Skąd pieniądze, o tym zaraz.

Konsumpcję prywatną podtrzymuje dziś pokaźna na szczęście grupa ludzi pracujących na własny rachunek

Co do konsumpcji prywatnej skala tąpnięcia jest niewspółmierna do pozostałych tendencji obserwowanych w realnej gospodarce. Na tak silne spowolnienie konsumpcji składają się dwa czynniki: z jednej strony wolno rosnący fundusz płac, a z drugiej utrzymująca się wyjątkowo wysoka inflacja, która niweluje całą nadwyżkę nominalnego przyrostu funduszu płac. Tak naprawdę polską konsumpcję prywatną podtrzymuje dziś całkiem pokaźna na szczęście grupa osób pracujących na własny rachunek. Są one bardziej elastyczne i statystycznie znacznie mniej obciążone podatkami i parapodatkami. To dziś najbardziej elastyczna gospodarczo grupa Polaków i jedyna, która podtrzymuje wzrost, co powinno być mocnym argumentem przeciw żądaniom powrotu do Polski zetatyzowanej.

Wracając do inflacji, wiele wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach wskaźnik ten będzie malał w relacji rocznej, prawdopodobnie poniżej 3 proc. na koniec tego roku, co powinno poprawić wskaźniki przyrostu realnej konsumpcji. Niestety nie proporcjonalnie, ze względu na perspektywę wzrostu bezrobocia, a to znacznie ograniczy przyrost funduszu płac. To tylko prognoza, z ryzykiem, że inflacja może być wyższa od przewidywanej, ze względu na wzrost cen żywności na świecie wywołany amerykańską suszą oraz z powodu znów osłabiającego się złotego. Kursów walutowych nie ma co prognozować w dzisiejszych czasach, ale możemy być pewni wysokiej zmienności. Jak długo Europa przeżywa poważne problemy egzystencjalne, tak długo nie można liczyć na mocnego złotego w dłuższym okresie.

Druga połowa roku będzie nawet nieco bardziej mizerna niż drugi kwartał tego roku. Rosnąć będzie bezrobocie, spadać produkcja przemysłowa, może lekko odbije na plus konsumpcja prywatna. Najważniejsze teraz będą wszelkie działania wspierające większą efektywność na rynku pracy. Rozważyć należałoby obniżenie składki na fundusz pracy, zróżnicowanie płacy minimalnej, prywatyzację urzędów pracy. Innym ważnym elementem polityki gospodarczej powinno być przyspieszenie prywatyzacji i wprowadzenie działań zachęcających kapitał do uprzemysławiania kraju. W ten sposób w średniej perspektywie można zwiększyć poziom zatrudnienia w kraju, a tym samym potencjalny PKB. Jednak w krótkim okresie spowolnienia nie zatrzymamy.