Sesja w USA nie poprawiła inwestorom na świecie humorów. Po początkowym wzroście o 0,8 proc., S&P zakończył dzień spadkiem o 1,5 proc., a Dow Jones zanotował dziesiątą z kolei sesję spadkową tracąc tym razem 1,2 proc. W obydwu przypadkach wartość indeksów jest najniższa od połowy stycznia.

Przyczyna? Oczywiście Europa, pretekstem mogła być obniżka ratingów 16 hiszpańskim bankom przez Moody's. Ale myślę, że zamiast doszukiwać się pretekstów dla każdego ruchu indeksu, lepszym komentarzem do działań inwestorów jest wypowiedź Masaru Hamasaki z Toyota Asset Management dla Bloomberga: "Nie wiemy co się stanie w Grecji, kiedy się stanie i nie wiemy jaki to będzie miało wpływ. Nie wiemy nawet jaki jest najgorszy możliwy scenariusz. Wszystko co można zrobić, to uciekać od ryzyka, jak to się mówi, panicznie".  Cytat odnosi się do sesji w Azji, ale dobrze oddaje postawę inwestorów na całym świecie. Wobec niepewnych konsekwencji, inwestorzy wolą wziąć nogi za pas i ulokować środki tak bezpiecznie, jak tylko się da.

Informacja o spadku cen domów w Chinach w rekordowej liczbie miast (46 z 70 badanych) i wzroście zapasów dealerów samochodowych, paradoksalnie najmniej zaszkodziła giełdzie w Szanghaju, której indeks spadł o 1,4 proc. (na trzy kwadranse przed końcem notowań). Boleśniejsze straty zanotowali inwestorzy w Seulu (3,4 proc.), Tokio (3 proc.) i Hong Kongu (2,7 proc. trzy kwadranse przed końcem notowań). Ale w poczynaniach inwestorów coraz mniejsze znaczenie mają kalkulacje wpływu danych makro na wyniki spółek, a coraz większe można przypisać emocjom.

Przed otwarciem notowań w Europie - epicentrum światowego kryzysu - jest się czego bać, a nasz region ma szczególne do tego podstawy.  Inwestorzy globalni ewidentnie skracają pozycje na rynkach wschodzących (wczoraj Bovespa straciła 3,3 proc., Moskiewski RTS ponad 4 proc., WIG20 3 proc.), co manifestuje się także w zmianach kursów walutowych. Od wczoraj niewiele się zmieniło, sytuacja jest może nawet bardziej nerwowa. Niczego dobrego po otwarciu u nas i w Europie nie należy się spodziewać.

Kalendarium publikacji marko na piątek jest pustawe i na pewno nas nie uratuje. Pomocy należy wypatrywać w wypowiedziach szefów banków centralnych i być może polityków. Czynnikiem, który może ustabilizować nastroje jest oczekiwany debiut Facebooka. Jest to jednak na swój sposób przerażające, że jedyną nadzieją na zatrzymanie spadków jest debiut spółki, która umożliwia ludziom na całym świecie publicznie oświadczyć, co jedli na śniadanie.

Roman Przasnyski