W Polsce na szczęście mamy do czynienia wyłącznie ze spowolnieniem, a nie z recesją jak w niektórych krajach południowej Europy. Obserwując jednak ostatnią dekadę w tych krajach, widać wyraźnie, że dzisiejsze głębokie reformy, częstokroć oprotestowywane na głównych ulicach europejskich miast, wynikają z tego, że przez ostatnie lata wzrost gospodarczy, a raczej bardziej precyzyjnie, poprawa warunków życia była na wyrost. Kryzys wymusza reformy, zarówno firm, jak i państw, których nie realizowano w ostatnich latach. W tym sensie jest uzdrowieńczy, choć bolesny dla wielu, którzy przywykli do wcześniejszych warunków funkcjonowania.

Grecki przykład jest oczywiście skrajny, przez lata całe jakość życia przeciętnego Greka wynikała z tego, że było to życie na kredyt, z akceptacji powolnej utraty konkurencyjności, czego efektem był narastający deficyt na rachunku obrotów bieżących. Innymi słowy, rozwój Grecji był coraz bardziej uzależniony od zewnętrznego kapitału, który umożliwiał im zakup coraz to większej ilości towarów, ale też usług z zagranicy. Tak długo jak cały świat akceptował ten układ, możliwa była stała poprawa warunków życia mieszkańców najstarszej demokracji świata. Teraz jednak trwa bardzo bolesna korekta przyrostu, który odbywał się przez ostatnie niemal dwie dekady. W tak drastycznym przypadku jak grecki jest to jedna z podstawowych przyczyn trwającej kolejny rok recesji. Dodatkowym czynnikiem pogrążającym grecką gospodarkę jest terapia fiskalna polegająca głównie na podwyższaniu podatków. Niestety, w wielu komentarzach obarcza się działania oszczędnościowe odpowiedzialnością za greckie spowolnienie, co jest bardzo dalekim uogólnieniem. Przede wszystkim dlatego, że obecna korekta wzrostu jest wynikiem życia na kredyt w poprzedniej dekadzie, a po drugie dlatego, że terapia oszczędnościowa jest skoncentrowana głównie na podwyżkach podatków, co zawsze ma efekt antywzrostowy. Łatwiej jest jednak podwyższać podatki, przynajmniej w krótkim okresie, niż wprowadzać oszczędności, które zawsze znajdą opór dotkniętych grup społecznych. Jednak tego typu strategia sankcjonuje wiele nabytych praw socjalnych, na które państwa na takim poziomie rozwoju, na jakim rzeczywiście jest Grecja, po prostu nie stać. Trudno to wytłumaczyć społeczeństwu, ale jeśli się tego nie zrobi, przez kolejne dekady Grecja będzie skazana na wolne tempo rozwoju i niską konkurencyjność ze względu na wysoki poziom opodatkowania gospodarki.

Nieco inną drogę wybrały Włochy. Oczywiście sytuacja gospodarcza tego jednego z najbogatszych krajów na świecie z Grecją porównywana być nie może. Grecja jest bankrutem, Włochy ryzykują utratę płynności. Niemniej jednak część cech jest wspólnych, w tym przede wszystkim niska konkurencyjność. Niektóre z działań podjętych ostatnio przez rząd premiera Mario Montiego zmierzają w kierunku odzyskania przewag konkurencyjnych poprzez liberalizację dostępu do zawodów czy też liberalizację ograniczeń w handlu. Widać już pierwsze efekty, we Włoszech część sklepów już pracuje w niedziele. W innych krajach, np. w Portugalii i Hiszpanii, zmniejsza się liczbę świąt wolnych od pracy, co ma podobny cel jak liberalizacja włoskiego handlu. Osobiście najbardziej wierzę w tego typu reformy podażowe, które zwiększają aktywność zawodową, zwiększając tym samym potencjał gospodarki. Jeśli bowiem skupimy cały wysiłek na podwyższaniu podatków i nazwiemy to jeszcze reformami, to zamiast poprawy wyjdzie marazm.

Polska wciąż jeszcze czerpie garściami z renty opóźnienia. Co prawda proste rezerwy już się wyczerpały, ale skala zapóźnienia technologicznego, infrastrukturalnego, jak i w zakresie know-how jest wciąż znaczna w stosunku do czołówki światowej. To daje wciąż olbrzymi potencjał wzrostu w perspektywie najbliższej dekady. Ale z każdym rokiem czynniki te będą oddziaływać coraz słabiej. Ważne jest więc, aby korzystać z doświadczeń innych, a w szczególności uczyć się na błędach, nie tyle nawet Greków, co przede wszystkim krajów, które kilka lat temu mało kto zaliczał do chorych przypadków w Europie, takich jak Włochy, Hiszpania czy Irlandia. Trzeba być więc dziś wyjątkowo ostrożnym z podnoszeniem podatków, bardziej dynamicznym z tempem podwyższania wieku emerytalnego, nie ulegać magii państwowego kapitalizmu, nie bać się przeglądu świąt państwowych w celu ich redukcji. Taka jest bowiem lekcja płynąca z obecnej fazy kryzysu gospodarczego, który nie jest kryzysem euro, a jedynie krajów należących do strefy euro, które w okresie ostatnich dziesięciu lat prowadziły nieodpowiedzialną politykę gospodarczą.

Trzeba być ostrożnym z podnoszeniem podatków, a odważnym w wydłużaniu czasu pracy. Odpowiedzialna polityka gospodarcza się opłaci