W kryzysowych czasach moralność w biznesie upada i kwitną praktyki określane jako czarny PR. W najbliższych latach jednym z najpopularniejszych tematów będzie wydobycie gazu z łupków. Pojawią się zdjęcia popękanych domów, zatrute studnie, krowy, które się nie cielą, kury, które nie niosą.

Nie można powiedzieć, że nominowany do Oscara film „Gasland” (więcej o filmie) był inspirowany przez przeciwników gazu łupkowego, ale na pewno dostali oni oręż, o jakim marzyli. Na ekranie widać, jak wodę z kranu można podpalić, a kałuże bulgoczą. W Polsce przy okazji pokazów filmu grupy przeciwników gazu łupkowego organizują debaty o społecznych kosztach tej nowej gorączki złota. Przekaz jest prosty: podczas gdy ojczyzna gazu łupkowego, Stany Zjednoczone, z przerażeniem odkryła dramatyczne skutki jego wydobycia dla ludzkiego zdrowia i środowiska naturalnego, Polska wita amerykańskie korporacje z szerokimi ramionami.

Niech błoto się przyklei

W zaproszeniu na spotkanie w Warszawie z Jose Bovem, europosłem z frakcji Zielonych, można było przeczytać, że we wsi Rogów na Lubelszczyźnie po badaniach sejsmicznych na zlecenie amerykańskiego koncernu Chevron woda w studniach zmieniła kolor na czarny, zaś w kilku domach popękały ściany. Na nic zaprzeczenia prowadzącej prace Geofizyki Toruń.

– Polska nie ulegnie lobby przeciwników wydobycia gazu łupkowego. Wiem, kto lobbuje. Proszę nie mówić, że Europa. Są ludzie, instytucje, interesy, którzy potrafią stworzyć skuteczny lobbing – mówił niedawno premier Tusk. Można się tylko domyślać, że chodziło mu o Gazprom i innych tradycyjnych dostawców gazu. Dotąd niczego nikomu jednak nie udowodniono. Przedstawiciele Gazpromu jedynie wyrażają swój sceptycyzm odnośnie do przyszłości nowej technologii, straszą skażeniem środowiska. I tyle.

We Francji działania oczerniające przyniosły skutek. Izba niższa francuskiego parlamentu postanowiła wprowadzić zakaz poszukiwania i eksploatacji gazu łupkowego. Protesty pojawiły się też w innych krajach europejskich, a nawet w USA. Demokratyczni kongresmeni napisali niedawno do Baracka Obamy, by rząd przeprowadził śledztwo, czy inwestorzy nie zostali wprowadzeni w błąd przez koncerny wydobywcze.

Gra interesów

Działania noszące znamiona czarnego PR są bardzo częste, choć trudno je udowodnić. Gdy w 2008 roku rozpoczął się kryzys, analityk banku inwestycyjnego UniCredit CAIB Securities Robert Rethy obniżył cenę docelową Lotosu do zera, co oznaczało, że firma jest bankrutem. W efekcie jej akcje gwałtownie straciły na wartości. Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na bank 0,5 mln zł kary, a na rynku pojawiły się spekulacje, że mogła to być próba przejęcia polskiej firmy.

Wiele wskazuje na to, że ofiarą nieczystych zagrywek mogła paść niedawno Telekomunikacja Polska, która toczy spór o rozliczenia z duńską spółką DPTG. Nagle zaczęły się pojawiać głosy o upadku wiarygodności inwestycyjnej Polski, artykułowane przez tajemnicze instytucje, które wypowiadały się niemal wyłącznie na ten temat. Za ich pośrednictwem trafiały szybko do mediów, głównie zagranicznych.

Nie zawsze takie praktyki popłacają. Na początku lat 90. właściciel linii lotniczych Virgin Richard Branson zmusił British Airways do przeprosin i wypłaty odszkodowania za rozpowszechnianie nieprawdziwych pogłosek o jego firmie.

W większości przypadków straty są jednak niepowetowane. Nie od dziś wiadomo, że nieważne, czy ciebie okradziono, ważne, że byłeś zamieszany w kradzież.

Przeczytaj więcej o kontrowersyjnym filmie Josha Foxa „Kraj gazem płynący” (oryg. Gasland). Nominowany do Oscara dokument oskarża technologię wydobywania gazu łupkowego. „Wodę z kranu można podpalić, ludzie cierpią na przewlekłe choroby, zwierzętom wypada sierść, kałuże bulgoczą, a woda wygląda jak z dna rzeki” - to cytat z materiałów promocyjnych filmu.