Szaleńczo wysokie notowania franka nie mogą trwać wiecznie. Szwajcarska waluta to bezpieczna przystań. Ale można się zatrzymać w niej tylko na chwilę – by przeczekać burzę. Prawdziwe interesy i realne biznesowe odkrycia czekają gdzie indziej, na pewno nie w kraju producentów zegarków i czekolady Toblerone.

Zwłaszcza że gospodarka nigdy nie śpi. Cicha wegetacja to przywilej natury, a nie biznesu. Dlatego nawet wielkie burze, które dla jednych oznaczają finansową czy życiową katastrofę, dla innych mogą być okazją do niezłych interesów.

Tak jest również z mocnym frankiem i ze słabym euro. Drożejąca szwajcarska waluta to senny koszmar nie tylko zadłużonych Polaków, lecz także zamożnych Szwajcarów, których towary – drogie nawet w spokojnych czasach – osiągają tak kosmiczne ceny, że sprzedanie ich za granicą to wyczyn. Inny punkt widzenia mają Niemcy, dla których słabe euro (tracące w stosunku do franka) nie jest problemem, ale błogosławieństwem, dzięki któremu w czasach budżetowych oszczędności mogą zwiększać eksport. Przekonał się o tym ostatnio Volkswagen, który w drugim kwartale potroił zyski, głównie dzięki wyższej sprzedaży na rynkach wschodzących. Zresztą nie tylko on, bo firmy za naszą zachodnią granicą wcale nie mają powodów do narzekań. Według wczorajszych danych zamówienia w niemieckim przemyśle wzrosły w czerwcu w porównaniu do maja o 1,8 proc., a w relacji do zeszłego roku aż o 9,5 proc.

Takie przykłady, świadczące o tym, że Niemcy mają się nie najgorzej, również dzięki napędzającemu ich eksport słabemu euro, to dla polskich firm dobra wiadomość, bo zachodni sąsiedzi są głównym zleceniodawcą naszej gospodarki. Im więcej Niemcy sprzedają, im szybciej kręci się ich eksport, tym lepiej dla nas. A słabe euro, nawet jeżeli nie napędza mocno gospodarki, przynajmniej łagodzi skutki spowolnienia, jakiego doświadcza cała Europa.

Jest jeszcze jedna perspektywa, z której drogi frank nie wygląda aż tak źle. To klienci banków, którzy teraz chcieliby zaciągnąć kredyt w szwajcarskiej walucie. Jeżeli mają wysokie dochody, dobrą zdolność kredytową, a do tego znajdą bank, który nie nakłada drastycznie wysokich marż, mogą zrobić dobry interes. Przy tak drogim franku ich kredyt za kilka lat będzie dużo tańszy.

Jak widać, nawet w tak burzliwej rzeczywistości można znaleźć jaśniejsze punkty.