Trochę konserwatywni, bardziej socjalni – tak najkrócej można określić nasze poglądy. Szczęście rodzinne, dobre zdrowie, uczciwe życie, praca zawodowa i spokój – niezmienne przywiązanie do tych wartości to dowód naszego konserwatyzmu. W kwestiach związanych z finansami budzi się w nas jednak pierwiastek socjalny – okazuje się, że pragniemy państwa opiekuńczego. Wynika to zarówno z niedawnych badań CBOS, jak i najświeższego raportu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Większość z nas chciałaby nieco zabrać bogatym (na przykład za pomocą podatku progresywnego), a następnie rozdać wszystkim tak samo – w świadczeniach społecznych. Czyli choćby w powszechnym dostępie do szkolnictwa. Jesteśmy zdania, że znaczna liczba przedsiębiorstw powinna zostać państwową własnością, a ochrona miejsc pracy jest priorytetem nawet w czasach kryzysu. Formy zatrudnienia nie powinny więc być za bardzo elastyczne, żeby pracodawca nie mógł zbyt łatwo nas zwolnić – wynika z analizy CBOS.

W najnowszym badaniu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy Polacy stwierdzili na przykład, że państwo powinno prowadzić aktywną politykę demograficzną. Z tym stwierdzeniem zgadza się dwie trzecie pytanych. Co to oznacza w praktyce? Dla ponad połowy rozwiązaniem byłoby wprost: podniesienie zarobków stymulowane przez państwo. Dwie piąte sądzi, że cel ten można osiągnąć, ograniczając bezrobocie i tworząc nowe miejsca pracy. – Przy decyzji o pierwszym dziecku kluczowym pojęciem wydaje się nie tyle zasobność, ile stabilność sytuacji materialnej – czy też ogólnie życiowej. Pokazuje to przykład wczesnych lat 90., kiedy okazało się, że panie odkładają w czasie decyzję o ciąży. Niepewność jutra była dla nich kluczowa – mówi dr Monika Mynarska, demograf z SGH.

Co trzeci z badanych jest zdania, że dobrym pomysłem jest zwiększanie liczby przedszkoli i żłobków oraz wspieranie budowy mieszkań dla młodych rodzin. Co czwarty sądzi, że aby poprawić sytuację demograficzną, powinno się dać rodzicom gotówkę do ręki. Tak jak w programie „Rodzina 500 plus”.

Marcin Bednarski jest ojcem trójki dzieci. Mimo że zarabia znacznie powyżej średniej i deklaruje konserwatywne poglądy, przyznaje, że program mu się podoba. – Do tej pory dla mojej rodziny nie zrobiono niczego większego. Tysiąc złotych co miesiąc w budżecie to realna pomoc. My po prostu pieniądze odkładamy na wakacje – przyznaje. Choć dodaje, że nie przeliczył, ile zyskuje w wyniku ulg podatkowych.

Jak wynika z badań Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy ponad połowa Polaków jest przekonanych, że program będzie miał dobry wpływ na gospodarkę kraju, bo pieniądze wracają na rynek w postaci wydatków. Większość beneficjentów programu wydaje pieniądze na jedzenie i ubrania – na ten cel 500+ przeznaczyło prawie 43 proc. beneficjentów. Jeden na trzech pokrywa dzięki temu koszty związane z przedszkolem lub szkołą albo płaci za zajęcia dodatkowe dla dzieci.

Badani oceniają „Rodzinę 500 plus” jako dobry program, wspierający finansowo polskie rodziny (30 proc.). Co trzeci ankietowany sądzi jednak, że powinien on obejmować wszystkie dzieci w rodzinie. Tylko 19 proc. sądzi, że program w gruncie rzeczy jest zły, bo „czyni ludzi niezaradnymi i przyzwyczaja do pomocy państwa”.

Co trzeci badany przez Fundację przyznaje się jednak do obaw związanych z programem. Zdaniem części ankietowanych naraża on budżet na wysokie wydatki, które mogą być trudne do udźwignięcia przez finanse państwa.

Co ciekawe, jest jeden obszar, w którym Polacy nie oddają wszystkiego państwu – to służba zdrowia. Niemal co trzeci korzystał w ciągu ostatniego roku z prywatnych usług medycznych. Co piąty byłby skłonny ponosić wyższe koszty opieki zdrowotnej. 30 proc. badanych przez CBOS uważa, że aby poprawić polską służbę zdrowia, należałoby zlikwidować składkę zdrowotną i całkowicie polegać na prywatnych ubezpieczeniach lub samodzielnie pokrywanych kosztach leczenia.

OPINIA

Wsparcie dla demografii powinno być normą

Dorota Kałuża-Kopias dr nauk ekonomicznych, adiunkt w Zakładzie Demografii i Gerontologii Społecznej UŁ

Polacy nie chcą, żeby państwo mieszało się w ich sprawy: indywidualne wybory dotyczące stylu życia czy partnera. Kwestię demografii intuicyjnie uznajemy jednak za sprawę publiczną, ponieważ jeśli społeczeństwo się starzeje i rodzi się za mało dzieci, zaczyna to negatywnie wpływać np. na rynek pracy czy przyszłe emerytury. To kwestie, które obywatele zauważają i dlatego oczekują, żeby władze prowadziły aktywną politykę demograficzną. We wszystkich rozwiniętych demokracjach ta kwestia jest tematem publicznej debaty.

Wśród najbardziej pożądanych form wspierania demografii są programy socjalne dla rodzin. W obecnej sytuacji ekonomicznej i społecznej stają się one często niezbędne, by wychowywać dzieci, co wynika z ogromnych zmian w naszym życiu społecznym.

W latach 50. i 60. większość kobiet pracowała w domu i zajmowała się potomstwem. Dziś mamy rodzinę partnerską – obowiązki są dzielone między pracujących małżonków i wątpię, żebyśmy wrócili do modelu, gdy tylko jeden z partnerów zajmuje się dzieckiem w domu. Jeśli większość kobiet pracuje, to potrzeba takich instytucji jak żłobki czy przedszkola, a także innych form wsparcia – jak urlopy rodzicielskie i wychowawcze.

Nie zarabiamy też na tyle dobrze, by nie była potrzebna dodatkowa pomoc finansowa – stąd dobre oceny programu „Rodzina 500 plus”. Nawet gdybyśmy jednak zarabiali więcej, uważalibyśmy, że należy nam się pomoc państwa. Trzeba przyznać, że nawet w krajach takich jak Francja, gdzie rodziny są znacznie zamożniejsze niż nasze, programy wsparcia demografii są bardzo mocno rozwinięte.

PARTNERZY