18 listopada minister Mateusz Morawiecki na Kongresie 590 zaprezentował konstytucję biznesu, w tym przede wszystkim jej rdzeń – projekt ustawy – Prawo przedsiębiorców. Jak wskazywał, urzędnicy i biznes długo czekali na prostą, krótką, ale też dobrze napisaną ustawę. I wreszcie się jej doczekali.

Jak jednak ustaliliśmy, opublikowany projekt był jednym z dwóch, które powstały. Ten drugi – znacznie krótszy i prostszy – nigdy nie ujrzał światła dziennego. Otrzymaliśmy go jednak od jednego z urzędników resortu.

– Różnice między projektami da się streścić krótko. Ten nieopublikowany ma 15 stron, w tym trzy artykuły o zasadach przeprowadzania kontroli. W tym oficjalnym zaś 15 stron zajmuje sam rozdział o kontrolach – słyszymy od naszego informatora.

Jego zdaniem pokazuje to najdobitniej różnicę między tym, co postulują eksperci, a tym, co ostatecznie wychodzi jako oficjalny dokument z ministerstwa.

Z tym zarzutem jednak nie zgadza się wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj. Jego zdaniem stawianie na jednej szali eksperckiego projektu, a na drugiej urzędniczego jest nieuczciwe.

– Oba projekty, zarówno ten opublikowany, jak i ten nieopublikowany, to efekt prac zespołu eksperckiego. Ministerstwo wybrało do dalszych prac jeden z przedstawionych dokumentów – informuje podsekretarz stanu.

Konstytucja biznesu, czyli właściwie co?

Konstytucja biznesu, czyli właściwie co?

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Agroprzedsiębiorcy

Punkty zapalne, gdy porównać treść obu dokumentów, są dwa. Pierwszy dotyczy potraktowania rolników. W nieopublikowanej wersji w art. 5 czytamy, że „przepisów ustawy nie stosuje się do rolników wykonujących działalność wytwórczą w zakresie upraw rolnych oraz chowu i hodowli zwierząt, ogrodnictwa, warzywnictwa, leśnictwa i rybactwa śródlądowego”. Mówiąc prościej: rolnik dokonujący wykopków bądź hodujący krowy nie byłby przedsiębiorcą, chyba że sam by tego chciał.

Wersja zaakceptowana przez resort zawiera katalog wyłączeń znacznie szerszy. Przedsiębiorcą nie będzie bowiem także rolnik zajmujący się wynajmowaniem pokoi czy sprzedażą posiłków. Innymi słowy, agroturystyka spod obowiązywania nowych przepisów dla przedsiębiorców będzie wyłączona.

– To kuriozum i niesłuszne preferowanie rolników w stosunku do reszty obywateli – mówi nam prawnik chcący zachować anonimowość. Dlaczego niewłączenie rolników do przepisów mających ułatwić życie przedsiębiorcom, jest uznane za faworyzowanie? Bo z kilku różnych powodów, produkując coś, lepiej być osobą fizyczną (rolnik) niż przedsiębiorcą. Nie jest się narażonym np. na kontrole skarbówki sprawdzającej np. czy nie zaniżasz dochodu.

– W zakresie traktowania rolników nic nie zmieniamy w stosunku do obecnie obowiązujących rozwiązań. Naszym celem w Ministerstwie Rozwoju nie było i nie jest bowiem ograniczanie czyichkolwiek praw. Pozostawiliśmy więc te wyjątki, które już teraz istnieją – tłumaczy takie rozwiązanie wiceminister Mariusz Haładyj.

Co ciekawe, rolników bierze w obronę prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak. Jak mówi, wieś jest oazą normalności w Polsce.

– Nie chodzi więc o to, by pogrążać rolników, lecz by ułatwiać życie przedsiębiorcom – zaznacza.

Krótko i na temat

Druga istotna różnica pomiędzy dwoma stworzonymi projektami dotyczy rozdziału stanowiącego o kontrolach i ograniczeniach w ich przeprowadzaniu. Nieopublikowany projekt zawiera na ten temat tylko trzy przepisy, w tym trzeci stanowi, że szczegółowe zasady regulować powinna odrębna ustawa.

– Jednocześnie w prawie przedsiębiorców nie ma żadnych wyjątków pozwalających urzędnikom na odstąpienie od ogólnej reguły obowiązku analizy prawdopodobieństwa naruszenia prawa. A od tych w ostatecznej, opublikowanej wersji projektu aż się roi. Stwarza to ryzyko, że przepisy pozostaną martwe – słyszymy od jednego z ekspertów.

I w tym przypadku jednak minister Mariusz Haładyj ma przygotowaną ripostę. Jego zdaniem wyprowadzanie przepisów dotyczących ograniczania kontroli do innej ustawy byłoby błędnym posunięciem.

– Ten rozdział jest potrzebny właśnie w tej ustawie, bo realizujemy dzięki temu funkcję gwarancyjną. Teoretycznie można by sobie wyobrazić przeniesienie części przepisów do innej ustawy, ale lepiej się dzieje, gdy przepisy najistotniejsze dla przedsiębiorców nie są rozrzucone po różnych aktach prawnych, ale znajdują się w jednym. To ułatwia ich stosowanie – tłumaczy Haładyj.

– Pod warunkiem, że ktoś zrozumie te przepisy – słyszymy z drugiej strony barykady.

Większość ekspertów twierdzi, że spór o to, czy ustawa ma 15 stron, czy 30, nie ma większego znaczenia. Najważniejsze, co jest w środku. A z tym – jak wskazuje choćby dr Bartłomiej Biga z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego – nie jest najlepiej.

– Problemem projektu ustawy nie jest jego objętość, lecz brak konkretnych rozstrzygnięć podstawowych kwestii. W dużej mierze dokument ten ogranicza się do wskazania zasad, które nie są niczym nowym w polskim porządku prawnym i mogą być wyprowadzone z konstytucji. Brakuje zaś chociażby określenia, jakie rodzaje działalności gospodarczej będą podlegały koncesjonowaniu – argumentuje dr Biga.

Nie chodzi o to, żeby pogrążyć rolników, ale by ułatwić życie przedsiębiorcom. Ale czy to się uda dzięki tej ustawie?