statystyki

Rolą biznesu nie jest politykowanie, rolą biznesu jest robienie pieniędzy

autor: Mariusz Janik25.11.2016, 07:12; Aktualizacja: 25.11.2016, 08:19
Donald Trump

W przemyśle nie brak też beneficjentów decyzji amerykańskiego elektoratuźródło: ShutterStock

Ta reguła rządzi pod każdą szerokością geograficzną. Dlatego nie było w ostatnich latach kryzysu politycznego, na który przedsiębiorcy reagowaliby popłochem.

Reklama


Gdy dwa tygodnie temu rozstrzygnął się los amerykańskiej prezydentury, serca biznesu za Atlantykiem zabiły szybciej. „Gratulacje dla prezydenta elekta Donalda Trumpa – napisał w specjalnym oświadczeniu znany inwestor Peter Thiel. – Przed nim wyjątkowo trudne zadanie, biorąc pod uwagę problemy, którym musimy stawiać czoła. Wszystkie ręce na pokład, będziemy ich potrzebować”.

Thiel to jeden z nielicznych miliarderów z Doliny Krzemowej, którzy w kampanii opowiedzieli się po stronie Trumpa. Lecz nawet przeciwnicy ekscentrycznego prezydenta elekta starają się trzymać fason. „Gratulacje dla prezydenta Trumpa. To właśnie czyni Amerykę wielką: nasza demokracja. Teraz czas, byśmy stanęli razem, jako jeden kraj” – twittował Marc Benioff, twórca firmy Salesforce. „Jako Amerykanie musimy honorować proces demokratyczny. Mamy prezydenta elekta i naszym obowiązkiem jest dać mu szansę dobrze rządzić i pozbierać nasz kraj do kupy” – sekundował mu Howard Schultz, prezes Starbucksa.

Bardziej wylewny był Mark Zuckerberg. „Ostatnia noc była pierwszą nocą wyborczą w życiu Max – pisał w poście zilustrowanym zdjęciem, na którym zatroskany twórca Facebooka tuli maleńką córkę. – Obejmując Max, myślałem o całej tej pracy, która nas czeka, by stworzyć świat, jaki chcemy zostawić swoim dzieciom. Ta praca ma większe znaczenie niż jakakolwiek prezydentura – dorzucał, wymieniając konieczność poszukiwania lekarstw na wciąż nieuleczalne schorzenia, podłączanie całej ludzkości do internetu, promowanie równości szans. „Wszyscy mamy możliwość czynienia świata lepszym. Pracujmy nad tym nawet bardziej niż wcześniej” – zagrzewał.

Uchodźcy Trumpa! Witamy!

Tych kilka pierwszych godzin po tym, jak spływające z kolejnych stanów wyniki przesądziły o zwycięstwie Trumpa, były chwilami rzadko spotykanej paniki: kurs dolara słabł, posypały się notowania akcji praktycznie wszystkich amerykańskich firm, które działają na globalną skalę – i nie daj Boże, mają coś do czynienia z Meksykiem, od którego prezydent elekt chciałby się odgradzać murem.

Jednocześnie, gdy tylko analitycy złapali drugi oddech, ruszyli na konferencje z inwestorami. – Charakterystyczną cechą prezydentury Trumpa będzie pewien stopień pragmatyzmu – zapewniał choćby David Kelly, główny strateg JP Morgan Asset Management. I dodawał, że już samo znacznie bardziej koncyliacyjne niż mowy z okresu kampanii wyborczej wystąpienie Trumpa mogło nieco złagodzić obawy. – Niebezpieczeństwo wywołania recesji na samym początku prezydentury jest bardzo wysokie – podkreślał Kelly. Wystarczająco wysokie, żeby republikanie ściągnęli swojemu prezydentowi cugle, nie mówiąc już o tym, że i on sam zdaje sobie chyba z tego sprawę.

Nic dziwnego, że już kilkanaście godzin po rozstrzygnięciu wyników głosowania giełdy zaczęły wracać do siebie. Jasne, wartość firm notowanych na amerykańskich parkietach spadła o 5 proc., ale też straty były ograniczone. Oberwały przede wszystkim koncerny motoryzacyjne: rynek pamięta, że Trump zaczynał kampanię od zapowiedzi zablokowania nowej inwestycji Ford Motor Co. w Meksyku oraz wprowadzenia nowych ceł na auta produkowane za południową granicą. – Jego polityka może się przyczynić do zwiększenia ceny niedużego auta z Meksyku o 5 tys. dol.– szacował Charles Chesbrough, ekonomista z organizacji Original Equipment Suppliers Association.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama