statystyki

Specjalne getta ekonomiczne: Czy SSE rzeczywiście przynoszą zyski dla gospodarki?

autor: Sebastian Stodolak11.09.2016, 12:00
Ekonomia, gospodarka, biznes

Według pierwotnych planów SSE miały zostać zlikwidowane w 2016 r. Zakładano, że do tego czasu nasza gospodarka dojrzeje i okrzepnie. Najwyraźniej jeszcze nie okrzepła – dwukrotnie bowiem przedłużano okres funkcjonowania stref. Mają działać do 2026 r.źródło: ShutterStock

W Polsce mamy ich 14. Na świecie są ich tysiące. Mają przyśpieszać rozwój gospodarczy – więc warte są specjalnych przywilejów podatkowych. Tyle że na ich dobroczynność nie ma mocnych dowodów.

Reklama


Gdy po 1989 r. pod wodzą profesora Leszka Balcerowicza przeorano polski krajobraz gospodarczy, wydawało się, że Gliwice znalazły się na bardzo nieurodzajnym gruncie. Wszyscy wiedzieli, że przemysł wydobywczy, na którym opierała się jego pomyślność, pójdzie w odstawkę i w lokalnej kopalni węgla kamiennego sztygar odgwiżdże niebawem ostatnią zmianę.

Minęło 25 lat. Chociaż kopalnię faktycznie zamknięto, Gliwice to jedno z najprężniej rozwijających się polskich miast – ze sporym budżetem, niewielkim zadłużeniem i bezrobociem oscylującym wokół 5 proc. Proroctwo upadku się nie ziściło. Dlaczego?

Włodarze miejscy mają jedno sztandarowe wyjaśnienie: od 1996 r. w Gliwicach działa specjalna strefa ekonomiczna. Firmy (m.in. General Motors), które tam działają, dają ludziom pracę, a lokalnej gospodarce impuls rozwojowy.

Piękna historia do albumu o ekonomicznym sukcesie Polski. Co więcej, jak jesteśmy nieustannie przekonywani, niejedyna. W Polsce od 20 lat działa 14 specjalnych stref ekonomicznych. Są jednym z głównych sposobów ściągania do Polski zagranicznego kapitału. Firmy inwestujące w ich obrębie w budowę nowych zakładów pracy zwolnione są częściowo z płacenia podatku dochodowego.

Według pierwotnych planów SSE miały zostać zlikwidowane w 2016 r. Zakładano, że do tego czasu nasza gospodarka dojrzeje i okrzepnie. Najwyraźniej jeszcze nie okrzepła – dwukrotnie bowiem przedłużano okres funkcjonowania stref. Mają działać do 2026 r.

Czy to dobrze?

Legenda sukcesu

Politycy przekonują, że wręcz wspaniale. Tłumaczą, że ściągnięcie inwestorów oznacza szybszy wzrost PKB i modernizację gospodarki. Chodzi nie tylko o budowę nowych fabryk, które pociągną za sobą większe zatrudnienie, lecz także o importowane wraz z nim technologiczne know how – coś, co rozwijającym się państwom jest szczególnie potrzebne. Siłą naturalnej dyfuzji „tajemnice” nowoczesnych firm z SSE mają przeniknąć do firm lokalnych, a w rezultacie wzrosną produktywność całej gospodarki i płace. Brzmi rozsądnie. Tym bardziej że – przynajmniej w narracji swoich zwolenników – SSE były uniwersalnym motorem postępu gospodarczego bez względu na epokę. Jak podkreśla Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha w jednym ze swoich artykułów, już starożytni władcy praktykowali tworzenie specjalnych obszarów gospodarczych: nadawali handlowe przywileje miastom portowym, by wzmacniać ich rozwój i napełniać swoje skarbce. Z kolei średniowieczni monarchowie i książęta, żeby zachęcić osadników do zasiedlenia nowo lokowanych wsi, racjonalizowali wymagane daniny, ustanawiali prawo wychodu (prawo chłopa do opuszczenia wsi) czy normowali kwestie posiadania ziemi. W średniowieczu powstała także słynna Liga Hanzeatycka, czyli związek miast Europy Północnej, które cieszyły się statusem wolnych.

Były specyficzną unią handlową i celną. Obdarzone sporą liczbą przywilejów, oferowały sobie wzajemną ochronę prawną i pomoc, skutkiem czego bogaciły się szybciej od innych.

Skoro SSE w różnych odsłonach funkcjonowały przez tysiąclecia, było tylko kwestią czasu, gdy w XX w. – po przerwie spowodowanej wojnami światowymi – znów rozkwitną.

Pierwszą współczesną SSE utworzono w 1959 r. w Shannon w Irlandii i okrzyknięto ją spektakularnym sukcesem. Jej roli w awansie ekonomicznym, jaki dokonał się w tym kraju w ciągu ostatniego półwiecza, nikt nie podważa. Do innych cudownych stref ekonomicznych zalicza się strefy chińskie – m.in. Shenzen czy Kanton. Bez nich południe Chin wciąż przymierałoby głodem. – SSE przyczyniły się do sukcesu chińskiej transformacji zapoczątkowanej w 1978 r., bo wpisywały się w sytuację polityczną. Chiny dzięki strefom stopniowo otwierały się na inwestycje zagraniczne. Równocześnie nie prowokowały konserwatywnych komunistów. Duży poziom fiskalnej i politycznej decentralizacji pozwolił przywódcom prowincji tworzyć wiele lokalnych regulacji i programów przyciągających zagraniczny kapitał. Awans urzędników ze szczebla regionalnego na rządowy zależny był od tego, jak dobrze radzą sobie zarządzane przez nich regiony. Wykorzystywali więc SSE, by w tym wyścigu uzyskać lepsze referencje – pisze dr Lotta Moberg, badaczka SSE z George Mason University na łamach Caymanfinancialreview.com.

Głównym magnesem przyciągającym inwestorów do SSE nie są wyłącznie ulgi podatkowe. Niektóre strefy oferują także mniej restrykcyjne regulacje albo nawet odrębne systemy prawne. Na terenie strefy dubajskiej obowiązuje brytyjskie prawo precedensowe, a nie – jak na terenie reszty Zjednoczonych Emiratów Arabskich – prawo szariatu. W większości stref tworzy się także specjalną infrastrukturę pod przyszłe inwestycje. Niezbędną podstawą jest tu dobre skomunikowanie i uzbrojenie terenu strefy. Jedna ze stref południowokoreańskich ma nawet własne lotnisko z polem golfowym, ogrodami, muzeum i kasynem.

Na świecie funkcjonuje obecnie ok. 3 tys. różnego typu specjalnych stref ekonomicznych. Pierwsza z 14 polskich powstała w Mielcu w 1995 r. Status SSE ma u nas obecnie teren o powierzchni niemal 19 tys. ha. Ściągnięto tam inwestycje o wartości ponad 102 mld zł, które dają zatrudnienie dla ok. 300 tys. ludzi. Stworzenie stref kosztowało budżet państwa ok. 18 mld zł – 14 mld w ulgach i 4 mld w kosztach budowy strefowej infrastruktury. 1 wydany miliard dał nam zatem 5,5 mld zainwestowanych. Czy więc cel powołania SSE został zrealizowany?

Problemy z dowodami

To wbrew pozorom nie jest takie oczywiste. Doktor Lotta Moberg wylewa na głowy strefoentuzjastów zimny prysznic. – Większość krajów, w których działają strefy, doświadczyło wzrostu gospodarczego i zmniejszenia się wskaźnika biedy. A jednak na podstawie badań ekonomicznych nie da się ocenić, czy to właśnie SSE do tego się przyczyniły. Efekty ich działania wciąż nie są zbyt dobrze wyjaśnione – uważa.

Ekonomiści zwracają uwagę na spekulatywny charakter zachwytów nad SSE. Zadają pytanie: czy gdyby nie utworzono w Polsce SSE, to zagraniczny kapitał lokowano by gdzie indziej? Czy faktycznie SSE przyciągają dodatkowe inwestycje? Zwolennicy SSE przekonują, że to pewne.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Polecane

Komentarze (1)

  • Wałbrzyszanin(2016-09-11 18:19) Zgłoś naruszenie 00

    Gliwice, Shenzen etc. A Wałbrzych? Wie ktoś w GP że- jest coś takiego jak miasto Wałbrzych i jego podobno najlepsza SSE??????????????????

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama