Zorganizowane w kwietniu 2015 r. na Stadionie Narodowym zawody Grand Prix w żużlu miały być wielkim wydarzeniem sportowym. Rywalizacja czołówki światowego speedwaya, pożegnanie zasłużonego polskiego żużlowca Tomasza Golloba i 53 tys. widzów na trybunach. Zamiast święta sportu był skandal. Źle przygotowany tor, liczne upadki, zrywająca się taśma startowa. W końcu kilkadziesiąt minut przerwy, konsultacje z zawodnikami i decyzja sędziów, że zawody zostają przerwane ze względów bezpieczeństwa – po trzech seriach, czyli 12 wyścigach, podczas gdy planowano przeprowadzenie 23.

Zbulwersowani kibice bardzo szybko skrzyknęli się w internecie, by złożyć pozew zbiorowy przeciwko organizatorowi imprezy – Polskiemu Związkowi Motorowemu. Byli jednak i tacy, którzy postanowili wysunąć roszczenia indywidualnie. Pierwszy korzystny wyrok zapadł niedawno przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa. Uwzględnił on pozew i zasądził zwrot prawie połowy zapłaty za pięć biletów.

Proporcjonalna obniżka

Mężczyzna domagał się zwrotu 48 proc. ceny, gdyż uznał, że w takiej właśnie części impreza się nie odbyła, skoro ukończono 12 z przewidzianych 23 biegów. Sąd zgodził się z tą argumentacją. Odwołał się do art. 560 par. 1 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym kupujący może złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny, oraz par. 3 tego przepisu, który mówi o obniżeniu proporcjonalnym do wady.

„Na podstawie przytoczonych przepisów, jako zasadne należy ocenić roszczenie powoda o obniżenie wynagrodzenia należnego pozwanemu, tj. ceny biletów, proporcjonalnie do liczby biegów, które się nie odbyły z przyczyn leżących po stronie pozwanego, względem liczby wszystkich przewidzianych biegów zgodnie z zawartą przez strony umową” – napisał sąd w uzasadnieniu wyroku. Uznał przy tym, że sama umowa miała mieszany charakter, częściowo umowy o dzieło, częściowo umowy rezultatu. W tym ostatnim zakresie PZM, sprzedając bilety, zobowiązał się bowiem do przygotowania toru żużlowego. I tego zobowiązania nie dotrzymał.

Jego pełnomocnik nie kwestionował zresztą niewłaściwego dostosowania toru. Przekonywał natomiast, że nie ponosi za to odpowiedzialności. Sąd doszedł jednak do odmiennych wniosków. „Przerwanie zawodów żużlowych z przyczyn zależnych od organizatora, w szczególności z powodu nieodpowiedniego przygotowania toru, skutkuje niewypełnieniem przez organizatora zobowiązania i powoduje jego odpowiedzialność prawną względem widza” – podkreślił w uzasadnieniu.

Zawinił wykonawca

PZM kwestionuje rozstrzygnięcie.

– Zawody odbyły się zgodnie z regulaminem Międzynarodowej Federacji Motocyklowej, który przewidywał możliwość ich skrócenia. Zgodnie z regulaminem również został wyłoniony zwycięzca, a wyniki Grand Prix zostały zatwierdzone. Dlatego też PZM stoi na stanowisku, że wypełnił swoje zobowiązania – przekonuje Katarzyna Kalinowska, adwokat reprezentująca PZM.

Argumentacja odnosząca się do regulaminu zawodów została również podniesiona przed sądem. PZM zwracał przy tym uwagę, że to nie on, tylko niezależne jury podjęło decyzję o przerwaniu zawodów. Zdaniem sądu nie może to mieć jednak wpływu na rozstrzygnięcie. Nawet jeśli przepisy wewnętrzne MFM pozwalają na przerwanie zawodów i wyłonienie zwycięzcy, to nie świadczy to jeszcze o właściwym wykonaniu zobowiązania wobec widzów.

„Regulacje te dotyczą sposobu ustalania wyniku sportowego, nie przesądzają zaś kwestii prawidłowości wykonania zobowiązania przez organizatora wobec kibiców” – pokreślił sąd.

PZM w odpowiedzi na pozew podkreślał, że nie może ponosić odpowiedzialności za wykonawcę toru. Zlecił to bowiem profesjonalnej firmie, która się w tym specjalizuje, a więc dopełnił staranności w wyborze. To również jednak nie przekonało sądu. Odwołał się on do art. 474 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym dłużnik jest odpowiedzialny za działania lub zaniechania osób, którym powierza wykonanie zobowiązania.

W 2015 r. PZM zapowiadał, że skieruje pozew przeciwko wykonawcy toru, duńskiej firmie byłej gwiazdy żużla Ole Olsena. Wczoraj nie udało nam się potwierdzić, czy rzeczywiście tak zrobił. Nawet jeśli, to zdaniem sądu nie ma to wpływu na rozstrzygnięcie pozwu złożonego przez kibica. Rozliczenia z wykonawcą są bowiem wewnętrzną sprawą organizatora imprezy i nie wyłączają jego odpowiedzialności wobec widzów.

Pozew zbiorowy

Wyrok nie jest prawomocny i PZM już zapowiada jego zaskarżenie.

– Nie zgadzamy się z tym rozstrzygnięciem i będziemy składać apelację. Warto zaznaczyć, że w kilku innych sprawach sąd oddalił już podobne powództwa w całości – mówi Katarzyna Kalinowska.

– PZM zaproponował rekompensatę w postaci preferencyjnych cen biletów na mecz Polska kontra reszta świata. Około 50 proc. widzów z niej skorzystało – dodaje.

Tymczasem na rozstrzygnięcie czeka dużo poważniejsza sprawa – pozwu zbiorowego, do którego zainteresowani wciąż mogą przystępować (patrz: ramka). Żądania w nich sformułowane idą jeszcze dalej.

– Występujemy o zwrot ceny całego biletu. Uważamy bowiem, że w tej sprawie należy mówić o całkowitym niewykonaniu umowy, a nie o jej nienależytym wykonaniu – przekonuje Tomasz Dauerman, radca prawny z Kancelarii Prawa Sportowego i Gospodarczego Dauerman.

Rozważał on również możliwość domagania się zwrotu kosztów przejazdu i noclegów, ale ze względu na to, że są one bardzo zróżnicowane, na razie nie zdecydował się dochodzić tej części roszczenia.

Skoro jednak 12 biegów zostało ukończonych, to czy można mówić o tym, że impreza w ogóle się nie odbyła?

– Nie wykluczałabym możliwości uznania przez sąd, że umowa nie została wykonana. Chodzi przecież o imprezę, która miała stanowić pewną całość. Ukończenie 12 biegów, a nawet wyłonienie zwycięzcy, nie musi oznaczać, że umowa została wykonana, nawet nienależycie – komentuje adwokat Agnieszka Wiercińska-Krużewska, partner w kancelarii Wierciński, Kwieciński, Baehr.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa z 25 lipca 2016 r., sygn. akt XVI C 380/16