statystyki

Morawski: Spokojnie, to tylko ryzyko katastrofy

autor: Ignacy Morawski22.08.2016, 07:39; Aktualizacja: 14.09.2016, 18:43
Ignacy Morawski

Ignacy Morawskiźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: mat. prasowe

„Kiedy się świat tak naprawdę podobał ludziom? (...) Upadek, można powiedzieć, to stan naturalny świata”. To słowa bohatera książki „Ostatnie rozdanie” Wiesława Myśliwskiego, jednej z moich ulubionych pozycji polskiej literatury współczesnej. Długo wertowałem tę książkę kilka dni temu, by ten cytat dokładnie odtworzyć. Wiedziałem już dawno, że kiedyś się przyda, i oto nadszedł ten moment.

Reklama


Obserwuję wielką kumulację opinii, najczęściej pisanych w alarmistycznym tonie, że oto jesteśmy w momencie dla świata – zarówno w polityce, jak i gospodarce – wyjątkowym. Terroryzm, rosnące na sile populizmy (Trump, Le Pen i inni), załamanie porządku geopolitycznego (Rosja), rozpad Unii Europejskiej (Brexit), narastające bez przerwy zadłużenie, tendencje protekcjonistyczne w handlu, rozwarstwiające się dochody ludności, stagnacja produktywności. Nie mam narzędzia do agregowania ludzkich emocji, ale nie pomylę się za bardzo, twierdząc, że narasta strach o to, w jakim kierunku zmierza świat. Philip Stephens, publicysta „Financial Times”, pisał niedawno, w kontekście Brexitu i rosnącej popularności Donalda Trumpa, że choć „nie żyjemy jeszcze w hobbesowskim świecie, ale w takim kierunku zmierzamy”. Hobbesowski, czyli bez reguł, świat, gdzie spory rozstrzyga się siłą – czyli wojną.

W sferze finansowej namacalnym dowodem wszechogarniającego strachu jest ujemne oprocentowanie obligacji rządowych takich krajów jak Niemcy, Szwajcaria czy Japonia. Inwestorzy dopłacają rządom za przetrzymywanie ich pieniędzy, ponieważ boją się jakichkolwiek bardziej ryzykownych aktywów i są przekonani, że świat będzie tkwił w stagnacji (niski wzrost gospodarczy, brak inflacji). Jak ktoś ma grubszy pieniądz, to trzymanie gotówki w skarbcu nie wchodzi w grę, depozyt bankowy nie jest objęty gwarancją, zostaje więc pożyczenie stabilnemu rządowi na ujemny procent. Znajomy przedsiębiorca z jednej z branż przemysłowych mówił mi ostatnio, że w głowach menedżerów wciąż jest kryzys gospodarczy: boją się podejmować odważne decyzje.

Ryzyka stojące przed światem są niewątpliwie poważne, ale konkluzja, że są wyjątkowo wysokie, jest niesłuszna. Dokonajmy krótkiego przeglądu historycznego. Czy którakolwiek dekada po II wojnie światowej była spokojniejsza? Lata 50. – narastanie zimnej wojny. Lata 60. – Wietnam, rewolucja kulturowa, początki europejskich ruchów terrorystycznych. Lata 70. – stagnacja gospodarcza, szoki naftowe, inflacja, demontaż systemu walutowego Bretton Woods. Zatrzymajmy się na moment w tej dekadzie, bo była wyjątkowo trudna. Brytyjski historyk Tony Judt pisał kiedyś: „Zamęt w światowym systemie finansowym, rozpad powojennej gospodarki i niezadowolenie tradycyjnych elektoratów postawiły pod znakiem zapytania poczucie pewności siebie powojennego pokolenia”. Te słowa idealnie pasują do dzisiejszych czasów, tyle że poczucie pewności straciło kolejne pokolenie. Idźmy dalej. Lata 80. – kryzys rynków wschodzących (w tym Polska depresja gospodarcza), narastanie wyścigu zbrojeń. Lata 90. – kryzys azjatycki, kryzys rosyjski (choć to dekada relatywnie najspokojniejsza). Lata 2000. – ataki terrorystyczne w USA i Europie, wojna w Afganistanie i Iraku, wielki kryzys finansowy.


Pozostało jeszcze 50% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama