Najlepsze rozwiązania posiadają Holendrzy i Niemcy. Nie tylko płatności granicznego VAT-u są tam dokonywane niezależnie od siebie. Dodatkowo oferowany jest kilkudziesięciodniowy termin odroczenia płatności podatku granicznego (w Niemczech wynosi on 45 dni). W praktyce oznacza to, że aby dopuścić towar do obrotu na terenie Wspólnoty, wystarczy zapłacić cło, a dopiero później podatek, np. po zakończeniu całej transakcji sprzedaży przywiezionego towaru.

Tym prostym rozwiązaniem kraje te zachęcają całą Europę, a szczególnie polskich importerów, do odpraw na swoich granicach, np. w portach morskich i na lotniskach. W końcu nie ma znaczenia, gdzie towar przywieziony z kraju trzeciego zostanie wpuszczony na teren Wspólnoty. Ważne jest, u kogo w budżecie zostaną wpływy z tytułu należności celnych. Bowiem 25 proc. tych należności trafia do kasy tego, kto dokona odprawy granicznej.

Tylko w uproszczeniach

Prosta kalkulacja, ale jak trudna do zrozumienia przez polskich urzędników.

- Owszem istnieje możliwość oddzielenia płatności granicznego VAT-u od cła i uiszczenia go w ciągu dziesięciu dni, ale tylko w przypadku procedur uproszczonych - mówi Marek Tarczyński, prezes Polskiej Izby Spedycji i Logistyki (PISiL).

Rozwiązanie byłoby wystarczające, gdyby możliwe było powszechne jego zastosowanie. Niestety, z procedur uproszczonych korzysta zaledwie kilka procent przedsiębiorstw (z powodu nadmiernej biurokracji i restrykcji wobec firm). To powoduje, ze importerzy nie chcą odprawiać się na polskich graniach i wolą to robić w każdym innym kraju. Z czystej kalkulacji ekonomicznej po prostu bardziej się im to opłaca. Jednak w Polsce Ministerstwo Finansów upiera się od lat, że nasze rozwiązania nie odbiegają w niczym od rozwiązań wspólnotowych.

- Zdajemy sobie sprawę, że kontroli granicznych i płatności podatkowych nie unikniemy, ale w innych krajach unijnych wszystko jest poukładane. Wszystko po to, aby sprawnie dokonywać wymiany handlowej i usprawniać odprawy graniczne. Tam nie do pomyślenia jest, aby wstrzymywano i rezygnowano z potoku odpraw, a tym samym rezygnowano z wpływów z ceł, jeśli nie ma wyjątkowych powodów - mówi Robert Kąkol, prezes firmy spedycyjnej OstSped z Kalisza.

Dzisiaj importerzy mają wybór miejsca odprawy i mogą jej dokonać na terenie każdego państwa członkowskiego. Dlatego też polskie firmy coraz częściej odprawiają swoje towary w Niemczech, Holandii, Belgii. Z tego tytułu Skarb Państwa stracił tylko w ubiegłym roku ponad 300 mln zł na rzecz tych państw.

Polski NIP

Problemem, i to większej wagi, jest niemożność obsługi celnej importowanych towarów, które należą do firm niemających siedziby w Polsce. Polskie przepisy podatkowe wymagają od nich rejestracji w celu uzyskania polskiego NIP i ustanowienia przedstawicielstwa podatkowego. W innych krajach unijnych złożenie upoważnienia do odprawy celnej towarów jest zarazem ustanowieniem przedstawicielstwa finansowego i spedytorzy czy agencje celne mogą bez przeszkód obsługiwać klientów. Niestety, u nas takich instrumentów jeszcze nie wypracowano.

- Rozszerzenie tych uprawnień na większą liczbę przedsiębiorstw nie narażałoby państwa na żadne ryzyko. Rozwiązania takie są z powodzeniem stosowane w innych krajach UE i wręcz promowane jako atut zachęcający do korzystania z usług tamtejszych firm i urzędów celnych. Tym bardziej niezrozumiałe jest to, dlaczego Ministerstwo Finansów nie dostosuje polskich standardów do powszechnie stosowanych w UE - dziwi się Marek Tarczyński.

Beata Trochymiak

beata.trochymiak@infor.pl

OPINIA

Ireneusz Fechner

Instytut Logistyki i Magazynowania

Z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej agencje celne utraciły znaczną część przychodów z obsługi celnej podmiotów gospodarczych, co zachwiało podstawami ich istnienia. Z powodzeniem mogłyby pełnić rolę przedstawiciela podatkowego, gdyż są do tego przygotowane i tym samym mogłyby zrekompensować sobie utratę części dotychczasowego biznesu. Dobrze wdrożony mechanizm przedstawiciela podatkowego spowodowałby zwiększenie liczby odpraw celnych na terenie kraju. To z kolei uruchomiłoby mechanizm składowania części towarów w krajowych magazynach, dzielenie ich na mniejsze partie i dostarczanie do końcowych odbiorców jako towary wspólnotowe. W konsekwencji wzrosłaby liczba usług zlecanych krajowym spedytorom i firmom transportowym. Ten sam mechanizm zwiększyłby zainteresowanie wyładunkiem towarów w polskich portach morskich. Uporanie się wreszcie z tym problemem poprawiłoby wizerunek Polski jako państwa dbającego o interes krajowych przedsiębiorstw i własnego budżetu.