Uważam, że mocne fundamenty naszej gospodarki znacznie ograniczają zagrożenia dla rozwoju rynku mieszkaniowego w Polsce. Zapewne nie będzie spektakularnych wzrostów cen, ale będzie to także, wbrew opinii wielu ludzi, dobre dla deweloperów. Każdy wzrost cen mieszkań generuje zmianę pozostałych parametrów, np. ceny realizacji czy gruntów. Jedyny problem, z jakim możemy się zderzyć w najbliższym czasie, to finansowanie - zarówno dla deweloperów, jak i pojedynczych klientów.

Banki dość radykalnie zatrzasnęły drzwi przed wieloma klientami o niższej zdolności kredytowej

Rynek jednak nie znosi próżni, więc przypuszczam, że znajdą się inne formy finansowania inwestycji. Deweloperzy wrócą do formuły sprzedawania dziury w ziemi, ale na bezpieczniejszych zasadach dla klienta - np. wprowadzą konta typu escrow.

Sami klienci będą szukać na siłę środków na tak zwany udział własny, dając pod zastaw samochody lub inne ruchomości

Rozwinie się też rynek najmu lokali. Klientami deweloperów zostaną więc zamożniejsi klienci, którzy będą wynajmować zakupione mieszkania osobom niespełniającym kryteriów banków.

Obecna sytuacja na polskim rynku deweloperskim może jednak wymusić odejście z niego ludzi, którzy pojawili się na nim w szczycie boomu. W perspektywie okaże się to korzystne dla całej branży, promując solidnych deweloperów, zwiększając ich kontrole nad jakością końcowego produktu, co przełoży się na zadowolenie klientów. Efekt oczyszczający będzie dla rynku pozytywny tylko wtedy, gdy nie skończy się to jakimś spektakularnym bankructwem, kładąc się cieniem na całej branży.

Jednak wobec braku symptomów recesji w polskiej gospodarce nawet projekty upadające będą przejmowane przez innych deweloperów, co zapobiegnie negatywnym skutkom przeszarżowania niektórych inwestorów w przeszłości.