Przeciwdziałanie negatywnym skutkom zmian klimatu dla gospodarki i naszego poziomu życia może być realizowane dwojako. Po pierwsze, przez zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych (głównie dwutlenku węgla, metanu, podtlenku azotu), aby powstrzymać lub chociaż zahamować zmiany klimatu. Po drugie, przez dostosowanie się do skutków zmian klimatu, tak aby zminimalizować ich negatywny wpływ na gospodarkę i poziom życia.

Ambitny projekt

Pakiet Klimatyczno-Energetyczny zakłada 20-proc. obniżenie zużycia energii, 20-proc. ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, 20-proc. udział energii odnawialnej w energii zużywanej, w tym 10-proc. udział biopaliw płynnych w paliwach transportowych.

Przez polityków projekt został oceniony jako ambitny, ale został oprotestowany przez społeczeństwa krajów UE. Kością niezgody społecznej jest produkcja bioetanolu ze zbóż oraz biodiesla z rzepaku, bo jak wynika z najnowszych badań, wcale nie są tak ekologiczne, jak dotąd sądzono, a dodatkowo ich produkcja spowodowała wzrost cen żywności w 2007 roku oraz zmniejszenie zapasów żywności.

W dodatku kroki już podjęte przez UE zmniejszyły nam limit emisji dwutlenku węgla z 284 mln ton do 205 mln ton. To cios dla polskiej energetyki opartej w 95 proc. na węglu, która po przekroczeniu limitów będzie musiała zapłacić opłatę zastępczą lub kupić uprawnienia do emisji. Po wprowadzeniu Pakietu Klimatycznego sytuacja polskiej energetyki jeszcze się pogorszy.

Jednocześnie UE, narzucając krajom członkowskim narodowe cele wskaźnikowe (NCW), nie zasugerowała, jak zbudować narodowy program wsparcia produkcji i przetwarzania biomasy, której wykorzystanie jest najbardziej efektywnym kosztowo środkiem osiągania tych celów. W rezultacie polska energetyka nie ma co liczyć na duże, stałe dostawy biomasy. Bez celów cząstkowych, harmonogramu ich osiągania i wyznaczenia podmiotów koordynujących działania zmierzające do ich osiągnięcia, bez koordynacji kompleksowych działań od resortów po rozproszone struktury działające na zasadach rynkowych nie osiągniemy wyznaczonych nam ambitnych celów Pakietu Klimatycznego.

Gorset ograniczeń

Komisja Europejska widzi UE jako prymusa ograniczania emisji gazów cieplarnianych, w tym CO2. W związku z tym już nałożyła na polską gospodarkę ciasny gorset ograniczeń emisji, a planuje dodatkowo przyjąć tzw. Pakiet Klimatyczno-Energetyczny. W obecnej postaci może on nas kosztować 30-50 mld zł rocznie, co spowoduje 60-proc. wzrost cen energii elektrycznej oraz wzrost cen surowców rolnych i żywności. Tymczasem USA w najbliższych latach zwiększą emisję CO2 o 20 proc., podobnie jak przemysły Chin oraz Indii. Jeśli te i inne kraje nie przyłączą się do Pakietu Klimatycznego-Energetycznego, to ogromny wysiłek podejmowany przez społeczeństwa Starego Kontynentu będzie kosztował nas spowolnienie gospodarek UE i obniżenie jakości życia, a przyniesie znikomy spadek stężenia CO2 w atmosferze. W tej sytuacji zamiast prowadzić samotną walkę, lepiej ogromne środki wykorzystać do przystosowania krajów UE do negatywnych skutków zmian klimatu, zamiast te zmiany powstrzymywać.

Zmiany klimatu

Prawie rok temu Al Gore i Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (WMO, UNEP) otrzymali Pokojową Nagrodę Nobla. Przyznano ją za budowanie wiedzy na temat zmian klimatu powodowanych przez człowieka i tworzenie fundamentów do przeciwdziałania tym zmianom. Międzyrządowy Panel to prawie 5 tys. naukowców, zgłębiających problem i szukających rozwiązań.

W Polsce na przestrzeni ostatniego stulecia temperatura wzrosła średnio o 1o C ze średniej rocznej 7,8 do 8,8o C. Zimy stały się łagodniejsze, w lecie jest upalniej i jeśli coś nas niepokoi, to występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych, które tu i ówdzie przynoszą wymierne straty i szkody.

Na przestrzeni tego stulecia temperatura w Polsce może wzrosnąć o 3o C, wzrosną też opady w zimie, a w lecie wzrosną straty wody na skutek parowania z gleb i otwartych zbiorników wodnych oraz transpiracji wody przez rośliny. Klimat w Polsce będzie zbliżony do występującego dziś na Węgrzech. Wszystko ma jednak swoją cenę.

Deficyt wody w Polsce wzrośnie o 10 proc. w scenariuszach optymistycznych i aż o 50 proc. w scenariuszach pesymistycznych. Polska już dziś ma ograniczone zasoby wody, więc deficyt ten wpłynie na wszystkie dziedziny życia. Najbardziej jednak na rolnictwo, które zużywa najwięcej wody. Przy scenariuszu optymistycznym straty plonów mogą wynosić średnio 5 proc., co wpłynie na wzrost cen żywności i produktów rolnych. Niewiele, powie ktoś, jeśli w Hiszpanii straty wynosić mają 30 proc. Jednakże cała gospodarka, a zwłaszcza rolnictwo, do spodziewanych zmian powinny się dostosowywać, a to będzie na pewno kosztować.