To pierwszy od dość dawna sukces sieci aptecznych, jeśli chodzi o kwestie prawne. Nie jest bowiem tajemnicą, że zakaz reklamy aptek jest na rękę indywidualnym farmaceutom, zaś dla sieci to jedynie zbędna uciążliwość. Powód oczywisty: jeśli by zakazu nie było, duże firmy dość swobodnie by się reklamowały. Mniejszych podmiotów nie byłoby natomiast na to stać.

Bezzasadna nierówność

W ponad 80 proc. spraw przed Trybunałem Konstytucyjnym wyrokuje on zgodnie z wersją przedstawioną przez szefa prokuratury. Dlatego stanowisko Andrzeja Seremeta jest tak istotne. W tym przypadku zaś opinia jest wręcz miażdżąca. Artykuł 94a ustawy – Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 45, poz. 271 ze zm.) narusza – zdaniem PG – wolność działalności gospodarczej i nie realizuje przy tym ważnego interesu społecznego, a także jest wbrew wolności do rozpowszechniania informacji. Cała regulacja wywołuje nieusprawiedliwioną nierówność pomiędzy poszczególnymi podmiotami gospodarczymi.

Handel kwitnie i bez reklamy

Handel kwitnie i bez reklamy

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Przypomnijmy: kontrowersyjny przepis funkcjonuje od 2012 r. Artykuł 94a ust. 1 prawa farmaceutycznego stanowi, że „zabroniona jest reklama aptek i punktów aptecznych oraz ich działalności. Nie stanowi reklamy informacja o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego”. Regulacja została wprowadzona wskutek namów samorządu aptekarskiego, reprezentującego głównie lokalnych farmaceutów. Od lat przeciwne jej są sieci, które wskazują, że przepis jest skrajnie dyskryminujący i narusza swobodę działalności gospodarczej.

Niezrealizowany cel

Podstawowy zarzut PG dotyczy jednak tego, że regulacja – wbrew zamiarom ustawodawcy – nie ograniczyła spożycia leków przez Polaków. Ba, łykamy coraz więcej różnego rodzaju tabletek.

Prokurator w swym stanowisku wskazuje, że wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy aptek wydaje się świadczyć o niekonsekwencji ustawodawcy. „Trudno postrzegać ów zakaz jako niezbędny środek służący zmniejszeniu konsumpcji leków, zwłaszcza w sytuacji, gdy jednocześnie dopuszczalne są – choć w ograniczonym zakresie – działania marketingowe dotyczące samych leków” – czytamy w opinii przedłożonej Trybunałowi Konstytucyjnemu.

W efekcie, zdaniem Andrzeja Seremeta, ustawodawca wybrał rozwiązanie, które sięga bardzo głęboko w sferę wolności gospodarczej i nie zrealizował żadnego zaplanowanego celu. Oprócz jednego, który nijak nie spełnia jednak warunków właściwie tworzonego prawa: na wprowadzeniu zakazu straciły sieci apteczne, a był i pozostaje on korzystny dla indywidualnych farmaceutów. To jednak nie może być podstawą wprowadzenia regulacji.

Prokurator generalny dostrzega zarazem, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby wprowadzić ograniczenie reklamy na rynku farmaceutycznym. Musi ona jednak być proporcjonalna do potrzeb, co w tym przypadku oznacza mniejszą rygorystyczność.

I tak, możliwe w ocenie PG byłoby wprowadzenie zakazu tylko w odniesieniu do określonych form działalności marketingowej (np. dopuszczalne prowadzenie programów rabatowych, zaś zabronione promowanie się w internecie), czy określenie maksymalnej kwoty, którą dany przedsiębiorca może przeznaczyć rocznie na działania reklamowe (aby wyrównać szanse małych i dużych).

Środowisko podzielone

Przedstawiciele sieci aptecznych nie ukrywają zadowolenia.

– W pełni zgadzam się ze stanowiskiem prokuratora generalnego. Trudno zresztą by było inaczej, gdyż podobnie krytyczne stanowisko wobec bezwzględnego zakazu reklamy aptek przedstawiamy od wielu lat – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET skupiającego sieci apteczne.

Gorsze nastroje mają jednak przedstawiciele samorządu aptekarskiego.

– Zdrowie powinno stać ponad szeroko rozumianą wolnością gospodarczą – przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków. I przypomina, że przecież Naczelny Sąd Administracyjny wielokrotnie wypowiadał się w tej kwestii, twierdząc, że „przepisy zakazujące reklamy aptek są przepisami, które ograniczają swobodę działalności gospodarczej w dopuszczalnej przez konstytucję formie i zakresie”.

Zarazem Tomków przyznaje, że aby osiągnąć zakładany przez ustawodawcę cel – czyli ograniczyć spożywanie leków przez Polaków – należałoby rozważyć ograniczenie nadmiernie rozplenionej reklamy leków, która prezentuje je wyłącznie w korzystnym świetle.

Tyle że – jak wskazuje Marcin Piskorski – całkowity zakaz reklamy aptek przypomina okładanie branży cepem. I nie wiadomo, czemu miałby służyć, skoro nie przekłada się na poprawę zdrowia obywateli. Dochodzi bowiem do takich absurdów, że farmaceuta widzi potrzebę zmierzenia ciśnienia pacjentowi, a boi się to zrobić, gdyż zachęta do pomiaru może być już uznana za naruszenie zakazu reklamy.

– Pamiętajmy też, że to właśnie z powodu tego przepisu apteki nie mogą uczestniczyć w programie Karty Dużej Rodziny – dopowiada prezes Piskorski.

Jego zdaniem niekonstytucyjność zakazu można najlepiej pokazać na przykładzie... pampersów: bo apteki nie mogą reklamować swojej oferty nie tylko w zakresie leków, lecz także choćby pieluch, które sprzedają. A np. hipermarket pampersy może promować do woli.

– Nie widzę żadnego powodu, dla którego sytuacja aptek miałaby być gorsza niż wielkiego biznesu – argumentuje Marcin Piskorski.