Baden-Baden to - po wstępnych rozmowach we wrześniu w Monte Carlo - ostatnie duże spotkanie przed finalnymi negocjacjami i podpisywaniem umów reasekuracyjnych. Oba spotkania pełnią funkcję barometru nastrojów w branży. W czasie tych spotkań uczestnicy zdobywają wiedzę o oczekiwaniach i ograniczeniach stron. Na podstawie tej wiedzy tworzą później scenariusze i pozycje negocjacyjne.

Już we wrześniu pojawiały się głosy, że światowe problemy finansowe mogą zwiększyć zapotrzebowanie na kapitał, a więc i jego cenę. Ale wtedy jeszcze te przewidywania były równoważone przez opinie optymistów, którzy uważali, że nie ma powodów, żeby stawki podwyższać. Dziś wszystko wskazuje na to, że wzrosną stawki za reasekurację, a co za tym idzie także ceny polis.

OPINIE

ADAM ROMAN

członek zarządu ds. Ubezpieczeń Grupy Ergo Hestia

Konferencja w Baden-Baden przebiegać będzie w okresie silnych zawirowań na rynkach finansowych. Poważnym zagrożeniem dla stabilności cen będzie - dla światowego i polskiego rynku - słaba rentowność poszczególnych linii ubezpieczeń. W ostatnich latach mieliśmy nienotowane wcześniej w Polsce obniżki cen. Procesowi temu sprzyjały: konkurencja zakładów ubezpieczeń i pośredników oraz mała liczba i wartość szkód. Obecnie obniżone wyniki techniczne, nawet jeśli dodatnie, często oscylują wokół akceptowalnych minimów, a nadto częściowo finansowane są przez reasekuratorów. Taka sytuacja będzie wywoływała próby zmian. Obawiam się, że argumenty, które polski rynek przedstawi, mogą nie wystarczyć do obrony status quo.

Prawdopodobnie więcej będą musieli płacić ci, którzy najbardziej korzystali na dobrej koniunkturze w ciągu ostatnich lat, czyli firmy zajmujące się produkcją i przesyłem energii, oraz te, które ubezpieczały ryzyka konstrukcyjne. Mogą wzrosną ceny polis OC komunikacyjnego. Wypłaty z takich ubezpieczeń na całym świecie rosną. W przypadku klas specjalistycznych, np. w górnictwie, mówimy o prawdziwej katastrofie. Nie wiadomo, jak na skłonność do wystawiania polis ubezpieczenia menedżerów (D&O) i ich ceny wpłyną potencjalne roszczenia związane z kryzysem finansowym.

MAREK CZERSKI

prezes Polskiego Towarzystwa Reasekuracji

Wszyscy spodziewają się mocnych sygnałów podwyżek. Niektórzy reasekuratorzy już zredukowali oferowane pojemności reasekuracyjne. Oznacza to, że wielkość ryzyk, które będzie można ulokować w ramach tzw. umów obligatoryjnych, będzie niższa. W tej sytuacji towarzystwa będą musiały w większym stopniu korzystać z droższej reasekuracji fakultatywnej. To sygnał, że reasekuratorzy będą mieć większą kontrolę nad reasekurowanymi ryzykami, która w przypadku umów obligatoryjnych jest ograniczona.

Trzeba pamiętać, że dostępnego kapitału będzie mniej niż w poprzednich latach. Nadmiary gotówki były wykorzystywane nawet do skupu własnych akcji i lokowania w inne niż ubezpieczeniowe czy reasekuracyjne instrumenty finansowe. Ograniczenie wolnych środków spowoduje koncentrację firm na maksymalizowaniu zysku technicznego. A zysk można osiągnąć, powracając do takiej wyceny reasekuracji/ubezpieczenia, która gwarantuje zysk z działalności podstawowej. Kryzys finansowy ogranicza dostęp do kapitału. Może się okazać, że ta zapaść finansowa będzie miała głębsze skutki niż zamachy na WTC w 2001 roku. W 2001 i 2002 roku stawki wzrosły o 50, a nawet 100 proc.

WITOLD JANUSZ

reprezentant Lloyd's of London w Polsce

Spotkanie upłynie pod znakiem powrotu rynku do korzystania z tradycyjnej reasekuracji. W poprzednich latach nadwyżki kapitałów pozwalały towarzystwom zachowywać więcej ryzyk na swoim udziale. Powodowało to mniejszy popyt na usługi reasekuratorów, którzy również mieli nadwyżki kapitałowe i musieli konkurować, obniżając stawki za reasekurację.

Teraz sytuacja odwróci się. Zarówno towarzystwa ubezpieczeniowe, jak i reasekuratorzy cierpią raczej na niedobory kapitałów. Oznacza to, że ubezpieczyciele nie będą mogli brać na swoje ryzyko ubezpieczeń od tak dużej wartości jak dotychczas i będą musieli szukać reasekuracji.

Większy popyt wpłynie oczywiście na ceny, tym bardziej że w tym roku rynek został dotknięty wysokimi wypłatami z tytułu ryzyk katastroficznych. Na przykład huragany Ike i Gustaw będą kosztować branżę około 20-25 mld dol. Same wypłaty odszkodowań mogłyby być wystarczającym uzasadnieniem do braku dalszych obniżek stawek, ale w połączeniu z kryzysem braku kapitału można spodziewać się wzrostu stawek. Dotknie to głównie ubezpieczeń mienia oraz odpowiedzialności cywilnej.