statystyki

Nowa grupa biednych Polaków: Dzięki kreatywności żyją godnie i są szczęśliwi

autor: Joanna Pasztelańska06.12.2015, 18:00
Ludzie, którzy muszą radzić sobie z większą liczbą przeciwności losu i nie mają podsuniętych pod nos gotowych rozwiązań problemów, muszą więcej myśleć, muszą więcej działać, aby iść z sukcesem przez życie

Ludzie, którzy muszą radzić sobie z większą liczbą przeciwności losu i nie mają podsuniętych pod nos gotowych rozwiązań problemów, muszą więcej myśleć, muszą więcej działać, aby iść z sukcesem przez życieźródło: ShutterStock

Kontenerowcy, makerzy, wymienni. Często bez pracy albo z marnie płatną. Na wynajmie lub na komunalnym. Mają tyle co nic. I z tego niczego potrafią stworzyć coś wartościowego. Na przykład drukarkę 3D, która zacznie na siebie zarabiać, lub szafkę, którą wymienią na używany rower. Mimo chudego portfela potrafią znaleźć swój własny pomysł na życie.

Reklama


Nowi biedni, przez socjologów nazywani też working poor, nie chodzą już w łachmanach, nie grzebią w śmietnikach, nie żebrzą na psa lub dziecko. Nie wydają ostatnich groszy na wino owocowe. Są tacy jak my. Często wykształceni, ale ledwo starcza im do pierwszego, bo nie mogą znaleźć pracy albo pracują za grosze. Sami wypiekają chleb na zakwasie, który dostali od sąsiada w zamian za wyhodowaną na parapecie miętę. W sklepie wybierają produkty z krótkim terminem ważności, czasem niemal dwa razy tańsze. Stołują się w barach mlecznych, bo jak przeliczyć koszt produktów i gazu, bardziej opłaca się stołować na mieście. Dużo nadających się do przetworzenia skarbów wygrzebują na bazarkach, w skrzynkach z odrzuconymi warzywami i owocami. Odżywiają się zgodnie z porami roku. Zimą ziemniakami i kapustą, latem jabłkami, mirabelkami i gruszkami – tym, co spadnie z drzew. Tych niczyich nawet w miastach wciąż jest dużo. Nowi biedni robią przetwory, dużo przetworów. Mogą na nich przezimować nawet dobrych parę miesięcy. Mięsa jedzą mało, jest za drogie. Ale za to fasolę czy groch można kupić za grosze. No i jajka, dużo jajek. Dorabiają też sezonowo. Zimą odśnieżają drogi dojazdowe do posesji, jesienią grabią liście, latem podlewają ogródki u bogatych sąsiadów. Przede wszystkim jednak chodzą na bezpłatne warsztaty, korzystają z pracowni, w których mogą za nieduże pieniądze stworzyć coś swojego. Uczą się, jak żyć oszczędnie, ekologicznie i samowystarczalnie. Im mniej mają, tym bardziej kreatywnie potrafią do stanu posiadania podejść.

Przemysław Staroń, psycholog, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS w Sopocie, na hasło „kreatywna bieda” od razu przypomina sobie swoje zawodowe początki, kiedy z dnia na dzień rzucił pracę, po czym dopiero po powrocie do domu i otwarciu lodówki dotarła do niego myśl: a z czego ja teraz będę żyć, co będę jeść? – Kupiłem ogromną ilość ziemniaków, które przygotowywałem na tysiące sposobów. I przetrwałem cięższe czasy. Dla mnie biedakreatywność to gospodarność. Umiejętność radzenia sobie w trudnych, nieznanych nam warunkach. Biedakreatywność to w końcu samowystarczalność. Uniezależnienie od rzeczy, ludzi, pieniędzy.

Siła przetrwania

„Chodząc do pracy, której nie cierpimy, kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, usiłując zaimponować ludziom, których nie lubimy, udając kogoś, kim nie jesteśmy” – ten słynny cytat z kultowego filmu „Fight Club” w reżyserii Davida Finchera podsumowuje nasze uzależnienie od przedmiotów, ludzi, pieniędzy.

38-letni Krzysztof, bezrobotny architekt: – Skończyłem studia wyższe, podczas nauki praktykowałem, a potem pracowałem w dużej pracowni architektonicznej. Teoretycznie miałem wszystko, stać mnie było na całkiem przyjemne życie. Nie wyobrażałem sobie życia bez supertelefonu, tabletu, gadżetów. Ale zachorowałem, nie mogłem pracować za biurkiem tak długo, jak oczekiwali przełożeni. Przez kilkanaście miesięcy byłem załamany, że się nie utrzymam, że nie dam sobie rady. Nie chciałem skończyć na zasiłku, bez woli życia. Przypadkiem trafiłem na fora internetowe poświęcone m.in. różnym kolektywom, okazało się, że w podobnej sytuacji jak ja jest sporo osób. Stworzyłem swój własny plan na życie, na codzienne wydatki. Napisałem wyraźnie na kartce, co bym chciał i co mogę z uwagi na zdrowie robić w życiu. Drobnymi krokami udało mi się osiągnąć harmonię. Sprzedaję projekty architektoniczne na ekologiczne domy, a przy pomocy przyjaciół, w pracowni społecznej, pracuję nad własną drukarką 3D, która pozwoli mi rozwinąć skrzydła.

Podobnie jak Przemysław Staroń, Krzysztof miał czas, kiedy po utracie pracy żywił się wyłącznie ziemniakami i własnoręcznie wytwarzanym zsiadłym mlekiem. Dzisiaj, chociaż może pozwolić sobie na trochę więcej, gospodaruje tak, żeby niczego nie wyrzucać. Kupuje na wagę na bazarkach. Makaron, kaszę, mąkę. Dzięki temu miesięcznie oszczędza ponad 150 zł. Ma to szczęście, że w kawalerce, którą wynajmuje, jest gaz. Gdyby wszystko miał na prąd, nie mógłby sobie pozwolić na tak częste gotowanie. Chociaż z gorszych czasów i tak zostało mu przyzwyczajenie do oszczędzania. Wieczorami pali jedną lampkę i świeczki. Nie używa elektrycznego czajnika, a telefon komórkowy ładuje na dworcu lub supermarkecie. Jeździ wszędzie na rowerze, nawet zimą, a do sprzątania używa wody z deszczówki, którą zbiera do beczki na balkonie.

– Popatrzmy na przykład z filmu „Cast Away. Poza światem” z Tomem Hanksem, w którym mężczyzna w wyniku katastrofy samolotu trafia na bezludną wyspę. Uczy się tam wielu rzeczy, których w normalnych okolicznościach nie musiałby umieć – buduje tratwę, rozpala ognisko, uczy się łupania kokosów. Tak samo jest z biedą. Ludzie, którzy muszą radzić sobie z większą liczbą przeciwności losu i nie mają podsuniętych pod nos gotowych rozwiązań problemów – jak np. ludzie zamożni – muszą więcej myśleć, muszą więcej działać, aby iść z sukcesem przez życie – opowiada Małgorzata Osowiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Sopocie. – Co więcej, wśród wybitnych twórców, jak w żadnej innej grupie społecznej, najwięcej jest osób pochodzących właśnie z biednych domów.

Liczne badania m.in. behawiorystki Kathleen Vohs i jej współpracowników z University of Minnesota pokazują również, że biedniejsi są bardziej... empatyczni. Że majątek może oddalać ludzi od siebie, zmniejszać chęć do udzielania i przyjmowania pomocy. Bogaci nie potrzebują tak bardzo ludzi, bo mają pieniądze. Biedni zaś, żeby przetrwać, muszą polegać na innych. To dlatego są na nich bardziej otwarci, częściej rozmawiają, próbują się wzajemnie wspierać. Właśnie ze sobą, a nie z tabletami i messengerami.

Vohs od ponad dziesięciu lat bada wpływ pieniędzy na człowieka. Zapoczątkowała je, kiedy sama porzuciła pracę młodszego asystenta naukowego na rzecz kanadyjskiej szkoły biznesu. Nagle okazało się, że nie musi dzwonić do przyjaciół, żeby podrzucili ją na lotnisko, nie umawia się z koleżankami na zakupy, bo ma swojego osobistego shoppera. Z jednej strony stała się bardziej niezależna, a z drugiej poważnie uzależniona od obcych osób. Miała rzeczy, ale jej kontakty z przyjaciółmi bardzo się ograniczyły.


Pozostało jeszcze 69% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (5)

  • renifer(2015-12-06 22:20) Zgłoś naruszenie 221

    Redakcja nie zrozumiała artykułu. Za pozostałe 69%, karze sobie zapłacić. Ci co wykupią, zaspokoją swoją ciekawość. Wiedza im się nie przyda, z niej nie skorzystają, jest im zbędna. Gazeta Prawna staje się odbiciem kondycji prawa, mędrca szkiełko bez serca.

    Odpowiedz
  • janek(2015-12-06 19:19) Zgłoś naruszenie 152

    Gdybyśmy poszli po rozum do głowy, to być może doszlibyśmy do wniosku, że nam wcale nie jest potrzebne np. jeszcze większe HD, 3D, 5D, jeszcze nowsza komórka, sterta niepotrzebnych prezentów i wszelakiego jadła na święta, którego potem nie ma kto zjeść i mnóstwo innych hałaśliwie reklamowanych dóbr, a tym samym wydalibyśmy np. na święta nie kilkanaście miliardów (bo tyle podobno wydajemy) tylko np. 5 mld zł. skupiając się na duchowym wymiarze świętowania. Gdybyśmy na dodatek do głowy po rozum chodzili częściej i kupowali tylko to, co nam jest rzeczywiście niezbędne, to... z pyszna by się miała napędzana u nas głównie popytem wewnętrznym, gospodarka! Siłą napędową systemu kapitalistycznego jest bowiem z jednej strony rozrzutność konsumentów, a z drugiej chciwość bogaczy, którzy zawsze chcą więcej. Gdybyśmy przestali kupować, albo gdyby bogaci nie chcieli się dalej bogacić, system by się zawalił! Gospodarka wolnorynkowa nie znosi umiaru, wstrzemięźliwości. Żeby to się kręciło, ludzi ciągle muszą chcieć więcej! W USA to podobno kupowanie jest czymś w rodzaju aktu patriotycznego, bo kupując nakręca się gospodarkę i stwarza miejsca pracy. Ja np. nie znoszę kupowania, jestem zdecydowanie zakupowym anorektykiem! Nie kręcą mnie promocje i reklamy, a nawet robi mi się niedobrze, jak mam iść na zakupy, a już w ogóle nie rozumiem życia na kredyt. Może więc grzeszę nie wydając pieniędzy i tym samym nie przyczyniając się np. do tworzenia miejsc pracy?... To kwestia systemowa i nawet (nie)miłościwie nam obecnie panujący tego nie zmienią. Jeśli ktoś wymyśli system, który nie będzie systemem totalitarnym, a jednocześnie nie będzie potrzebował paliwa w postaci popytu, a umiar w konsumpcji będzie mu sprzyjał, będzie geniuszem nad geniuszami. Jeśli bowiem mniej byśmy konsumowali, również być może wystarczyłoby, żebyśmy pracowali np. tylko 4 dni w tygodniu i mieli co rok po 2 m-ce wakacji! Bardziej byśmy zadbali o siebie, bo w życiu nie jest najważniejsze, żeby np. mieć złoty zegarek, albo jakąś super „brykę”, jacht, pałac, albo może nawet odrzutowca, tylko coś zupełnie innego. Jednak ci, którzy to wszystko mają, uparcie nie chcą przyjąć do wiadomości tej oczywistości, a paradoksalnie, stety, czy niestety, kapitalizm dzięki temu ma się dobrze.

    Odpowiedz
  • I Jakaż to Korzyść z łachmaniarza ?????(2015-12-07 07:44) Zgłoś naruszenie 95

    Nigdy nie kupi nowego samochodu, mieszkania czy innego produktu....... Tym samym jego wkład we wzrost sprzedaży i jego płacone podatki są zerowe...... Ale jest jeden PLUS...... Oni są Tanimi Robotnikami Niewolnikami....takie współczesne zoombie.

    Odpowiedz
  • maky(2015-12-06 19:59) Zgłoś naruszenie 43

    Janek, mylisz gospodarkę wolnorynkową z konsumpcjonizmem naszych czasów. Na usprawiedliwienie ciebie dodam, że jak większość.

    Odpowiedz
  • Mieszczuch(2015-12-09 09:32) Zgłoś naruszenie 21

    to KRUSowcy ,ciągnik za 200 000 zl -- bogata obora i stale lament ,że nie ma na gorzołke ktora pędzi w piwnicy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama