Zgodnie z art. 19 uchwalonej przez Sejm ustawy o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o rzeczniku finansowym koszty działalności rzecznika i jego biura poniosą podmioty sektora finansowego. Banki wniosą opłatę do wysokości stanowiącej iloczyn sumy aktywów bilansowych banków i stawki nieprzekraczającej 0,0011 proc., SKOK-i zaś do wysokości stanowiącej iloczyn sumy aktywów bilansowych spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych i stawki nieprzekraczającej 0,0055 proc. Oznacza to, że współczynnik, od którego liczona będzie wysokość wpłat, został ustalony dla kas na pięciokrotnie wyższym poziomie niż dla banków.

Równość względna

To nie podoba się Kasie Krajowej SKOK. Jej prezes, Rafał Matusiak, w piśmie do Senatu sugeruje, że regulacja może być niezgodna z art. 32 konstytucji, który ustanawia równość wobec prawa i zakaz dyskryminowania w życiu gospodarczym. „Skoro zarówno w przypadku banków, jak i w przypadku kas jako podstawę wyliczenia wysokości opłaty przyjęto sumę aktywów bilansowych, to – zważywszy, że kasy świadczą na rzecz swoich członków jedynie najprostsze usługi finansowe – wielkość mnożnika w przypadku kas nie powinna być ustalona na poziomie wyższym niż dla banków” – apelował do senatorów Matusiak. Bezskutecznie. Senat w obliczu wątpliwości odnośnie do konstytucyjności przyjętego przez Sejm rozwiązania zlecił przygotowanie opinii konstytucjonaliście prof. Markowi Chmajowi. A z niej wynika jasno: ustawa określająca na różnym poziomie wpłaty od podmiotów sektora nie jest niezgodna z art. 32 konstytucji. O ewentualnej niezgodności można by mówić dopiero, gdyby ustawodawca określił różne stawki dla tego samego rodzaju podmiotów i np. mnożnik dla jednej SKOK wynosiłby 0,0011 proc., podczas gdy dla innej 0,0055 proc.

– Zasada równości nie kształtuje absolutnej i bezwzględnej równości wszystkich i we wszystkim, lecz równość względną, tj. taką, która powinna być stosowana wyłącznie w porównywalnych okolicznościach – wskazuje prof. Chmaj.

Jego zdaniem więc samo to, że obowiązki udziału w pokrywaniu kosztów działalności rzecznika zostały w różnym stopniu nałożone na instytucje finansowe, nie uzasadnia jeszcze stwierdzenia, że podmioty te zostały potraktowane przez ustawodawcę nierówno w rozumieniu art. 32 ust. 1 konstytucji.

Dwa oblicza

Parlamentarzyści PO jednak wpadli we własne sidła. Jeszcze niedawno – w kontekście nieprawidłowości w SKOK-ach – przekonywali, że duże kasy w praktyce niczym nie różnią się od niewielkich banków. Teraz zaś, określając stawki opłat, zasłaniają się stanowiskiem konstytucjonalisty i twierdzą, że nie można porównywać banków do SKOK-ów, bo te ostatnie są przecież spółdzielniami.

Posłowie, z którymi rozmawialiśmy, zwracają zarazem uwagę, że ustawa określa maksymalną stawkę opłat. A to oznacza, że będą one mogły być niższe. Czy w związku z tym SKOK-i mogą oczekiwać, że w praktyce zapłacą znacznie mniej, niż mogłoby to wynikać z ustawy? Trudno powiedzieć. Ale parlamentarzyści podkreślają, że w ostatnich latach najwięcej nieprawidłowości dotyczyło właśnie kas, więc nie powinno dziwić to, że poniosą one koszty związane z większym ryzykiem nieprawidłowości.

– Trzeba też pamiętać, że przepis wprowadza mnożnik. W liczbach bezwzględnych, z uwagi na sumę aktywów, banki i tak zapłacą o wiele więcej niż kasy – tłumaczy poseł PO Robert Maciaszek.

Rzecznik do sfinansowania

Rzecznik do sfinansowania

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dodaje, że życzyłby wszystkim, aby liczba nieprawidłowości w SKOK-ach się zmniejszyła – a wtedy będzie można pomyśleć o nowelizacji ustawy i obniżeniu wskaźnika.

Poważne wątpliwości generalnie co do nowych obciążeń dla biznesu ma za to radca prawny Kamil Radkiewicz, ekspert BCC. Wskazuje on, że absurdem jest tworzyć kolejny urząd nadzorujący działalność sektora, i to za pieniądze przedsiębiorców.

– Jeśli ustawodawca chce wzmocnić pozycję klientów na tym rynku, powinien to zrobić w ramach budżetu państwa – twierdzi mec. Radkiewicz.

Jak dodaje, jeśli już uznano, że rzecznik finansowy będzie funkcjonował na koszt biznesu, to niezbędne było, aby ustawodawca dokładnie oszacował koszty i przedstawił wyliczenia, na podstawie których ustalono maksymalne stawki.

– Niestety przypomina to farsę. Ustawa została uchwalona z potrzeby wykazania się przed kredytobiorcami, bez przygotowania, bez sensownego uzasadnienia. Tak nie można stanowić prawa – utyskuje mec. Radkiewicz. 

Etap legislacyjny

Czeka na podpis prezydenta