Gdy miała 15 lat, po raz pierwszy chciała założyć własną firmę. Rodziców poprosiła o jakieś 700–900 tys. zł na otwarcie sieci tajskich restauracji. Skąd pomysł? Będąc na wymianie szkolnej w Niemczech, restauracji i barów rodem z południowo-wschodniej Azji widziała mnóstwo. Uznała więc, że z czasem ta moda trafi również do Polski. – Nigdy wcześniej nie byłam w lokalu, który serwowałby tajską kuchnię. I w Polsce żadnej tego typu restauracji wówczas najprawdopodobniej nie było. Ale niestety moi rodzice nie mieli tej „drobnej” kwoty i pomysłu nie mogłam zrealizować – śmieje się Magda Posłuszny, właścicielka szkoły języków skandynawskich Soul.

Dwa lata później stwierdziła, że jej życie zasadniczo jest już przegrane. Wielcy biznesu właśnie w takim wieku zakładali swoje przedsiębiorstwa. A ona wciąż nie otworzyła jeszcze żadnej firmy. Jej koleżanki spotykały się i rozmawiały o chłopakach, ona wolała planować kolejne przedsięwzięcia gospodarcze.

Na studiach przyszedł wreszcie czas na działanie. Po pierwszym roku skandynawistyki dostała się na praktykę do wielkiego koncernu IBM. – Ale tam się tak naprawdę trochę nudziłam. Chciałam robić coś własnego, gdzie to ja bym podejmowała decyzje. Dlatego z tych praktyk wymykałam się na spotkania rekrutacyjne w sprawie dotacji unijnych. W końcu doszłam do etapu rozmowy z panią psycholog, które miała decydować, czy na pewno się do tego nadaję. Żeby w czasie tego testu wyglądać poważniej, kupiłam okulary za kilka złotych w drogerii – wspomina młoda lingwistka. – Problem polegał na tym, że dopiero na miejscu, gdy je włożyłam, zorientowałam się, że przez to widzę znacznie gorzej. Ale było już za późno, by je zdjąć – opowiada historię pozyskania dotacji unijnej. Na szczęście się udało. Jako najmłodsza w projekcie dostała wsparcie w wysokości 40 tys. zł, co starczyło na wynajem i podstawowe wyposażenie lokalu, w którym mogły się odbywać lekcje, i na akcję marketingową. Był rok 2012 i to wtedy szkoła języków unikalnych rozpoczęła działalność. Jednym z pierwszych uruchomionych kursów była nauka języka chińskiego dla... biotechnologów. Ale uczyli również czeskiego i oczywiście języków skandynawskich.

Dla startującej bizneswoman był to czas bardzo intensywny. – Studia lingwistyczne zajmują naprawdę dużo czasu. Do tego studiowałam jeszcze logistykę, uczyłam w szkole szwedzkiego i angielskiego, sama rozklejałam plakaty reklamujące szkołę, rekrutowałam lektorów itd. W trakcie zajęć wychodziłam, by odbierać telefony od klientów. I tak np. zadzwonił do mnie przedsiębiorca, który powiedział, że za cztery dni chce przyjechać z grupą stu pracowników i byśmy im zrobili taki weekendowy survival językowy dla robotników. No i się udało – opowiada Magda Posłuszny.

Wtedy uznała, że potrzebuje pomocy, i postanowiła zatrudnić sekretarkę. Podstawą było to, by się dopełniały umiejętnościami. To się udało. Dziewczyna, którą wtedy poznała, dziś jest menedżerem, zarządza pracą 18 lektorów i dwóch sekretarek.

Jednak nie wszystko układało się tak dobrze. Na początku 2014 r. adeptka przedsiębiorczości uznała, że dochodzi do szklanego sufitu i w tej formule biznes nie będzie się dalej rozwijał. Ograniczeniem była m.in. zbyt mała liczba sal i za szeroka oferta proponowanych kursów. Dlatego w maju ubiegłego roku krakowska szkoła przeniosła się do nowego lokalu przy ul. Karmelickiej i skupiła się już głównie na nauce języków skandynawskich (przez pierwsze dwa lata na kursy norweskiego nie było wolnych miejsc). To, że ma nosa do zmian, pokazują wyniki finansowe. Jeśli porównać wyniki dla stycznia 2014 i 2015 r., to obroty szkoły wzrosły o 390 proc.!

Teraz czas na kolejny krok w rozwoju biznesu. Od sierpnia w Warszawie i Krakowie zaczną działać dwie kolejne szkoły założone z nowymi wspólniczkami. Tym razem firma będzie skupiać się na innych obszarach: kursach dla firm (głównie kadr zarządczych) oraz kursach angielskiego dla młodzieży od 11. do 19. roku życia. – Będziemy uczyć na podstawie teorii Howarda Gardnera, który podważył tezę, że człowieka da się zmierzyć tylko liczbą, np. ilorazem inteligencji. To jest teoria z lat 80., która mówi, że każdy uczy się w inny sposób (patrz ramka). Niektórzy ludzie najlepiej uczą się w ruchu, inni poprzez interakcję. Są też tacy, którzy lubią odkrywać wszystko samodzielnie. I my do takich osobistych predyspozycji chcemy dostosować sposób nauczania – opowiada z zapałem właścicielka.

O tym, czy się uda, będzie wiadomo już za dwa miesiące. Czas zapisów na tego typu zajęcia to wrzesień. Ale Magda Posłuszny nie skupia się tylko na jednym biznesie. W wakacje chciała znaleźć staż w korporacji, by nauczyć się tworzenia i działania dużych procesów. Ale skończyło się na tym, że zakłada kolejną spółkę i fundację. Jej nowy pomysł na biznes ma się skupiać na sprzedaży polskich nieruchomości w Norwegii. Z kolei fundacja ma łączyć polskich humanistów z inżynierami. Zdaniem bizneswoman w Polsce problem polega na tym, że ci, którzy mają świetne pomysły, nie potrafią ich sprzedać. A takie połączenie – sprzedażowych i marketingowych umiejętności miękkich często spotykanych u humanistów i twardego inżynieryjnego pomysłu – może naprawdę zdziałać cuda.

Gdzie widzi się za pięć lat, czyli mając wiosen ledwie 28? – Gdy będę już usatysfakcjonowana działalnością biznesową, chciałabym wyjechać do kraju rozwijającego się i pomagać tam (głównie kobietom) wykorzystywać swoje mocne strony w zakładaniu biznesów – snuje plany. – Inną opcją są studia na jednej z renomowanych uczelni zagranicznych – najchętniej w amerykańskim Stanford. No i jest jeszcze plan założenia własnej firmy konsultingowej, która będzie doradzać firmom w marketingu i sprzedaży – dodaje. Sky is the limit! 

Uczyć na różne sposoby

Howard Gardner – amerykański psycholog, który wymyślił teorię inteligencji wielorakiej. Zgodnie z nią istnieją różne typy ludzi – tacy o inteligencji logiczno-matematycznej, przestrzennej, muzycznej, kinestetycznej czy językowej. Właśnie tę teorię Magda Posłuszny chce wykorzystać w swoim nowym biznesie – szkole, która ma uczyć młodzież języka angielskiego w sposób innowacyjny. Uczniowie przed rozpoczęciem nauki będą poddawani krótkim testom, które mają określić, jakim typem inteligencji są obdarzeni. Później będą podzieleni na grupy w zależności od poziomu językowego i typu inteligencji. I tak np. ludzie o inteligencji kinestetycznej docelowo mają się uczyć w sali, gdzie nie ma stołów i krzeseł, a raczej drabinki, piłki czy gry planszowe. W ten sposób mają szybciej i łatwiej przyswajać wiedzę. Oczywiście są też ludzie o inteligencji np. intrapersonalnej, dla których taki sposób nauki jest zupełnie nie do przyjęcia. Z myślą o nich będą tworzone bardziej tradycyjne metody nauczania. Z kolei studenci z typem inteligencji muzycznej w nowej szkole mogą liczyć na to, że będą w dużej mierze bazować na tekstach muzycznych, np. że będą się uczyć słówek, uzupełniając słowa piosenek, których słuchają. – Nie chcemy się skupiać na słabych stronach naszych klientów. Chcemy rozwijać to, co w nich najlepsze, rozwijać ich mocne strony, stawiać na sposoby nauki, które sprawią im najwięcej radości. W ten sposób będą się uczyć najszybciej – zapowiada Magda Posłuszny, właścicielka szkoły języków skandynawskich Soul.