Zapewne ani jedno, ani drugie. Skutecznym lekarstwem okazują się raczej programy dodruku pieniądza – wcześniej prowadzony przez amerykański bank centralny, obecnie jego śladami podąża Europejski Bank Centralny i realizowana przez niego polityka zerowych stóp procentowych. Pomaga też to, że obecnie sektor prywatny stanowi dużo mniejszą część wierzycieli Grecji. Ewentualne straty na obligacjach w dużo mniejszym stopniu obciążą więc europejskie banki.

Łukasz Wilkowicz

Łukasz Wilkowicz

źródło: DGP

To wszystko nie oznacza jednak, że nie ma powodu do zmartwienia. Przede wszystkim, chociaż od kilku lat podejmowane są próby wzmacniania unii walutowej (projekt unii bankowej), to wciąż niewiele w tej sprawie faktycznie zrobiono. Grecja, jak często słyszymy, to niewielki ułamek gospodarki Eurolandu. Ale jeśli za nią poszłyby kolejne kraje, jak Hiszpania czy Włochy, to, co mamy dziś, wspominalibyśmy z rozrzewnieniem.