Zresztą te oczekiwania też mogą się zmieniać. Innymi słowy, teraz mamy stan pośredni: kraj jest niewypłacalny, ale nie można wykluczyć, że dzięki nowej pomocy odzyska z niewielkim poślizgiem zdolność do regulowania długów. Pytanie – na które nikt nie zna odpowiedzi – czy w takim scenariuszu greckie finanse publiczne i gospodarka zaczną łapać równowagę, czy problem zostanie tylko odsunięty w czasie. Gdybyśmy zapytali ekonomistów o to, co jest najlepsze dla Grecji i jej wierzycieli, otrzymalibyśmy różne odpowiedzi, często sprzeczne. Kilku noblistów powiedziałoby, że terapia zaaplikowana Atenom to szaleństwo; łatwiej byłoby im przezwyciężyć kryzys po wydłużeniu czasu spłaty zobowiązań i uzależnieniu oprocentowania od tempa wzrostu PKB. Inni orzekliby, że bez zmian strukturalnych, dyscypliny finansowej oraz dostosowania poziomu życia do możliwości, wspieranie dłużnika to marnowanie czasu i wyrzucanie kolejnych pieniędzy w błoto.

Stąd biorą się zupełnie różne recepty na uzdrowienie sytuacji: od umorzenia części długów (o którym nie chce słyszeć wielu podatników w innych państwach), poprzez złagodzenie warunków pomocy, po natychmiastowy Grexit. Prawda zapewne leży pośrodku. Jak dotąd oszczędności nie przyniosły efektów, ale to nie znaczy, że jest inny sposób na odzyskanie konkurencyjności i wzrost gospodarczy, gdy brak własnej waluty i suwerennej polityki pieniężnej. Z kolei bankructwo i wyjście ze strefy euro (te dwie kwestie nie są połączone automatycznie, ale taka byłaby zapewne logika zdarzeń) dałyby oddech gospodarce, ale też mają swoją cenę – i jest ona wysoka zarówno z ekonomicznego, jak i politycznego punktu widzenia.

Dziś bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym Grecja oficjalnie ogłosi niewypłacalność. I taką możliwość biorą pod uwagę uczestnicy rynków finansowych. Pamiętają oni, że greckie długi nie należą już do europejskich banków (a więc system się nie wywróci), ponieważ zostały przejęte przez rządy, MFW i Europejski Bank Centralny. Ryzyko, że nastąpi efekt domina, też jest nieporównanie mniejsze. Hiszpania czy inne kraje południa Europy mogą w razie czego liczyć na EBC i o tym inwestorzy też dobrze wiedzą. Nerwowe reakcje na giełdach to efekt bardziej psychologii niż chłodnych kalkulacji. Rynki nie znoszą zamieszania i niepewności. A dostały sporą ich porcję. Mniej martwią się o Grecję, więcej o coś innego. Chodzi o przyszłość projektu politycznego, jakim jest strefa euro. Porozumienie Grecji z wierzycielami będzie oznaczać, że wszyscy jadą dalej na tym samym wózku. Grexit zakończy historię strefy euro (a może i UE), jaką znamy.