statystyki

Wpuszczeni w kanał, czyli jak bankrutowała Grecja

autor: Andrzej Krajewski17.04.2015, 07:24; Aktualizacja: 17.04.2015, 07:48
Grecja, pieniądze, euro

„Biedna, wyczerpana, złupiona, okradziona Grecya traktowana jest jak parszywa owca” – ubolewał na łamach naukowego pisma „Ateneum” wiosną 1894 r. M. Płaza.źródło: ShutterStock

Po dwóch bankructwach i latach klepania biedy Grecy postanowili zmądrzeć. Weszli do unii walutowej, zainwestowali ogromne sumy w unowocześnienie kraju. I pod koniec XIX wieku znów zbankrutowali z wielkim hukiem.

Reklama


Grecja przygotowuje się na dramatyczny krok, jakim jest ogłoszenie niewypłacalności” – doniósł w poniedziałek „Financial Times”. Następnego dnia grecki rząd zdementował tę informację. Oznajmiając, że nie planuje ogłoszenia bankructwa, nawet jeśli 24 kwietnia, podczas nieformalnego spotkania Eurogrupy, kompromis nie zostanie osiągnięty. O determinacji Aten, aby pozostać wypłacalnym, świadczy to, iż na początku kwietnia wysupłały 450 mln euro, terminowo uiszczając należność wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ogłoszenie niewypłacalności oznaczałoby dla gospodarki małego kraju prawdziwy Armagedon. Europejskie rządy i rynki finansowe odcięłyby dopływ kapitału. Grecja musiałaby też szybko przywrócić własną walutę. A w ocenie specjalistów uległaby ona natychmiast skokowej dewaluacji. Zagrożona byłaby też stabilność systemu bankowego. Instytucje finansowe Hellady są zresztą od dawna uzależnione od kroplówki aplikowanej im przez Europejski Bank Centralny. Ale grecka tragedia byłaby też niebezpieczna dla UE. Doszłoby do precedensowej sytuacji, gdy po 16 latach istnienia unii walutowej musiałoby z niej wystąpić pierwsze państwo, mimo iż wcześniej otrzymało pomoc w wysokości ponad 240 mld euro. Utrata zaufania do nadal młodej struktury przyniosłaby konsekwencje trudne do przewidzenia. Takiego scenariusza nikt nie chce. Ale pod koniec miesiąca rząd w Atenach jest zobowiązany wypłacić urzędnikom i emerytom pensje, na które potrzebuje 2,4 mld euro. We własnym budżecie najprawdopodobniej ich nie znajdzie. Unijna pomoc znów może okazać się konieczna. Przywódcy Zachodu mają więc trudny dylemat. Czy znów przymknąć oko na lawirowanie przywódców rządzącej w Grecji Syrizy i dosypać kasy, choć zalecane reformy zostały wstrzymane? Czy wybrać krótkie, acz bolesne cięcie? Poprzednim razem grecka agonia finansowa trwała ponad dekadę, nim w końcu Greków ubezwłasnowolniono i przy okazji wyrzucono z unii walutowej.

Doganianie Europy na kredyt

Już kilka chwil po tym, jak niewielki, francuski frachtowiec „Notre Dame du Salut” wpłynął do Kanału Korynckiego, dla każdego lepiej zorientowanego obserwatora stało się jasne, że Grecję czeka katastrofa. Mająca ledwie 13 metrów szerokości jednostka, pomimo rozpaczliwych usiłowań sternika, co chwilę waliła którąś z burt o bardzo wysoki brzeg. Stojący na trybunie honorowej grecki król Jerzy I oraz premier Charilaos Trikupis tracili złudzenia, że inwestycja stulecia przyniesie krajowi ocalenie. Żaden kapitan statku handlowego będący o zdrowych zmysłach nie miał ochoty powtarzać takiego rejsu. Nawet jeśli dotyczył odcinka wodnego o długości zaledwie 6,3 km. Ów przekopywany przez 11 lat rów kosztował tyle, co całoroczne dochody greckiego budżetu. Po czym w sierpniu 1893 r. okazało się, że Kanał Koryncki jest po prostu za wąski. Nie miał więc szans zostać dochodowym szlakiem żeglugowym. Tymczasem bez zaplanowanych wpływów ogłoszenie bankructwa przez Ateny stawało się tylko kwestią czasu.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama