statystyki

Wielki biznes nie musi dbać o klientów. Za straty zapłacą podatnicy

autor: Sebastian Stodolak10.04.2015, 16:00; Aktualizacja: 10.04.2015, 17:00
biznesmen

„Too big to fail” to idea spopularyzowana w trakcie kryzysu finansowego 2008 r.źródło: ShutterStock

Wielki biznes jest wielki, bo służy ludziom. Nawet największy koncern straci władzę i wpływy, gdy straci klientów – zakładał w 1957 r. guru klasycznego liberalizmu Ludwig von Mises. Nazbyt optymistycznie. Nie przewidział, że w ciągu kolejnego półwiecza wielki biznes nauczy się, że odpływ klientów nie jest problemem, bo wynikłe z niego straty mogą pokrywać podatnicy.

Reklama


4,7 bln dol. – ta kwota to równowartość PKB Polski z ostatnich dziesięciu lat. Albo sześciokrotność całego budżetu NASA od 1958 r., czyli od początku jej istnienia. To niemal sześćdziesiąt razy więcej niż wart jest majątek Billa Gatesa, najbogatszego człowieka na Ziemi. Można za nią wybudować 470 tys. km autostrad albo postawić 3133 wieże, takie jak Burj Khalifa w Dubaju, najwyższy budynek na świecie. Gdyby zaś rozdać ją wszystkim mieszkańcom Ziemi, to każdy z nas otrzymałby 643 dol. Za taką zapomogę można by kupić przyzwoity smartfon, telewizor, używany samochód albo żywić dziecko w Afryce Wschodniej przez... 2,5 roku.

Co to więc za kwota?

Korpofaszyzm

Jeśli ktoś słyszał określenie „too big to fail” (zbyt duży, by zbankrutować), na pewno już się domyśla. „Too big to fail” to idea spopularyzowana w trakcie kryzysu finansowego 2008 r. Wśród speców od ekonomii i polityków narodziło się wówczas przekonanie, że istnieją firmy, które są zbyt ważne, by pozwolić na ich bankructwo. Gdyby te gospodarcze tuzy upadły, ściągnęłyby na system finansowy, a w efekcie na realną gospodarkę załamanie, kolejną, głębszą fazę kryzysu, masowe bezrobocie, falę społecznego niezadowolenia, wzrost ubóstwa i Bóg wie, co jeszcze. Ergo: kolosy należy zabezpieczyć przed nagłym upadkiem, a w razie zagrożenia – ratować. Zresztą osłabiona gospodarka sama się nie uleczy i tak czy siak potrzeba jej zastrzyku finansowej adrenaliny w postaci różnego typu subsydiów.

Kwota 4,7 bln dol. to zatem wartość wszystkich antykryzysowych programów, które – kierując się taką logiką – od 2008 r. uruchomił amerykański rząd. Pieniądze trafiały do zagrożonych banków i ubezpieczycieli, dużych koncernów motoryzacyjnych i firm, które eksperymentowały z zieloną energią, finansowały ulgi podatkowe dla firm mających kłopoty z wypłacalnością czy wykup złych kredytów od półprywatnych instytucji hipotecznych.

W antykryzysowej gorączce polityczno-ekonomicznym macherom umknęło jednak coś bardzo istotnego. Oto każdy grosz wyciągnięty przez nich z kieszeni podatników – choćby i ratował świat przed zagładą – wzmacniał jednocześnie wielki biznes w nienależnej mu władzy. Korporacje zyskały specjalny status i coraz większy wpływ na politykę i prawodawstwo, a zaszczuty konsument-podatnik stał się jeszcze bardziej bezwolny i bezbronny.

Kanadyjski ekonomista i politolog John Ralston Saul stwierdza wprost, że ostatnie dekady to korporacyjny faszyzm, a prezesi korporacji to „prawdziwi następcy Benita Mussoliniego”. Osób podobnie myślących przybywa, czego pokryzysowy ruch protestacyjny Occupy Wall Street jest wymownym przykładem. Wyobrażenia o menedżerach typowej globalnej korporacji zaczynają przypominać karykaturalne portrety kapitalistów z XIX w., przedstawianych wówczas jako grubych, wąsatych panów z cygarami, trzymających pod butem proletariat. Według firmy analitycznej Maritz Research w 2011 r. jedynie 14 proc. Amerykanów było przekonanych, że szefowie ich firm są uczciwi, a zaledwie 12 proc., że przejmują się losem innych, w tym pracowników i konsumentów. – Skandale, takie jak Enron czy piramida Madoffa, nie wspominając o kryzysie na Wall Street, spowodowały, że wielu straciło zaufanie do korporacji. Brak wiary w liderów, którzy nimi zarządzają, bierze się z uczucia strachu – zauważa prof. Kim Elsbach ze szkoły biznesu Uniwersytetu Kalifornijskiego.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama