statystyki

Historia sukcesu: Rehabilitacja jak gra komputerowa

autor: Jakub Kapiszewski24.02.2015, 07:58; Aktualizacja: 24.02.2015, 08:10
Marcin Szcześniak, rocznik 1983, współwłaściciel RehoSystem

Marcin Szcześniak, rocznik 1983, współwłaściciel RehoSystemźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Pacjent poćwiczy pod czujnym okiem kamer i lekarzy.

reklama


reklama


Jak rehabilitacja wygląda dziś? Najczęściej odbywa się w specjalnych ośrodkach, do których pacjent musi dojechać, poświęcając swój czas. Alternatywą są ćwiczenia w domu; ten wariant jest jednak stosunkowo drogi. W uzasadnionych przypadkach ciężar jego finansowania biorą na siebie lokalne władze. Jak mogłoby to wyglądać jutro? Zestaw zaleconych przez lekarza fizjoterapeutę ćwiczeń moglibyśmy wykonywać w domu. Komputer wyposażony w specjalne urządzenie rejestrowałby nasze ruchy i oceniał postępy w leczeniu. Dostęp do tych informacji miałby lekarz specjalista, który mógłby zdalnie monitorować przebieg kuracji.

Korzyści z takiego rozwiązania są widoczne od razu. Po pierwsze, pacjent nie musiałby codziennie fatygować się do placówki prowadzącej rehabilitację. Po drugie, rejestrowanie ćwiczeń przez komputer sprawia, że lekarz widzi, czy pacjent stosuje się do jego zaleceń. – Podstawowa idea stojąca za naszym rozwiązaniem jest taka, że postępy w rehabilitacji powinny być konsekwentnie monitorowane nawet wtedy, kiedy pacjent znajduje się w domu – tłumaczy Mateusz Bonecki z trójmiejskiego start-upu Rehabilitatus.

Firma chce oferować placówkom służby zdrowia właśnie system służący do zdalnej rehabilitacji. Idea jest taka, że pacjent po wizycie w placówce otrzyma zestaw zaleceń, które będzie mógł wykonywać w zaciszu własnego domu. Tam ćwiczyć będzie pod czujnym okiem dwóch kamer, w jakie wyposażony jest Kinect – sensor do wykrywania ruchu produkowany przez firmę Microsoft. Jest on popularny w różnych start-upach, gdzie stanowi wyposażenie tzw. chillroomów, czyli pokoi do wypoczynku. Jest częścią gier ruchowych – można rozegrać np. partię tenisa lub np. potańczyć dla relaksu. Jednak w przypadku Rehabilitatusa posłuży do pracy.

Rozwiązanie nazywa się RehoSystem i działa w następujący sposób: pacjent u siebie w domu loguje się za pomocą przeglądarki internetowej do systemu Rehabilitatusa, gdzie wyświetlane są zaplanowane dla niego przez fizjoterapeutę ćwiczenia. Staje lub siada przed Kinectem i zaczyna je wykonywać. – Jeśli na przykład zaleconym ćwiczeniem jest zgięcie ręki w łokciu o 90 stopni, to Kinect jest w stanie wykryć, że pacjent zgina ją tylko o 60 stopni – wyjaśnia Bonecki. I dodaje, że system powstający we współpracy z zakładem opieki zdrowotnej zajmującym się rehabilitacją będzie docelowo obsługiwał również inne sensory i urządzenia pomiarowe.

Rehabilitatus jest dzieckiem dwóch inżynierów telekomunikacji, absolwentów Politechniki Gdańskiej i University of Coventry: Przemka Szletera i Marcina Szcześniaka (obydwaj rocznik 1983). To jest ich kolejny wspólny biznes; oprócz pracy nad RehoSystem mają także własną firmę wytwarzającą oprogramowanie dla biznesu BetterSolutions.

Jak mówi Szleter, Rehabilitatus wziął się z obserwacji trendów w branży IT, wśród nich przybierającej na znaczeniu telemedycynie. Firma powstała w grudniu 2013 r.; w następnym roku została wsparta przez fundusz kapitałowy Agencji Rozwoju Pomorza kwotą 200 tys. euro.

Telemedycyna jest obecna w publicznej wyobraźni przynajmniej od 1924 r., kiedy amerykańskie czasopismo poświęcone rozwojowi technologicznemu „Radio News” zamieściło na okładce pacjenta przed telewizorem w trakcie telekonsultacji z lekarzem. Pomimo upływu lat na drodze do upowszechnienia się telemedycyny stoi wiele przeszkód, np.: prawnych – nie ma zgody co do tego, jak ubezpieczyciele mieliby rozliczać usługi telemedyczne; technologicznych – dopiero upowszechnienie się szybkich łączy internetowych sprawiło, że konsultacje wideo mogą mieć odpowiednią jakość; organizacyjnych – bo nikt nie wie, jak wpasować systemy telemedyczne w grafik zakładów opieki zdrowotnej. Ten stan rzeczy podsumował tygodnik „The Economist” w październiku ub.r. tekstem pt. „Telemedycyna utknęła w poczekalni”.

Trójmiejska firma jednak jest pewna, że wciągnięcie w proces projektowania RehoSystemu partnera z branży zdrowotnej zapewni im sukces. – Chcielibyśmy, żeby premiera naszego produktu odbyła się w październiku lub listopadzie. Jeśli to się uda, następny cel jest jasny – zostać światowym liderem takich rozwiązań – zapowiada Szleter.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

REKLAMA

Polecane

reklama