Mimo gorszych wyników niż rok wcześniej wciąż niekwestionowanym liderem wśród największych firm w regionie jest PKN Orlen. Chociaż przychody koncernu z Płocka skurczyły się w 2013 r. o ponad 5 proc., to nadal są one o blisko 10 mld euro większe niż wynik wicelidera rankingu – węgierskiego MOL-a  (właśnie przychody decydują o pozycji w rankingu). Na trzeciej pozycji umocniła się czeska Škoda Auto. Jej przychody wzrosły o prawie 2 proc., ale mimo to wciąż między wynikami zakładów z Mladej Boleslav a Orlenu jest przepaść wynosząca prawie 20 mld euro.

– Pozycja lidera w rankingu Coface to dla nas sygnał, że postawiliśmy na właściwe filary i kierunki rozwoju naszego koncernu – komentuje dla DGP Jacek Krawiec, prezes Orlenu. W jego opinii jest to przede wszystkim zasługa zróżnicowania działalności grupy. – Przy zrównoważonej polityce finansowej pozwala to na osiąganie stabilnych wyników, co z kolei umożliwia dalsze umacnianie pozycji Orlenu w strategicznych segmentach, czyli detalu, petrochemii, energetyki oraz poszukiwań i wydobycia – dodaje Krawiec.

Łączne przychody pół tysiąca największych podmiotów regionu wyniosły 644,5 mld euro. Udział polskich firm z listy sięgnął 34 proc. Przed rokiem było to 37 proc. Zsumowane zyski netto „pięćsetki” to prawie 15,7 mln euro. Nasze firmy mają w nich ok. 40-proc. udział (podobnie jak przed rokiem).

– Na wyniki spółek sklasyfikowanych w rankingu wpłynęło trudne otoczenie gospodarcze, w jakim musiały one działać w 2013 r. Tempo wzrostu gospodarczego Polski spadło do 1,6 proc., czyli do poziomu z 2009 r., kiedy rozwój wielu krajów ograniczany był przez pierwszą falę kryzysu finansowego – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w naszym regionie. Dodaje, że pięć lat temu naszą gospodarkę wspierała stabilna konsumpcja gospodarstw domowych, a teraz tego czynnika zabrakło. – Skromny popyt krajowy i niższa dynamika eksportu były głównym powodem tego, że tym razem na liście największych przedsiębiorstw Europy Środkowo-Wschodniej mniej jest firm z Polski – podsumowuje Sielewicz.

Na czwarte miejsce (z piątego) awansował energetyczny ČEZ. Czeska spółka może się też pochwalić najwyższym zyskiem wśród wszystkich firm, jakie znalazły się na tegorocznej liście, i to mimo że jej czysty zarobek był tym razem o ponad 200 mln euro mniejszy niż rok wcześniej.

Rok temu zaraz za ČEZ-em – pod względem zysku netto – był nasz KGHM. W 2013 r. wynik finansowy miedziowego koncernu skurczył się jednak o prawie 37 proc. i teraz wyższymi zyskami mogły się pochwalić rumuński OMV Petrom oraz PGE.

Przed rokiem największym pracodawcą w Europie Środkowo-Wschodniej była Poczta Polska, która zatrudniała ok. 92 tys. pracowników. Tym razem przedsiębiorstwo nie ujawniło stanu zatrudnienia i liderem została ukraińska firma transportowa Donetska Zaliznytsya, która ma blisko 62 tys. pracowników (tak samo jak przed rokiem), zaś wiceliderem – zatrudniająca 60 tys. osób Kompania Węglowa. W dziesiątce największych pracodawców regionu są zresztą prawie wyłącznie przedsiębiorstwa z Polski i z Ukrainy (10. miejsce zajęła firm z Litwy) – a wśród nich Jeronimo Martins, która zwiększyła zatrudnienie o 6 tys. osób, PGE, PKP Polskie Linie Kolejowe oraz KGHM.

– Jeronimo Martins Polska każdego roku tworzy tysiące nowych miejsc pracy – mówi Pedro Pereira da Silva, dyrektor operacyjny grupy i menedżer na Polskę. Jak dodaje, sieć Biedronka zatrudnia obecnie ponad 55 tys. osób i współpracuje z ponad 500 lokalnymi producentami żywności. – Nasza firma jest również wymieniona w pierwszej dziesiątce największych podatników w kraju. Stale przyczyniamy się więc do rozwoju polskiej gospodarki – podkreśla Pereira da Silva. Te firmy z listy, które ujawniły dane o zatrudnieniu (60 ich nie podało), miały łącznie na koniec zeszłego roku 2,46 mln pracowników.

Wśród regionalnych tuzów wciąż najwięcej jest firm z Polski (choć ich liczba spadła o 23). Mniej reprezentantów mają także Bułgaria, Chorwacja, Litwa, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. Prawie dwa razy więcej niż rok temu jest za to firm z Ukrainy – w sumie 90.

OPINIA

Region przyspiesza

Jaroslaw Jaworski

Jaroslaw Jaworski

źródło: Materiały Prasowe

Rok 2013 był dla firm z Europy Środkowo-Wschodniej okresem pełnym wyzwań. Potwierdzić to może wzrost aż o 5 proc. liczby upadłości. Niewypłacalność ogłosiło prawie 70 tys. firm z regionu, co było powodowane spowolnieniem gospodarczym w strefie euro. Nie bez znaczenia był pogłębiający się spadek popytu krajowego, kontynuowany procesem oddłużania sektora prywatnego oraz konsolidacja finansów publicznych w większości państw regionu. Ucierpiał także – na skutek spowolnienia gospodarczego w krajach strefy euro – eksport, który wcześniej istotnie przyczyniał się do wzrostu PKB krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Trudności nie ominęły i Polski. Słaba dynamika popytu krajowego i zagranicznego przełożyła się na wyniki finansowe wielu spółek. W efekcie na liście TOP 500 CEE jest w tym roku mniej firm z Polski. Większość – dwie na trzy – z 148 polskich przedsiębiorstw spadło na niższe pozycje. Najbardziej te z branż: paliwowej, energetycznej, telekomunikacyjnej i górniczej.

Pierwsze miesiące 2014 r. dają nadzieję na poprawę sytuacji gospodarczej, a co za tym idzie – lepsze wyniki finansowe gigantów biznesu z regionu CEE na przyszłorocznej liście. Średnie tempo wzrostu w Europie Środkowo-Wschodniej szacujemy na 2,4 proc., czyli dwa razy więcej niż w 2013 r. Motorem będą kraje nadbałtyckie, a główną przyczyną tendencji wzrostowej – wyższy eksport i konsumpcja prywatna. Dzięki poprawiającej się sytuacji gospodarczej firmy będą chętniej podejmować decyzje o inwestycjach w środki trwałe.

Nie można jednak zapomnieć o napięciach na linii Rosja–Ukraina, co znacząco ogranicza napływ kapitału do obu krajów i powoduje spadek kursów ich walut. Wpływa to na sytuację gospodarczą państw handlujących z Rosją i Ukrainą, w tym na sytuację Polski. Negatywne skutki wprowadzonego przez Rosję embarga trudno dziś ocenić.