statystyki

Wojna uzasadnionych interesów. Jaka przyszłość czeka Chiny?

autor: Eliza Sarnacka-Mahoney25.07.2014, 07:10; Aktualizacja: 25.07.2014, 07:21
Chiny

Chinyźródło: ShutterStock

Chiny muszą się reformować. Ale zmian nie chce bogata elita, która najwięcej zyskała na dzikim kapitalizmie – przekonuje Michael Pettis.

Reklama


Amerykanie mają tendencję do popadania w nie zawsze uzasadnioną paranoję. W ubiegłym wieku spora część inteligentnych ludzi, w tym prezydent John Kennedy, była przeświadczona, że nim minie XX wiek, ZSRR prześcignie Stany. Trzy dekady później tym, którzy nie wierzyli, że to Japonia stanie się nową potęgą, przypinano u nas etykietki rasistów, którzy nie akceptują rzeczywistości. Dziś podobne tony pobrzmiewają w opiniach dotyczących Chin. Nie twierdzę, że skoro pomyliliśmy się w dwóch poprzednich przypadkach, mylimy się i teraz. Pozwolę sobie jednak przypomnieć, że Państwo Środka – podobnie jak przed laty ZSRR oraz Japonia – realizuje ekonomiczny scenariusz oparty na ograniczeniu konsumpcji na rzecz inwestycji. Początkowo takie podejście daje imponujący wzrost, lecz później nieuchronnie pojawiają się nierówności na rynku wewnętrznym oraz uzależnienie od długu. Oba te zjawiska już są silnie obecne w chińskiej gospodarce. A historia innych państw wskazuje, że niezbędne reformy, do których władze Chin dopiero się przymierzają, są ogromnie trudne w realizacji. Bo wytworzyć wzrost jest dziecinnie prosto, prawdziwym wyzwaniem jest jego utrzymanie. Skłonny jestem zaryzykować twierdzenie, że Chiny utrzymają tempo rozwoju, jeśli prezydentowi Xi Jinpingowi uda się skonsolidować w swoich rękach władzę i poradzić z opozycją, która mocno krytykuje jego ekonomiczne plany.

To kolejna opinia, którą znajdujemy w zachodnich mediach, a która nijak się ma do rzeczywistości. Tamtejsza inteligencja z ogromną rezerwą podchodzi do takich pogladów, nie brakuje głosów, że do takiego wydarzenia w ogóle może nie dojść. Rząd w Pekinie był bardzo niezadowolony z ogłoszenia przez Bank Światowy prognozy, z której wynikało, że chińska gospodarka prześcignie amerykańską pod względem porównywalnej siły nabywczej jeszcze w tym roku. Bo prawda jest taka, że ChRL to – bez względu na to, jak ambitne przedsięwzięcia realizuje – kraj rozwijający się. Ogromnie zróżnicowany geograficznie, kulturowo, społecznie. Mamy przebogate metropolie na wybrzeżu oraz niewyobrażalnie wielkie strefy skrajnego ubóstwa w interiorze. To, co jest dla Chińczyków powodem do dumy – potencjał wynikający z ogromu terytorium i liczby ludności – dla władz jest największą bolączką. Bo jak zarządzać tym kolosem? Pytanie to stawia sobie wielu obywateli Państwa Środka i – co ciekawe – coraz więcej dochodzi do wniosku, że przyszłość będzie o wiele trudniejsza. Już od 2010 r. obserwujemy zwiększający się odpływ prywatnego kapitału za granicę, liczba dzieci z zamożnych rodzin wysyłanych do zagranicznych szkół – już nie tylko na studia, lecz także do gimnazjów i liceów – po prostu eksplodowała. Bogaci Chińczycy zdają sobie sprawę z tego, że na nieuchronnej korekcie rozwoju gospodarczego tylko stracą. Na dodatek od czasu skandalu z Bo Xilaiem (dygnitarz partyjny skazany w ubiegłym roku na dożywocie za korupcję, sprzeniewierzenie publicznych funduszy i nadużycie władzy – aut.) wśród elit rządzących jak grzyby po deszczu wyrastają rywalizujące ze sobą koterie. A to znak, że różnica stanowisk w sprawie kierunku dalszego rozwoju państwa tylko się wzmaga. Chińczycy widzą swoją przyszłość w barwach o wiele mroczniejszych niż Zachód.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama