Fala wniosków o interwencję zalała Korporację Kredytów Ubezpieczeń Eksportowych już w ciągu pierwszych trzech tygodni lutego. Wtedy wartość wpływających spraw składanych przez polskie firmy wynosiła kilka milionów złotych na tydzień. Agnieszka Marcinkowska, rzeczniczka KUKE, mówi, że w marcu sytuacja się już nieco uspokoiła: liczba i wartość zleceń jest już niższa, wynosi kilkaset tysięcy tygodniowo.

– Jednak wartość prowadzonych spraw jest na wysokim poziomie, ponad dwukrotnie wyższym niż na koniec 2013 r. Z uwagi na dynamiczną sytuację, trudno jest obecnie szacować potencjalne szkody – mówi Agnieszka Marcinkowska. Wartość wniosków o interwencję na Ukrainie, które trafiły do KUKE w całym ubiegłym roku, wynosiła 14,6 mln zł.

Żeby prosić KUKE o pomoc, opóźnienie w spłacie powinno wynosić minimum 30 dni. Z tego wniosek, że lutowa fala wniosków od przedsiębiorców to skutek ich styczniowych problemów z ukraińskimi kontrahentami. Korporacja podaje, że najczęstszą przyczyną braku płatności podawaną przez dłużników był spadek kursu hrywny oraz gorsza dyscyplina płatnicza w kraju.

– Część kontrahentów z Ukrainy wyczekuje ustabilizowania się kursu walut, część dokonuje płatności, jednakże z powodu wprowadzonych przez Narodowy Bank Ukrainy ograniczeń opóźnienia w zakupie walut wynoszą od 6 do 10 dni. Jako przyczynę braku płatności dłużnicy podają również spadek poziomu sprzedaży – mówi Agnieszka Marcinkowska.

Polski handel z Ukrainą

Polski handel z Ukrainą

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

KUKE unika odpowiedzi na pytanie, czy spodziewa się kolejnego spiętrzenia liczby zleceń w kwietniu, gdy przedsiębiorcy zaczną odczuwać skutki eskalacji ukraińskiego kryzysu z przełomu lutego i marca. Według korporacji dużo zależy od tego, co się będzie działo na rynku walutowym, a konkretnie jaki będzie kurs hrywny. Jej duże osłabienie było jedną z przyczyn powstawania zatorów, ale w ostatnich dniach ukraińska waluta zaczęła się umacniać.

– Kurs hrywny szybko odrobił straty z przełomu lutego i marca. Obecnie zachowuje się nawet lepiej niż waluty krajów ościennych – rubel rosyjski czy białoruski – zwraca uwagę rzeczniczka KUKE.

Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający Atradius Collections w Polsce, również jest zdania, że ewentualny wzrost liczby zleceń dla firm windykacyjnych będzie zależał głównie od polityki walutowej Ukrainy i jej wpływu na hrywnę.

– Mamy doświadczenie bazujące na współpracy z innymi krajami. Wprowadzenie restrykcji dotyczących zagranicznych transakcji płatniczych skutkowało większą liczbą zleceń od wierzycieli – dodaje Szymczak. Na razie w Atradiusie wzrost liczby zleceń windykacyjnych należności z Ukrainy jest znikomy. Inne firmy też nie zauważają natężonego ruchu, choć np. Coface twierdzi, że rośnie liczba pytań o ściąganie należności ze Wschodu, zadawanych przez polskich przedsiębiorców. Ten spokój może wynikać z tego, że żadna z czołowych firm komercyjnie ubezpieczających należności w Polsce nie sprzedaje polis na płatności z Ukrainy. Co oznacza, że windykacja zaległych płatności nie jest automatyczna, jak w przypadku KUKE (żeby otrzymać odszkodowanie za brak płatności, trzeba najpierw złożyć wniosek o interwencję u ubezpieczyciela).

Marcin Gąszczak, prezes SAF, firmy zajmującej się zarządzaniem wierzytelnościami, uważa, że trzeba zakładać wzrost liczby zleceń na „ukraińską windykację” pod koniec kwietnia.

– Na razie, mimo pojawiania się opóźnień w płatnościach, obserwujemy bierne oczekiwanie lub podejmowanie samodzielnych działań przez wierzycieli – dodaje Gąszczak. Jego zdaniem taka taktyka to błąd: prawdopodobieństwo odzyskania zaległych płatności i tak jest niewielkie, a zwlekanie dodatkowo zmniejsza szanse.

– Unikałbym jednak powierzania spraw nieznanym, niesprawdzonym, a obiecującym najwyższą skuteczność firmom. Dla niektórych sytuacja na Ukrainie zdaje się być obietnicą wielkich zysków i podejmują się zadań niemożliwych do realizacji – przestrzega prezes SAF.

Nie ma nowych kontaktów ze Wschodem

Polscy przedsiębiorcy niechętnie nawiązują nowe kontakty z ukraińskimi firmami. To wniosek na podstawie danych przekazywanych przez wywiadownie gospodarcze. Od początku roku Coface sprzedał o 1/3 mniej raportów na temat ukraińskich firm w tym samym czasie w zeszłym roku. Klienci nadal chętnie weryfikują dane kontrahentów, z którymi już wcześniej nawiązali współpracę, ale zainteresowanie sprawdzaniem nowych potencjalnych partnerów zmalało.

Podobne obserwacje ma Bisnode. Od listopada 2013 r., gdy zaczął się protest na Majdanie – liczba sprzedawanych raportów o Ukrainie rosła w tempie 30 proc. miesięcznie. Ale w lutym, gdy kryzys sie zaognił, sprzedaż stanęła i była niższa o 40 proc. w porównaniu z lutym 2013 r. Polskie firmy na początku protestów zaczęły się niepokoić o los kontraktów i wnikliwiej badały kontrahentów. W lutym popyt nagle spadł – bo było już wiadomo, iż sytuacja jest zła. Firmy straciły więc zainteresowanie współpracą ze Wschodem.