Obecnie w kraju jest ok. 11 tys. plantacji tytoniu wobec 13,5 tys. trzy lata wcześniej. Na kurczenie się liczby producentów ma wpływ rozwój szarej strefy oraz rynku e-papierosów.

A likwidacja unijnych dopłat może być powodem, dla którego, według plantatorów, z rynku zniknie kolejne 30 proc. plantacji i to już do 2016 r. To oznacza mniej miejsc pracy i wzrost bezrobocia. Obecnie sektor daje zatrudnienie 60 tys. osób. A branża, która przez ostatnie lata wyrosła na potęgę na Starym Kontynencie (Polska z 35 tys. ton produkcji tytoniu rocznie jest drugim wytwórcą po Włoszech) znowu znajdzie się w ogonie Europy.

Dzięki dopłatom produkcja tytoniu była opłacalna. Rolnicy otrzymywali co roku 29 mln euro do podziału.

– W sytuacji rosnących kosztów produkcji, a malejących cen skupu dopłaty utrzymywały produkcję na granicy opłacalności. Dlatego oczekujemy, że resort rolnictwa zareaguje na to i wymyśli jakiś plan ratunkowy dla branży – zauważa Lech Ostrowski, wiceprezes Krajowego Związku Plantatorów Tytoniu.

DGP zapytał resort, czy taki jest opracowywany. Wczoraj nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Plantatorzy liczą na wzrost cen skupu tytoniu. W 2013 r. w skupie płacono 4,80 do 8 zł za kg w zależności od rodzaju. Jak podkreślają rolnicy, by utrzymać rentowność na dotychczasowym poziomie, powinien nastąpić wzrost cen przynajmniej o 4 zł za kg.

Tyle że spadek w legalnej sprzedaży papierosów powoduje, że koncerny wykazują coraz mniejsze zainteresowanie surowcem. W 2013 r. sprzedaż papierosów z banderolą zmniejszyła się o ponad 10 proc., do 46,6 mld sztuk. W tym roku spodziewany jest dalszy spadek, na podobnym poziomie.

– Już trzeci rok z rzędu słyszymy od koncernu British American Tobacco, że kupi od nas mniej tytoniu. Do tej pory, gdy dochodziło do zawarcia kontraktu, udawało nam się wynegocjować poziom z ubiegłego roku. W tym roku jednak wszystko wskazuje na to, że nie uda nam się już dogadać z firmą i w efekcie kupi znacznie mniej surowca – tłumaczy Lech Ostrowski.

Zdaniem ekspertów najbardziej na likwidacji dopłat ucierpieć mogą województwa: lubelskie, podkarpackie, podlaskie i świętokrzyskie, które żyją z upraw tytoniu. Stąd pochodzi ok. 75 proc. całego surowca.

– Potencjalne przebranżowienie się rolników z tych regionów nie będzie łatwe. Brak jest tam realnych alternatyw – zauważa Przemysław Noworyta, dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu w Krakowie. Sprzęt i maszyny wykorzystywane przy produkcji tytoniu, jak np. suszarnie, wymagały wielomilionowych inwestycji. – Suszarni nie można wykorzystać do innej produkcji rolniczej i w razie likwidacji uprawy tytoniu zostaną gigantyczne kredyty bankowe – dodaje Przemysław Noworyta. Poza tym piaszczyste gleby, np. na Lubelszczyźnie, nadają się praktycznie jedynie pod uprawę tytoniu Virginia.

– Średnia wielkość plantacji w Polsce to 1,4 ha. Taki areał niestety nie daje korzystnych perspektyw na ewentualną zmianę profilu produkcji rolnej – dodaje Przemysław Noworyta.