Ministerstwo Finansów szacuje, że deficyt budżetowy będzie niższy nawet o 8 mld zł, niż przewidywał plan na ten rok – dowiedział się DGP.

Oznacza to, że dziura w budżecie wyniesie ok. 43,5 mld zł, a nie 51,5 mld zł, jak zakładał resort finansów, nowelizując budżet. Nowy minister finansów Mateusz Szczurek dostanie zatem prezent na gwiazdkę w postaci nieco większych dochodów (co widać w opublikowanych już danych o wykonaniu budżetu w październiku), a także spadku wydatków. Te dwa czynniki razem sprawiły, że w listopadzie w budżecie była nadwyżka, i to niemała – na poziomie 1 mld zł. Pod wpływem tej informacji MF bardziej optymistycznie patrzy na wykonanie całoroczne. Jak wynika z naszych informacji, resort liczy na to, że dobra sytuacja budżetu utrzyma się także w grudniu.

Niższa od zapisanej w ustawie różnica między wydatkami a dochodami to dobra informacja z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, rząd będzie mógł wyemitować mniej obligacji w przyszłym roku na spłatę starych długów i finansowanie przyszłorocznego deficytu. A to dlatego, że zostanie mu przynajmniej 8 mld zł z tego roku, które pożyczył już wcześniej, sprzedając obligacje w poprzednich miesiącach. Mniejsza podaż papierów dłużnych w przyszłym roku może podtrzymać ich wysokie ceny na rynku.

Po drugie, niższy deficyt może mieć też pozytywne przełożenie na wynik sektora finansów publicznych. Komisja Europejska przewiduje, że wyniesie on w tym roku 4,8 proc. PKB. Ale zaoszczędzone 8 mld zł to ok. 0,5 pkt proc. całego PKB. Jeśli wynik samorządów i sektora ubezpieczeń społecznych będzie zgodny z oczekiwaniami, to ostateczny rezultat powinien być właśnie o te 0,5 pkt proc. lepszy.

Ekonomiści już wcześniej wskazywali, że nowelizacja budżetu, którą przygotował rząd, jest napisana ze sporą zakładką. Ale ich szacunki były bardziej ostrożne i wskazywały, że wykonanie może być lepsze o 5–6 mld zł.