Z naszych informacji wynika, że PKO BP popiera zabiegi Polimeksu-Mostostalu o zgodę wierzycieli na pakietowe zbycie posiadanych nieruchomości oraz zwiększenie linii gwarancyjnej wynegocjowanej z bankami w grudniu ubiegłego roku, a także ułatwienie firmie dostępu do niej. Polimex-Mostostal ma kilkadziesiąt nieruchomości i zgodnie z porozumieniem z grudnia ubiegłego roku może je sprzedawać, ale za każdym razem musi występować o zgodę wierzycieli. W nowej wersji umowy zabezpieczenia miałyby być zdjęte ze wszystkich nieruchomości, aby jeden podmiot nabył je wszystkie bez przeszkód. W ten sposób w szybkim tempie do spółki miałoby trafić ponad 200 mln zł.

Przedstawiciele banków nie chcą się wypowiadać w sprawie przebiegu negocjacji. Bez komentarza pozostawia sprawę także Roma Sarzyńska, rzecznik Agencji Rozwoju Przemysłu mającej 22 proc. akcji spółki.

Polimeksowi cały czas grozi upadłość. Mimo że w styczniu banki uruchomiły linię gwarancyjną na ponad 200 mln zł, by spółka mogła zabezpieczać nią nowe umowy, dotychczas udało się ją wykorzystać jedynie w ok. 15 proc. Nie dlatego, że spółka nie ma kontraktów. Problemem są zbyt długi okres wystawiania gwarancji i zróżnicowany standard obsługi w bankach. Często zdarza się, że dokument jednej instytucji nie jest akceptowany przez drugą. Dlatego Polimex-Mostostal chce ujednolicenia standardów i skrócenia czasu oczekiwania oraz dodatkowej puli gwarancji – 100 mln zł. PKO BP się zgadza, Pekao – nie – dowiadujemy się od naszych informatorów.

Obydwa banki dzieli również podejście do rozliczeń z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Polimex chce, aby nowa umowa restrukturyzacyjna była mniej rygorystyczna pod względem konieczności aneksowania realizowanych umów z GDDKiA, na co autostradowa agencja się nie godzi, ponieważ z zasady nie podpisuje z wykonawcami robót długookresowych aneksów. – Pekao nie chce też uczestniczyć w gwarantowaniu kontraktu na elektrownię Opole – mówi jeden z uczestników rozmów.

Jak ustalił DGP, nowa umowa ma też zawierać deklarację dodatkowego dokapitalizowania spółki przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Państwowa agenda posiada już 300 mln akcji spółki, a mogłaby jeszcze dokupić kolejne 200 mln i po przeprowadzeniu emisji z prawem poboru jeszcze 50 mln akcji. Ma się to odbywać stopniowo, żeby zaangażowanie agencji w spółkę nie przekroczyło 33 proc. w kapitale akcyjnym.

Negocjowana jest również ostateczna cena zakupu. ARP nie chce przepłacać, co oznacza, że spółka mogłaby liczyć na mniej niż 50 mln zł, jak zostało zapisane w pierwszej umowie restrukturyzacyjnej. Co więcej, środki te pochodzić miały nie od ARP, lecz od wszystkich akcjonariuszy w związku z przeprowadzeniem publicznej emisji z prawem poboru akcji.

Już teraz wiadomo, że emisja w tym roku nie zostanie przeprowadzona i na pewno nie po cenie 52 gr za akcję, ponieważ dzisiaj jeden walor spółki wyceniany jest na rynku na 15 gr i nic nie wskazuje na to, by miał się szybko dźwignąć. Jeżeli więc do emisji dojdzie, to dopiero w przyszłym roku i najprawdopodobniej po obniżonej cenie. A to może oznaczać również zgodę na większą liczbę wyemitowanych nowych akcji.