Panie redaktorze, rzeczywiście są takie osoby, które krytykują czy dezawuują wyniki Totalizatora Sportowego. Co ciekawe, robią to, pomimo że zapoznały się z danymi, które publikujemy. Powiem szczerze, że nie wiem, jakich argumentów użyć, żeby zmienili zdanie, skoro liczby ich nie przekonują. Proszę sobie wyobrazić, że ubiegłoroczne wyniki były drugimi najlepszymi w historii firmy. Czy to mało? To nie koniec, w ogóle ostatnie lata to najlepsze sześć lat w 57-letniej historii spółki.

Jest coś jeszcze, na co zawsze zwracam uwagę, a co niestety często jest pomijane w różnego rodzaju relacjach. Otóż proszę pamiętać, że działamy w branży gier losowych. Podobnie jak wygrana naszych graczy zależy w dużej mierze od szczęścia, tak i na nasze wyniki owo szczęście ma wpływ. Szczególnie wielkie znaczenie mają kumulacje w naszym sztandarowym produkcie – Lotto. Jeśli mamy wiele wysokich kumulacji, to jestem spokojny o przychody spółki; jeśli ich nie ma, to wyniki siłą rzeczy nie będą rewelacyjne. Zatem nie jest to tak jak w firmach produkcyjnych. Kumulacji nie da się zaplanować. Nie znaczy to, że nie potrafimy sobie poradzić nawet w najgorszej sytuacji. Właśnie po to wprowadzamy nowe produkty, rozwijamy czy zmieniamy obecne, żeby przyciągnąć nowych klientów i stale zarabiać.

Zarzuca się nam, że nie potrafimy sięgnąć po wyniki z 2008 r. Przypomnę, że otoczenie biznesowe było w tym czasie inne: dobra koniunktura rynkowa, optymizm sprawiały, że Polacy chętnie wydawali pieniądze, także na rozrywkę. My dzisiaj, w czasach kryzysu rynkowego, powtórzyliśmy ówczesny rekordowy wynik. Rok 2012 był rokiem 13 różnego rodzaju rekordów: od najwyższego zysku spółki po najwyższą kwotę wypłaconych wygranych. Wychodzę więc z założenia, że dużo trudniej jest utrzymać dobrą pozycję, niż ją zdobyć po raz pierwszy. Powiem też, że radzimy sobie naprawdę dobrze. Powiem więcej – radzimy sobie najlepiej spośród wszystkich europejskich firm loteryjnych. W ubiegłym roku zanotowaliśmy bowiem najwyższy w Europie, dwucyfrowy wzrost przychodów. Wracając na nasz rynek, spółka mocno awansowała w rankingach największych i najbardziej zyskownych polskich przedsiębiorstw prowadzonych przez tygodnik „Polityka”. W opublikowanym 15 maja 2013 roku zestawieniu pięćdziesięciu najbardziej zyskownych polskich spółek Totalizator Sportowy znalazł się na 23. pozycji, poprawiając się aż o 23 miejsca w stosunku do rankingu za 2011 rok. Kolejny awans to „Lista 500” – zestawienie największych polskich przedsiębiorstw, gdzie poprawiliśmy pozycję o 15 miejsc w stosunku do ubiegło roku (72. miejsce). Równie duży skok Totalizator Sportowy – bo o 19 miejsc – odnotował w podobnym zestawieniu Rzeczpospolitej (88. miejsce). Podsumowując, krytyków odsyłam do czasów, gdy sami mieli szansę na ich poprawę, a co – jak dzisiaj wiemy – im się nie udało.

Totalizator walczy o umożliwienie organizowania loterii przez internet. W jaki sposób wpłynie to na działalność firmy? O ile taka działalność poprawi wyniki? Jak ocenia pan szanse na wprowadzenie takich uregulowań prawnych? Na jakim etapie są obecnie prace nad tym rozwiązaniem w parlamencie?

Sprzedaż naszych produktów w internecie to same korzyści. Od dawna o tym mówimy. Przede wszystkim przychody. Szacujemy, że sprzedaż w kanale internetowym to dodatkowe 80 mln zł. Z całą pewnością dołączą do nas wtedy ci gracze, którzy nie mają czasu, by wejść do punktu LOTTO. Dodam, że jesteśmy przygotowani, by taką sprzedaż uruchomić. Tak jak udoskonalamy technologie, dzięki którym możemy oferować nasze produkty, tak też chcemy sięgać po narzędzia sprzedaży, z których korzysta już wiele podobnych firm w Europie i na świecie. Do niedawna byliśmy w gronie takich państw jak: Bułgaria, Kazachstan, Malta, Mołdawia i Ukraina, gdzie jeszcze spółki loteryjne nie prowadzą sprzedaży swoich produktów w internecie. Dzisiaj ta lista zapewne jest jeszcze krótsza. Niestety Polska nadal się na niej znajduje.

A jakie są szanse na sprzedaż w internecie np. Lotto? Trudno powiedzieć. W mojej ocenie coraz więcej osób zaczyna rozumieć, że to ma sens. Zwłaszcza teraz, kiedy międzynarodowy certyfikat potwierdza, że nasze produkty są jednymi z najbezpieczniejszych na świecie. Dla zarządu i załogi niezrozumiałe jest, dlaczego produkty bardziej uzależniające, jak zakłady wzajemne, można dzisiaj kupić przez internet, a naszych gier i loterii nie.

Raport NIK wylicza całą masę zaniedbań i błędów popełnionych przez Totalizator w ostatnich latach. Czy Totalizator faktycznie nie dostosował się do zmian na rynku, czy zyski firmy uszczupliła jednak mimo wszystko afera hazardowa?

To oczywiście kwestia indywidualnych ocen, ale nie ma mowy o „masie zaniedbań i błędów”. Najważniejsza w raporcie była naszym zdaniem krytyka NIK dotycząca tego, że spółka nie osiągnęła w ubiegłych latach, czyli między rokiem 2007 a 2011, pozycji lidera rynku gier hazardowych. Nie zgadzamy się z tą oceną. Byłaby ona zasadna wtedy, gdyby rynek hazardowy oraz prawo go regulujące nie uległy w tamtych latach głębokim zmianom. Przypomnę, że w chwili powstania strategii biznesowej TS nikt nie był w stanie przewidzieć, iż rynek automatów o niskich wygranych rozwinie się w tak gwałtowny i niekontrolowany sposób. Wartość tego segmentu rosła z każdym miesiącem. Jednocześnie przy tym wzroście AoNW uniemożliwiono TS wprowadzenie jednego z najskuteczniejszych narzędzi do walki o rynek, zabroniono sprzedaży produktów online, choć już wtedy było wiadomo, iż jest to jeden z najlepszych kanałów sprzedaży i sposobów na dotarcie do nowej grupy klientów. Naszym zdaniem ocena osiągnięć spółki bez jednoczesnego odniesienia się do zmian zachodzących jest nierzetelna. Żeby zobrazować, jak szybko rynek się zmienił, podajmy kilka liczb. W 2006 r., kiedy nasza strategia powstawała, cały polski rynek hazardowy stanowił wartość ok. 8 mld zł. Zdobycie pozycji lidera posiadającego 50 proc. tegoż rynku było dla nas realne. Jednak w 2009 r. ów rynek osiągnął pułap ok. 20 mld zł, w tym niemal 12 mld zł to przychody z punktów AoNW, a 3,24 mld zł – z salonów gier na automatach. Mówiąc krótko, wartość całego runku wzrosła ponaddwukrotnie. Ściganie się z tak szybko rosnącym rynkiem AoNW przy braku możliwości wykorzystania nowych narzędzi było po prostu niemożliwe. Reasumując, raport NIK nie był – jak to niektórzy oceniali – druzgocący. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że Najwyższa Izba Kontroli nie postawiła nam żadnych zarzutów (o czym mogliśmy przeczytać w niektórych mediach). Nie mogło być o nich mowy, bowiem nie było naruszeń prawa. Nie było też wystąpień izby do organów nadzorczych. Co ważne, rekomendacje czy wnioski NIK zostały już dawno przez nas uwzględnione, wdrożone, a zatem widać, że sprawę potraktowaliśmy priorytetowo.

Jako spółka Skarbu Państwa powołana do realizacji monopolu w grach liczbowych zamiast nimi zajmowaliście się chybionymi inwestycjami, wydawaliście pieniądze na finansowanie wyścigów konnych, mało skuteczne kampanie reklamowe nowych marek i niezdobywające popularności loterie SMS-owe? Tak było, czy nadal tak będzie?

Nie zgadzam się z tezami zawartymi w pytaniu. Są nieuprawnione. Po pierwsze gry liczbowe i loterie pieniężne były, są i będą dla nas najważniejsze. Po drugie gdyby kampanie produktowe były nieskuteczne, to odbiłoby się to na wynikach finansowych, a tymczasem widzimy, że są one z roku na rok lepsze. Poza tym o ich skuteczności świadczy to, że nasze produkty są coraz lepiej rozpoznawalne. Kolejna sprawa – skąd już teraz wiadomo, że trzydziestoletnia dzierżawa wyścigów konnych jest złą inwestycją? Przypominam, że realizujemy w tej kwestii umowę zatwierdzoną przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Co do loterii SMS, zarobiliśmy na nich, a zatem nie ma mowy o porażce. Jest to produkt, który naprawdę dobrze się sprzedaje.

Na koniec jeszcze zdanie o jeszcze jednym produkcie, w który mocno się zaangażowaliśmy: Loteriadzie – naszej loterii promocyjnej, która okazała się wielkim sukcesem. Ostatnia jej edycja w 2012 r. (III – red.) pobiła rekordy popularności. Udział w niej wzięło ponad 1,25 mln osób, które zarejestrowały ponad 8,5 mln kodów promocyjnych.

Czy rozważacie powrót transmisji losowań do TVP? Jak pan ocenia decyzję o przeniesieniu z początkiem 2010 r. transmisji losowań z Polsatu? NIK uważa, że skutkowało to obniżeniem oglądalności losowań, a w konsekwencji miało wpływ na spadek przychodów ze sprzedaży.

Tu nie ma nad czym się zastanawiać. Totalizator Sportowy nie przeniósł transmisji. Odbyło się to w drodze przetargu, gdyż obowiązują nas dość rygorystyczne procedury dotyczące zamówień. TV Polsat nie stanęła do przetargu, a TVP tak i to z ze swoją informacyjną anteną TVP Info a nie np. z TVP 1 czy TVP 2. Zatem cała dyskusja nad tym co byłoby lepsze, jest pozbawiona sensu. Poza tym w naszej ocenie przeniesienie losowań było dobrym pomysłem. Od maja tego roku losowania są transmitowane codziennie i to o bardzo dobrej godzinie – 21.40. Współpraca z TVP układa się bardzo dobrze, a zatem nie mamy powodów do narzekań.

Czy możemy spodziewać się obniżek cen kuponów?

W naszej ocenie nie ma takiej potrzeby. Tak konstruujemy portofolio naszych produktów, by były one dostępne dla każdej kieszeni. Przykładem może być chociażby Mini Lotto, gdzie cena zakładu to 1,25 zł. No tak, ktoś może powiedzieć, że w tej grze i poziom wygranych jest znacznie niższy. Podam więc kolejny przykład gry – za złotówkę – w której dajemy klientom możliwość gry o wielkie wygrane. Mowa oczywiście o Lotto Plus. Przy konstruowaniu gier staramy się z jednej strony sprostać oczekiwaniom naszych klientów, z drugiej dbamy o to by zmiany nie powodowały spadku przychodów.

I na koniec jeszcze jedna sprawa. Dotarły do nas informacje, że można już panu gratulować z okazji wygranych wyborów do władz European Lotteries?

To prawda. Są państwo pierwszą redakcją, która – jak widzę – dowiedziała się o tym. Rzeczywiście spotkał mnie ogromny zaszczyt jako prezesa polskiej loterii, bowiem w czwartek podczas kongresu European State Lotteries and Toto Association w Tel Awiwie zostałem wybrany do Komitetu Wykonawczego tej niezwykle ważnej dla całej branży organizacji.

Czy to sukces, czy tylko formalność?

Zdecydowanie sukces. Zresztą nie tylko nasz, Totalizatora Sportowego, ale – jeśli mogę tak to powiedzieć – sukces Polski. Po raz pierwszy bowiem Polak – przedstawiciel państwowej loterii – znalazł się we władzach EL. Nigdy by się tak nie stało, gdyby Europa nie doceniła naszego potencjału i możliwości. Ciężko na ten sukces pracowaliśmy. Nasza pozycja zdecydowanie wzrosła. Z drugiej strony jesteśmy przyzwyczajeni, jest to swego rodzaju reguła w Polsce, że w takich dziedzinach jak gospodarka, polityka, sztuka jesteśmy lepiej oceniani w Europie i na świecie niż w naszym kraju.