Sytuacja wygląda ponuro. Oto kilka tytułów tekstów z ostatnich tygodni na temat branży telekomunikacyjnej: „Prezes PTC: wkrótce kryzys mocno uderzy w telekomy”, „Telekomy próbują zasypać dziurę”, „Oferty no limit i słabnący rynek dławią telekomy”. Ogólne wrażenie – jest coraz gorzej. Rynek się kurczy, zyski spadają, konkurencja jest mimo to coraz ostrzejsza, a to przekłada się na wojny cenowe i spadki przychodów. Konieczne są cięcia kosztów.

Z tego powodu coraz więcej inwestorów zastanawia się, czy branża telekomunikacyjna – dotychczas postrzegana jako defensywna, która zawsze gwarantuje sute dywidendy – będzie nadal pełnić tę funkcję.

Pod ciągłą presją

– Jest presja. Konkurencja się zintensyfikowała. Internet mobilny bije w stacjonarny, co widać w Netii. Mamy coraz atrakcyjniejsze oferty usług telefonii komórkowej, co obniża wpływy operatorów. To wszystko powoduje, że ten rynek jest trudny. Prezesi spółek mają powody do narzekań – przyznaje Piotr Janik, analityk KBC Securities.

Potwierdzenie tej tezy łatwo odnaleźć w wynikach finansowych operatorów. Ostatnie kwartały to spadki przychodów. W trzecim kwartale w Orange spadły o 5,5 proc., T-Mobile – o 4 proc., a w Plusie – o 3,8 proc. Jedyną siecią, która rośnie, jest Play, ale ten operator jako najmniejszy z podmiotów odbiera klientów większym konkurentom. Nie lepiej jest na rynku stacjonarnym. Szczycąca się dotychczas dynamicznymi wzrostami Netia – drugi pod względem liczby klientów dostawca internetu stacjonarnego – w trzecim kwartale także stracił aż 3 proc. przychodów. Nawet u operatorów kablowych, słynących z najszybszego internetu, rynek nie rośnie tak szybko jak kiedyś.

Na rynku komórkowym taki stan rzeczy to efekt kilku czynników. Rynek przestał już rosnąć, bo wszyscy mają od dawna telefony. Nasycenie aktywnymi kartami SIM w populacji przekracza 136 proc. – Komórek nie mają tylko psy i koty – żartuje Tomasz Kulisiewicz, główny analityk firmy badawczej Audytel. Na dodatek wciąż trwa wojna cenowa. Najnowszym przykładem tej rywalizacji było wprowadzenie kilka miesięcy temu przez Playa, najmniejszego z operatorów, ofert no limit, czyli nielimitowanych rozmów ze wszystkimi sieciami od 79,90 zł miesięcznie. T-Mobile, Orange i Plus zrobiły to samo z przymusu. Biznesowo ucierpieli, tracąc część wpływów od małych i średnich firm. Telekomunikacja Polska, która publikuje swoje wyniki na giełdzie, przyznała, że właśnie no limit dla firm był jedną z głównych przyczyn spadku wpływów spółki w trzecim kwartale. Analitycy policzyli, że w segmencie małych firm skurczyły się one nawet o 10 proc.

W przypadku rynku usług stacjonarnych konkurencja i nasycenie też odgrywają podobną – hamującą rozwój biznesu operatorów – rolę. Widać to po wynikach Netii, która zwiększała liczbę klientów szerokopasmowego internetu przez kilka ostatnich lat aż do tego roku. Od trzech kwartałów pokazuje, wprawdzie minimalne, ale jednak spadki klientów tej usługi.

Tanio, jeszcze taniej

Na wojnie operatorów korzystają klienci – ceny spadają. Według Urzędu Komunikacji Elektronicznej w ciągu ostatnich sześciu lat, kiedy szefem regulatora była Anna Streżyńska, ceny usług komórkowych zmniejszyły się o ponad 70 proc. Obecna prezes UKE Magdalena Gaj zapowiada kontynuację tego trendu – i spadek cen o kolejne 10 proc. w ciągu dwóch lat.

Maciej Witucki, prezes Orange, mówił niedawno serwisowi Newseria: „Polska jest zdecydowanie najtańszym rynkiem w UE. To jest oczywiście miłe dla konsumentów. Ale będzie sprawiało problemy wszystkim graczom na rynku, ponieważ my musimy generować zyski dla akcjonariuszy, a po drugie czekają nas ogromne inwestycje”. Ostrzegł nawet, że jeżeli sytuacja telekomów się nie zmieni, to trudno będzie uniknąć większych cięć w firmach oraz zatrzymania środków na inwestycje w technologie. Inwestycje to rzeczywiście spory wydatek. Orange sam tylko koszt częstotliwości radiowych na potrzeby mobilnego internetu w ciągu najbliższego roku wycenił na 1,5 mld zł. I z tego powodu musiał obniżyć plan wypłaty dywidendy za ten rok z 1,5 zł na akcję do 1 zł na akcję.

Ale choć należymy do najtańszych rynków, jak mówi Jerzy Kalinowski, partner w firmie doradczej KPMG, może być jeszcze taniej. Przykładem jest Rumunia, która uchodzi za najtańszy rynek w Europie. Tamtejszy operator RCS & RDS oferuje dostęp do internetu 100 Mb/s (nieograniczony), oparty na technologii światłowodowej, za 8,7 euro miesięcznie (z VAT) plus, jako ekstra benefit, internet 3G w postaci karty do komputera lub smartfonu. – Jeśli klient decyduje się na internet stacjonarny tylko 50 Mb/s za 6,5 euro miesięcznie (też z VAT), wówczas cena za internet mobilny 3G to 2,3 euro miesięcznie. W Rumunii taryfy na prawie wszystkie usługi dla klienta detalicznego są niższe niż w Polsce. Co ciekawe, RCS & RDS jest nadal rentowne – mówi Jerzy Kalinowski.