Różnice są ogromne. Zależą od scenariuszy listopadowego szczytu budżetowego UE i kursu unijnej waluty, który z kolei jest bezpośrednio związany z kondycją potencjalnych bankrutów ze strefy euro: Grecji, Portugalii i Hiszpanii.

Scenariusz 1 – zachowanie status quo

Najgorszy dla Polski wariant to utrzymanie finansowania na poziomie z obecnego budżetu. Oznaczałoby to, że dostalibyśmy 68 mld euro. Kwota przeliczona po wczorajszym kursie 4,13 zł za euro daje 280 mld zł. Taki wariant choć dla nas groźny, niestety jest realny, bo w trakcie negocjacji pojawiają się postulaty, by żadne państwo nie otrzymało więcej niż w poprzedniej perspektywie.

Scenariusz 2 – hojny Londyn i trwająca Grecja

Najbardziej optymistyczny scenariusz to suma 80 mld euro, czyli aż 330 mld zł po kursie 4,13 zł za euro. Taka kwota pojawiła się zaraz po przedstawieniu projektu budżetu przez Komisję Europejską i to ona była podstawą do wyborczej obietnicy Platformy Obywatelskiej 300 mld zł. Dziś 80 mld euro jest już nieaktualne.

Nawet teoretycznie sprzyjający nam Niemcy chcą, aby budżet Unii do 2020 r. był utrzymany na poziomie 1 proc. PKB UE. To oznacza ograniczenie wydatków o około 10 proc. w stosunku do propozycji KE, którą popiera Polska. Zresztą nawet zdaniem KE wydatki Unii powinny stopniowo spadać z 1,12 proc. PKB obecnie do 1,03 proc. w 2020 r.

Scenariusz 3 – siódemka z przodu

Polscy dyplomaci przyznają, że dziś liczymy na sumę z siódemką z przodu. Nieoficjalnie precyzują, że chodzi o kwotę między 70 a 75 mld euro. To po wczorajszym kursie euro oznacza rozbieżność między 289 mld a 309 mld zł, równo 300 mld zł dałaby nam kwota 72,6 mld euro.

Podawanie kwot to dziś loteria. W projekcie budżetu nie ma sum przypisanych do konkretnych krajów. Wszystko zależy od globalnej kwoty i szczegółowych zasad wydawania pieniędzy. To z kolei jest często ważniejsze od samej wielkości budżetu. – Podawane liczby są na tyle nieprecyzyjne, że każdy wariant jest możliwy – podsumowuje europoseł Polska Jest Najważniejsza Paweł Kowal.