Od stycznia do czerwca ceny żywności podskoczyły o niemal 2 proc. A w skali roku – zdaniem ekspertów – będzie to nawet 5 proc. To fatalna wiadomość, szczególnie w sytuacji kiedy wzrost gospodarczy hamuje, a nasze pensje stoją w miejscu lub wręcz spadają. Dla konsumentów oznacza jedno – konieczność lepszego planowania wydatków. Korzystają na tym przede wszystkim dyskonty.

– Ich udział w rynku na przestrzeni ostatnich pięciu lat podwoił się i dziś wynosi 15 proc. Nastąpiło to kosztem małych osiedlowych sklepów, których udziały w tym samym czasie zmalały z 46 proc. do 39 proc. – wylicza Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Powód ucieczki klientów do dyskontów jest prosty – podstawowe artykuły, jak chleb, mleko, owoce czy warzywa można kupić w nich najtaniej. Bywa też, że mniej zapłacimy za paczkowaną kiełbasę czy kabanosy. Te ostatnie marki Krakus przez jedną z sieci oferowane są w cenie 6,50 zł, podczas gdy w hipermarketach i supermarketach trzeba za nie zapłacić od 8 do 11 zł.

Ale rosnąca popularność dyskontów to także zasługa metamorfozy, jaką przeszły w ostatnim czasie. Nie są już – jak dawniej – halami wypełnionymi najtańszymi produktami kiepskiej jakości. Mają w ofercie coraz więcej markowych produktów, a towary sprzedawane pod ich marką własną często wygrywają w testach konsumenckich.

– Nasze sklepy są na bieżąco modernizowane. Rozbudowujemy dział ze świeżymi owocami i warzywami, wstawiamy lady chłodnicze, by wędliny były sprzedawane na wagę – chwali się Sławomir Nitek z sieci Netto Polska. Zmiany przeprowadza też Biedronka, która nastawiona jest na poprawę ergonomii oraz układu produktów w sklepach. W ten sposób chce podkreślić, jak dużą uwagę przykłada do jakości towarów oraz ich dostępności.

Okazuje się jednak, że jeżeli planujemy duże, całotygodniowe zakupy, to zrobienie ich w dyskoncie wcale nie będzie najtańsze. Choćby dlatego, że większość sieci dyskontyowych oferuje wyłącznie paczkowane wędliny, kiełbasy czy sery, droższe niż te sprzedawane luzem, na wagę, przez hipermarkety czy nawet specjalistyczne sklepy.

– Dlatego mamy do czynienia z nowym trendem – coraz częściej konsumenci dzielą zaplanowane zakupy między kilka sklepów – wyjaśnia Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Zresztą same super- i hipermarkety zdają sobie sprawę z rosnącej roli dyskontów i starają się obniżać ceny przynajmniej czasowo i na wybrane produkty. Pretekstem do tego stają się choćby rocznice ich działalności na polskim rynku. Przykładem może być sieć Carrefour, w której kupując jeden produkt wybranych marek, drugi otrzymamy za 1 grosz.

Podobne akcje coraz częściej urządzają także delikatesy, w związku z czym chwieje się stereotyp, że to w nich jest najdrożej. Na przykład Alma Market sukcesywnie obniża ceny swoich podstawowych produktów, dzięki czemu są one równie tanie, jak te z hipermarketu. Potwierdzają to różnego rodzaju rankingi koszyków zakupowych, w których Alma Market zawsze plasuje się na wysokiej pozycji.

Do tego delikatesy zaczęły wchodzić w zarezerwowane dotychczas głównie dla dyskontów i hipermarketów marki własne. Alma promuje właśnie swoją druga już markę o nazwie Food & Joy, pod którą oferuje ponad 70 produktów, m.in. wody, makarony, czekolady, kawy, wędliny, a nawet dania gotowe, oliwki i... trufle. Na markę własną stawia też sieć Piotr i Paweł – do końca roku chce mieć pod nią 300 produktów.

Zdaniem ekspertów takie zmiany w strategii są konieczne, gdyż walka o klienta przeniosła się na osiedla mieszkaniowe. Od dłuższego już czasu na celowniku ma je Biedronka, a z nią walczyć można tylko cenami.

Ekojedzenie coraz popularniejsze

Już 4 proc. Polaków regularnie kupuje żywność organiczną. Znacznie więcej, bo 26 proc. zaopatruje się w nią nieregularnie, ale deklaruje, że chciałoby kupować ekologiczne produkty częściej – wynika z badania TNS Polska. Zdaniem konsumentów do ekojedzenia przekonuje ich jego lepszy smak i pewność, że jest zdrowsze.

W efekcie eksperci oczekują dwucyfrowego wzrostu wartości rynku w tym roku. W poprzednim, według agencji badawczej Inquiry, Polacy wydali na ekologiczne produkty 375 mln zł, czyli o 25 proc. więcej niż w 2010 r. Większy popyt jest też zasługą rosnącej dostępności ekoproduktów. W kraju działają już specjalistyczne sieci handlowe, ukierunkowane wyłącznie na sprzedaż tego rodzaju żywności: Żółty Cesarz, Organic Farma Zdrowia czy Free Delikatesy. Przybywa też sieci, które wydzielają miejsca pod ekspozycję produktów organicznych. Do tego dochodzi kilkadziesiąt e-sklepów sprzedających takie produkty oraz przynajmniej kilka targowisk ukierunkowanych na tego rodzaju produkty (np. warszawski BioBazar zrzesza już 40 wytwórców). Popyt rośnie, bo spadają też ceny. Jeszcze kilka lat temu żywność ekologiczna była dwa razy droższa od tradycyjnej. Dziś różnica ta uległa spłaszczeniu i w przypadku wielu produktów wynosi już tylko 15 – 20 proc.

Alma promuje markę własną Food & Joy: kawa, oliwki i trufle