Najgorzej jest w woj. opolskim, gdzie inspektorzy natrafili na paliwa złej jakości na co piątej stacji. Fatalnie wypadły też stacje w woj. warmińsko-mazurskim (15 proc. z nich wprowadzało do obrotu paliwa niespełniające norm), lubuskim (12 proc.) oraz łódzkim i śląskim (po 11 proc.). Na drugim biegunie znalazły się województwa świętokrzyskie, lubelskie i mazowieckie (nieprawidłowości wykryto w 4 proc. placówek).

Brakujące oktany

Jak informują w UOKiK, katalog uchybień popełnionych przez operatorów stacji jest długi. Sprzedawano m.in. olej napędowy z zawartością siarki 43-krotnie przewyższającą dopuszczalną normę oraz benzynę o zaniżonej liczbie oktanów. Tegoroczny wynik inspekcji jest najgorszy od 2008 r., gdy IH podobne nieprawidłowości wykryła na 8 proc. stacji, i jednym z najgorszych w prawie 10-letniej historii kontroli jakości paliw.

Z danych UOKiK wynika, że na czarnej liście stacji benzynowych sprzedających paliwa złej jakości dominują obiekty należące do operatorów niezależnych. To 90 proc. placówek, co do których inspektorzy mieli zastrzeżenia. Przedstawiciele Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw (SNOSP), jednej z największych organizacji skupiających właścicieli tego typu prywatnych placówek, tłumaczą, że wielu przedsiębiorców w tej branży działa poniżej granicy opłacalności. – Stąd próby niektórych właścicieli działania niezgodnego z prawem – tłumaczy nam jeden z operatorów.

Jak twierdzi, sprzedawanie paliw gorszej jakości ma podreperować budżety najmniejszych i najmniej rentownych stacji. Zdaniem Marka Pietrzaka, prezesa SNOSP, do takich desperackich ruchów część operatorów zmuszają nieuczciwe praktyki stosowane przez wielkie koncerny. – Jak mali mają przetrwać na rynku, kiedy np. Orlen na swoich stacjach sprzedaje paliwo taniej, niż my możemy kupić je w hurcie – zastanawia się nasz rozmówca.

Rośnie przemyt

Fatalne wyniki kontroli paliw to także efekt rosnącego przemytu zza wschodniej granicy. Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego alarmuje: szara strefa dotyczy już 20 proc. importu. Nieuczciwi przedsiębiorcy handlują paliwem sprowadzanym m.in. z Białorusi i Rosji, tańszym, ale gorszej jakości. Nielegalne dostawy płyną także z Czech, Słowacji, a nawet Niemiec.

Eksperci twierdzą, że coraz więcej operatorów podejmuje ryzyko i wprowadza takie paliwo na stacje, bo i tak w przyszłym roku nie będą mogli już prowadzić biznesu. Od stycznia wchodzą w życie przepisy, które zaostrzają wymogi ekologiczne względem stacji. Wymuszają one modernizacje zbiorników. Wielu właścicieli nie będzie stać na takie inwestycje, więc stracą koncesje. – Do tego czasu próbują zarobić na paliwach i to nie do końca legalnie – wyjaśniają eksperci.

Zaostrzone kontrole

Na liście stacji sprzedających paliwa złej jakości znalazły się m.in. obiekty BP, Statoil, Orlen i Lotos. Jak zapewniają koncerny, ich sieci oferują paliwo odpowiedniej jakości, a to, że znalazły się na liście, to efekt zmiany metody badawczej. – Według starej to samo paliwo spełniało normę – zapewnia Dorota Adamska z BP Polska.

Faktycznie w lutym tego roku resort gospodarki wprowadził nową metodę, która bada biokomponenty zawarte w paliwie. Badanie w wielu przypadkach wykazało, że diesel nie spełnia parametru odporności na utlenianie. Problem w tym, że badanie jest bardzo trudne do przeprowadzenia (próbka musi być m.in. przechowywana w ciemności, w temperaturze 4 st. C). Sieci mają wątpliwości co do jego zasadności. – Zgodnie z naszą wiedzą w Unii nie przeprowadza się badań na utlenianie tą metodą – tłumaczy Krystyna Antoniewicz-Sas ze Statoil Poland.