Zamykanie rachunków i odstraszanie klientów. To sposób bankowców na pozbycie się niewygodnej konkurencji.

– Banki zniechęcają klientów do przechodzenia na spłatę zadłużenia bezpośrednio w walucie obcej. Straszą kredytobiorców nieprawdziwymi informacjami, że wiąże się to z podpisaniem aneksu, za który trzeba zapłacić nawet kilka tysięcy złotych – opowiada Arkadiusz Kondek z firmy TNN Finance, spółki, która jest właścicielem KantorOnline.pl.

Przedstawiciele internetowych kantorów twierdzą też, że część banków wypowiada im umowy o prowadzenie rachunków walutowych lub utrudnia otwieranie kont, argumentując to konfliktem interesów. Bankowcy oficjalnie zaprzeczają takim praktykom, ale nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pojedyncze przypadki zamykania rachunków kantorom miały już miejsce.

Kantorom w sieci nie pomogła też afera Amber Gold. Obroty spadły po jej nagłośnieniu.

Właściciele kantorów internetowych przyznają, że branża odczuła zmniejszenie obrotów po nagłośnieniu afery Amber Gold. Firmy oferujące wymianę walut w sieci nie są kontrolowane przez Komisję Nadzoru Finansowego. Klienci boją się, że powierzając pieniądze kantorom, mogą je stracić. Branża skarży się także na banki, które stwarzają jej trudności przy otwieraniu rachunków walutowych. To z kolei nie ułatwia prowadzenia szybkich rozliczeń między kantorami i ich klientami.

Główny powód problemów kantorów internetowych to jednak ograniczenie przez banki sprzedaży kredytów mieszkaniowych w walutach obcych. A to właśnie osoby spłacające takie zadłużenie są odpowiedzialne za mniej więcej połowę obrotów kantorowych.

– W Banku Millennium udział klientów spłacających kredyt z rachunku walutowego wynosi ok. 12 proc. – deklaruje Małgorzata Nasiłowska z biura prasowego banku. Z kolei w mBanku i MultiBanku udział takich klientów wynosi ok. 14 proc. Dlaczego tak mało? – Sądzę, że klienci po prostu nie znają wynikających z tego korzyści – twierdzi Michał Czekalski z firmy InternetowyKantor.pl.

Kantory internetowe coraz większą wagę przywiązują więc do obsługi małych i średnich firm prowadzących wymianę handlową z zagranicą. Jak mówi Rafał Łyczek z Inkantor.pl, firmy z sektora MSP nie mają wielu możliwości negocjowania kursów wymiany walut w bankach, bo operują zbyt małymi kwotami. Dla nich spready oferowane przez kantory są bardzo atrakcyjne. – Przedsiębiorcy przepłacają nie tylko za wymianę walut, ale i same przelewy. Za pojedynczą transakcję płacą nawet kilkaset złotych. W naszym kantorze mogą realizować przelewy zagraniczne za 9,5 zł, niezależnie od kwoty – twierdzi Łyczek.

Szukanie nowych klientów może nie wystarczyć. Według Grzegorza Radzikowskiego, prezesa topFX.pl, obecnie w Polsce działa ponad 20 kantorów internetowych. Duża część, szczególnie te, które powstały niedawno, funkcjonuje na bardzo niskich marżach. – Trudno im o osiągnięcie rentowności. Przewiduję, że z początkiem 2013 r. rynek zacznie się konsolidować lub nawet kurczyć. Mogą zniknąć podmioty, które nie osiągnęły wystarczających wolumenów, jeśli chodzi o liczbę i wartość transakcji, przez co nie są w stanie pokryć kosztów funkcjonowania – mówi Radzikowski.

Kantory internetowe zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, gdy w 2011 r. weszła w życie tzw. ustawa antyspreadowa. Gwarantuje ona kredytobiorcom możliwość przejścia na spłatę kredytu bezpośrednio w walucie zadłużenia, bez dodatkowych opłat. Przynosi to realne oszczędności rzędu kilkunastu, kilkudziesięciu złotych miesięcznie, w zależności od wysokości kredytu. Jest to możliwe dzięki mniejszym różnicom między kursami kupna i sprzedaży konkretnej waluty, czyli spreadom oferowanym przez kantory w porównaniu z bankami.

Nie ma statystyki dotyczącej liczby kantorów internetowych. Narodowy Bank Polski prowadzi jedynie rejestr, w którym znajdują się wszystkie przedsiębiorstwa tego typu, a więc także stacjonarne. Na koniec czerwca wszystkich kantorów było w Polsce prawie 4,5 tys.