Pozew ma zostać złożony w sądzie błyskawicznie, prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od jednego z menedżerów z konsorcjum firm Alpine, Hydrobudowa i PBG, które wybudowały stadion.

– Sytuację porównałbym do wybuchu wojny. Na nasze liczne ostrzeżenia kierowane od dwóch lat do premiera Donalda Tuska i jego kolejnych ministrów sportu jedyną odpowiedzią były zabiegi PR ukrywające prawdę o sytuacji na stadionie – mówią nasi rozmówcy, zastrzegając sobie anonimowość.

Już wcześniej na łamach DGP informowaliśmy, że pomimo udanych mistrzostw Europy sytuacja na stadionie jest bardzo zła. Gdy dwa tygodnie temu ujawniliśmy, że Narodowe Centrum Sportu zażądało spłaty 152 mln zł z gwarancji ubezpieczeniowej firmy Alpine, rzecznik NCS Daria Kulińska odpowiedziała nam jedynie, że „właśnie się odbyła duża impreza na stadionie”. Dopiero w ostatni wtorek minister sportu Joanna Mucha niespodziewanie ogłosiła, że na jej wniosek Prokuratoria Generalna przygotuje pozew przeciwko konsorcjum budującemu narodową arenę.

– Wykonawcy znacząco przekroczyli termin realizacji budowy, nie zastosowali się do zapłaty kar umownych, zalegają z płatnościami na rzecz swoich podwykonawców, choć otrzymali od NCS wynagrodzenie – napisali w komunikacie urzędnicy Ministerstwa Sportu. Sama minister Mucha przyznała, że tworzenie pozwu może zająć miesiące.

Jednak ani ona, ani jej urzędnicy nie dodali, że wypłatę 152 mln zł z gwarancji ubezpieczeniowej koncernu Alpine wstrzymał warszawski sąd. Sędzia uznał, że żądanie wypłaty przez NCS jest przedwczesne i słabo udokumentowane.

– Dwóch polskich konsorcjantów – Hydrobudowa i PBG – niedawno ogłosiło upadłość. Tylko my, jako zagraniczny koncern, mamy pieniądze i chyba o nie chodzi NCS – uważa jeden z kluczowych menedżerów Alpine.

Kwota 152 mln zł odpowiada sumie żądanej przez mniejszych podwykonawców na stadionie, którym wypłaty deklarował NCS – stąd podejrzenie, że mieli dostać pieniądze z tych środków. Skąd jednak powstały zaległości? Według zgodnych deklaracji Hydrobudowy i Alpine budowa areny pochłonęła znacznie więcej środków, niż zakładał pierwotny kosztorys. Tuż przed ogłoszeniem bankructwa Hydrobudowa wydała komunikat, w którym oceniła dodatkowe koszta na 400 mln zł. Według budowniczych winny był wadliwy projekt, w szczególności wszystkich instalacji, który wymagał wprowadzenia ponad 16 tys. zmian.

„Regularnie informowaliśmy rząd, w tym również premiera, o zagrożeniach dotyczących realizacji projektu. Już wiosną 2011 było oczywiste, że obowiązujący wówczas termin (czerwiec 2011) nie będzie dotrzymany” – brzmi fragment listu Alpine do premiera i minister sportu z tego miesiąca.

Tymczasem Sejm otrzymał wtedy grube sprawozdanie z przygotowań do Euro, w którym urzędnicy ministra sportu zapewniali parlament, że „termin jest niezagrożony”. Ostatecznie stadion oddano dosłownie w przeddzień mistrzostw Europy, niemal rok później.

– Nie odpuścimy tej sprawy. Jeśli nie możemy się porozumieć przy stole negocjacyjnym, to wygramy w sądzie. Szkoda jednak tysięcy lądujących na bruku pracowników – deklaruje jeden z naszych rozmówców.