Na takie rozwiązanie jest już zgoda zarówno Angeli Merkel, jak i Francois Hollande’a.

Dotąd za kontrolę nad bankami w Unii były odpowiedzialne władze narodowe każdego z krajów unii walutowej w porozumieniu z utworzonym półtora roku temu w Londynie Europejskim Urzędem Bankowym (European Banking Authority – EBA). Ten system nie zdał jednak egzaminu, a EBA okazał się wydmuszką.

– Urząd (EBA) przeprowadził rok temu stress testy w Europie przy ścisłej współpracy z narodowymi nadzorami bankowymi. Dziś widzimy, jaki jest tego efekt. Okazuje się, że kondycja hiszpańskich banków jest zupełnie inna, niż to pokazywały testy – powiedziała Merkel.

W ubiegłym tygodniu Hiszpania wystąpiła o 100 mld euro pomocy na ratowanie swoich banków przed bankructwem.

– EBA zatrudnia zaledwie 100 osób i korzysta z danych, które otrzymuje od każdej ze stolic europejskich. A te w imię dumy narodowej często lekceważą skalę problemów banków. Dlatego rola EBA polegała bardziej na koordynacji niż na kontroli – tłumaczy Cinzia Alcidi z brukselskiego Instytutu Bruegla.Europejski Bank Centralny (EBC) ma o wiele mocniejsze usytuowanie instytucjonalne niż EBA. Ta ostatnia instytucja podlega Komisji Europejskiej, której przewodniczący Jose Manuel Barroso jest znany ze spolegliwości wobec najważniejszych przywódców UE. Europejski Bank Centralny zachowuje natomiast względną niezależność.

Zmiana w ogólnoeuropejskim nadzorowaniu banków komercyjnych ma też inny atut: może zostać przeprowadzona szybko. – Traktat lizboński zawiera klauzulę, która pozwala przyznać rolę nadzorczą EBC poprzez zwykłe głosowanie w Radzie UE. Nie jest do tego potrzebny długotrwały proces ratyfikacji zmian traktatów europejskich – zauważa Cinzia Alcidi.

Argumentem na rzecz forsowanych przez Angelę Merkel i Francoisa Hollande’a zmian jest także rola EBC jako gwaranta stabilności w strefie euro. Bank centralny jest jedyną instytucją, która może uruchomić bez ograniczeń fundusze pozwalające uratować stabilność banków komercyjnych. Na przełomie 2011 i 2012 prezes Mario Draghi oddał do dyspozycji instytucji finansowych kredyty preferencyjne o wartości blisko biliona euro, aby uratować ich płynność.

Nowe rozwiązanie nie oznacza, że przywódcy UE powołają rzeczywistą „unię bankową”. Przed szczytem minister finansów Wolfgang Schaeuble ostrzegł, że Berlin nie zgodzi się ani na stworzenie powszechnego systemu gwarancji depozytów bankowych, ani na automatyczne wspieranie banków poprzez Europejski Mechanizm Stabilności (ESM). Wcześniej konieczne jest wprowadzenie ścisłej kontroli Brukseli nad budżetami państw strefy euro (tzw. unii fiskalnej), na co nie ma zgody Francji. – Stanowisko Niemiec jest zrozumiałe. Przykład Hiszpanii pokazał, jak ogromnym obciążeniem dla finansów publicznych mogą być plany ratowania banków. Wprowadzenie dziś systemu powszechnych gwarancji bankowych oznaczałoby subwencjonowanie przez niemieckich podatników państw południa Europy – twierdzi Guy de Blonay, ekonomista londyńskiego funduszu inwestycyjnego Jupiter Management Plc.

Słabością nowej inicjatywy jest także to, że nie chce w niej uczestniczyć Wielka Brytania, na której terenie znajduje się największe centrum finansowe Europy – Londyn. Przeciw takiemu rozwiązaniu opowiedział się też Anders Borg, minister finansów innego kraju UE spoza strefy euro – Szwecji.

– Szwedzkie banki miałyby być poddane kontroli EBC, podczas gdy to szwedzcy podatnicy odpowiadają za ich ewentualny ratunek i nie mają oni swojego przedstawiciela w Radzie EBC – wskazał Borg.

Z kolei polski komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski uważa, że Polska musi zadbać o utrzymanie silnej roli dla krajowego systemu nadzoru bankowego. Tak aby mógł zapobiec ewentualnemu transferowaniu kapitałów z polskich oddziałów do central obecnych w naszym kraju zachodnich banków.

Uratować Włochy

Wczoraj zaczęły się negocjacje, jak uratować Włochy i Hiszpanię. Europejski Instrument Stabilizacji (500 mld euro kapitału) ma dostać zgodę na wykupienie obligacji obu krajów. Rzym i Madryt nie musiałyby podejmować dodatkowych oszczędności. Rentowność 10-letnich papierów dłużnych obu państw przekraczała wczoraj 6 proc.