O ile do tej pory wystarczyło, aby firma złożyła dokumenty jako pierwsza, by uzyskać koncesję, to teraz może być inaczej. Zapowiada się bowiem, że z gazowym koncernem o te lokalizacje będą walczyć inne firmy.

Jak się dowiedzieliśmy, udziału w przetargu nie wykluczają gracze z USA i Kanady, a także rodzimy PKN Orlen. Na razie nie wiadomo, czy zdecydują się na złożenie ofert w przetargu, bo nie została wyznaczona jego data.

Emocje budzi także to, co stanie się z koncesjami należącymi do ExxonMobil. Po amerykańskim koncernie, który wycofuje się z Polski, pozostanie sześć koncesji. Wszyscy czekają, co Amerykanie z nimi zrobią.

– Ustawa – Prawo geologiczne i górnicze ściśle reguluje postępowanie w takiej sytuacji i wskazuje dwa tryby – wyjaśnia Magda Sikorska, rzecznik MŚ. Pierwszy zakłada, że firma zrzeka się koncesji i wracają one do dyspozycji ministerstwa. Drugi jednak daje możliwości przekazania koncesji – za zgodą resortu – innemu przedsiębiorstwu.

ExxonMobil zapewnia, że nie podjął decyzji, jakie rozwiązanie wybierze, ale trudno się spodziewać, że odda je z powrotem resortowi. Okazuje się bowiem – jak wynika z informacji DGP – że zainteresowanie licencjami jest spore. Nieoficjalnie mówi się, że o przejęciu praw do poszukiwań z Amerykanami rozmawiają przedstawiciele francuskiego koncernu Total, a także brytyjski Hutton Energy, który już ma licencje poszukiwawcze w Polsce m.in. za pośrednictwem spółki zależnej Strzelecki Energia.

Kupno koncesji ExxonMobil wykluczają natomiast państwowe PGNiG i Orlen. Na przejęcie przez nie prawa do poszukiwań od amerykańskiego koncernu nie naciska też resort skarbu. – Nie będziemy wpływać na spółki, liczymy na ich doświadczenie i ocenę potencjału koncesji ExxonMobil – tłumaczy Magdalena Kobos, rzeczniczka Ministerstwa Skarbu Państwa.

Postępowanie przetargowe, z którym będzie się musiało zmierzyć wkrótce PGNiG, dotyczy wyłącznie koncesji poszukiwawczych. Prawo do wydobycia nadal będzie przydzielane w trybie bezprzetargowym. Polskie przepisy w tym przypadku faworyzują firmy, które wcześniej na danym obszarze prowadziły poszukiwania gazu.

Jednak to rozwiązanie jest niezgodne z unijnym prawem. Obowiązująca dyrektywa węglowodorowa nakazuje, aby koncesje przyznawane były na aukcjach.

Jej dokładna implementacja – czyli objęcie przetargami obu typów koncesji – mogłaby spowodować całkowite wstrzymanie poszukiwań gazu w naszym kraju. Chodzi o to, że firmy, które zainwestowały w poszukiwania setki milionów złotych, nie miałyby gwarancji, iż te wydatki zwrócą się dzięki wydobyciu. Prawo do eksploatacji złóż zyskiwałby ten, kto zapłaci za nie najwięcej.

Bruksela naciska na wprowadzenie przetargów i nawet skierowała sprawę niedostosowania polskich przepisów do dyrektywy gazowej do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, uważa, że wina leży po naszej stronie. – Unia próbuje wyegzekwować jedynie zasady równego dostępu do koncesji. To oznacza, że jeśli w Polsce dostępne byłyby łączone koncesje poszukiwawczo-wydobywcze, jak np. w Norwegii, przetarg organizowany byłby tylko na początku przyznawania licencji. Wydobywać mogłaby zatem ta sama spółka, która prowadziła wcześniej poszukiwania – wyjaśnia Sikora.

Nadal nie będzie aukcji na koncesje dające prawo do wydobycia gazu