Gdy w latach 30. powstawała firma Lego, nikt nie przypuszczał, że świat oszaleje na punkcie plastikowych zabawek. Dziś każdy mieszkaniec Ziemi ma średnio 80 klocków duńskiej firmy. Okazuje się, że w XXI wieku setki tysięcy ludzi są w stanie wydawać fortuny na uzupełnianie kolekcji, a niektórzy wiążą z klockami swoje życie zawodowe. O szaleństwie na punkcie plastikowych elementów świadczą wyniki finansowe ich producenta – tylko w ciągu trzech ostatnich lat dochody firmy Lego wzrosły trzykrotnie. Ale równie dobrze prosperuje obieg wtórny – na świecie i w Polsce powstają kolejne skupy klocków Lego, w których potem zaopatrują się kolekcjonerzy i sieci handlowe.

Tylko w Polsce istnieje 100 – 200 skupów stacjonarnych. Ale do tego dochodzą prywatni użytkownicy, którzy handlują klockami na aukcjach internetowych. Najczęściej do skupów zaglądają rodzice, których dzieci zdążyły już wyrosnąć z klockowych fantazji, przez co setki plastikowych elementów zaczynają pokrywać się kurzem. A w skupie mogą pozbyć się zabawek za 20 – 40 zł za kilogram. Interes może się opłacać, szczególnie że klienci często są nieświadomi, co sprzedają. – Wielokrotnie zdarzało się, że trafiały do mnie zestawy, które już nie są produkowane, przez co ich wartość znacznie wzrosła – mówi nam właściciel jednego z takich punktów w Warszawie.

Co się dzieje z zabawkami, gdy już trafią do secondhandu? Niekiedy używanymi klockami zainteresowane są sieci handlowe lub sklepy, które przygotowują u siebie kąciki zabawowe dla najmłodszych. Nowe zestawy klocków są stosunkowo drogie, poza tym istnieje ryzyko, że będą się systematycznie „gubić”. Dlatego bezpieczniej i taniej jest wyposażyć takie pomieszczenia w używane zabawki.

Kilkadziesiąt złotych za klocek

Znacznie częściej do skupów zaglądają jednak kolekcjonerzy. Tacy jak Marcin, trzydziestokilkuletni przedsiębiorca z Bydgoszczy, który klockami zainteresował się trzy lata temu. Potrzebne mu są m.in. do budowania makiet miast. W domu już zalega ok. 80 kg elementów. Wszystko skupuje na kilogramy ze sklepów lub od rodziców, których dzieci wyrosły z zabawek. Czasem dokonuje wymiany barterowej z innymi legozapaleńcami. – W ciągu tych trzech lat na hobby wydałem ponad 10 tys. zł – opowiada nam Marcin. Dodaje jednak, że to nic w porównaniu z prawdziwymi fanami duńskich klocków. – Znam osoby, które na ten cel wydały nawet po 100 tys. zł w ciągu kilku lat – mówi.

Kolekcjonerzy największą część swojego czasu poświęcają na poszukiwanie rzadkich okazów. Jednym z nich są np. miniaturowe widły, w które wyposażone były figurki Lego w jednej z serii wydawniczych w latach 80. Ich cena waha się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych za sztukę. Dużym wzięciem cieszy się zestaw rocznicowy, wyprodukowany na 50-lecie firmy. Niektórzy zapaleńcy są gotowi zapłacić kilkadziesiąt złotych za jeden klocek – szczególnie wtedy, gdy jest to jedyny brakujący element misternej konstrukcji. Stąd niektóre sklepy mają elektroniczne katalogi z ostatnio dodanymi do ich zasobów elementami. Ale nie tylko serie vintage cieszą się powodzeniem. – Ostatnio dwóm osobom w średnim wieku sprzedałem klockową replikę indyjskiego mauzoleum Tadż Mahal i wieży Eiffla za 1,5 tys. zł każdy – opowiada Wojciech Dardziński, prowadzący skup klocków Lego w Gdańsku. Cena danego elementu lub całego zestawu może się jednak różnić w zależności od rynkowych poczynań duńskiego koncernu. – Niektóre serie, evergreeny, są odświeżane co kilka lat – mówi Emilia Kalinowska z polskiego oddziału Lego. Gdy taka wersja np. serii Lego City czy Lego Duplo dla najmłodszych pojawia się na rynku, wartość ich poprzedników może zmaleć, gdyż niektóre elementy się powtarzają i przez to łatwiej je zdobyć. Jak jednak zaznacza Emilia Kalinowska, i tak każda seria po odświeżeniu wygląda nieco inaczej od poprzedniej.

Choć większość fanów klocków Lego zapewnia, że po upragniony element skłonni byliby pojechać nawet na drugi koniec kraju, dużym ułatwieniem w poszukiwaniach – obok profesjonalnych skupów – okazuje się internet. Najlepszym polem eksploracji jest międzynarodowa (choć nieoficjalna) giełda używanych klocków BrickLink.com. Wystawionych jest tam blisko 150 tys. elementów, na które polują kolekcjonerzy. Dokonywana jest też wymiana stricte barterowa, a w razie braku poszukiwanego egzemplarza istnieje możliwość dopisania go do listy poszukiwanych.

Jak to na rynku wtórnym bywa, istnieje ryzyko, że ktoś będzie próbował zarobić na bezwartościowej podróbce. Szacuje się, że nawet co trzeci klocek w drugim obiegu jest produkcji innej firmy, która próbuje się podszyć pod markę Lego. Ale bystre oko kolekcjonera jest w stanie wychwycić różnice – każdy klocek duńskiego producenta opatrzony jest sygnaturą, poza tym podróbka może się różnić barwą od oryginału.

Problemem nie jest też budowa konstrukcji z klocków, które przestały już być produkowane. Na stronach takich jak Peeron.com czy Lugnet.com znajduje się baza z instrukcjami składania poszczególnych zestawów Lego, nawet tych najstarszych. Na ich podstawie użytkownik może nie tylko dowiedzieć się, jak krok po kroku skonstruować dany zestaw, lecz także zorientować się, jakich elementów mu jeszcze brakuje. Wtedy pozostaje giełda internetowa lub buszowanie po miejscowych skupach klocków.