Wiatraki na Bałtyku chcą stawiać największe polskie koncerny. Tylko Polska Grupa Energetyczna PGE zaplanowała postawienie morskich siłowni o mocy 2000 MW. Budowę wiatrowych elektrowni mają w planach też Orlen, Jan Kulczyk i ponad 50 innych inwestorów.

Kto pierwszy, ten lepszy

Chętni muszą się przygotować na morderczy wyścig, bo jak powiedział DGP Henryk Majchrzak, prezes PSE Operator, zarządcy infrastruktury przesyłowej, do 2025 r. do sieci elektroenergetycznej będzie można przyłączyć tylko 3 tys. MW. Tymczasem według naszych ostrożnych szacunków wszystkie wnioski na budowę morskich farm wiatrowych złożone do Ministerstwa Gospodarki o wartości przekraczającej 400 mld zł mogłyby mieć łączną moc ponad 31 tys. MW.

Jak twierdzi prezes PSE Operator, obecny plan rozwoju sieci umożliwi przyłączenie do sieci przesyłowej do 2020 r. maksymalnie ok. 1000 MW. – Wykonaliśmy wstępne analizy techniczne, które wykazały, że realizacja dodatkowych, ponad zamierzenia przewidziane w planie rozwoju i niezbyt kosztownych działań modernizacyjno-inwestycyjnych do 2025 r. pozwoli na zwiększenie mocy przyłączeniowej dla morskich farm wiatrowych o kolejne 2000 MW – zapowiada szef PSE Operator.

To oznacza, że z powodu ograniczonych możliwości przesyłu energii z morskich farm wiatrowych ambitne plany większości inwestorów zostaną przekreślone. Choć jak przyznają eksperci, wszystkie projekty i tak nie miałyby szans na realizację.

Poza siecią

Prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej przypomina, że wciąż nie powstała tzw. szyna bałtycka, do której podpinane będą morskie elektrownie. Koszty jej budowy szacowane są na co najmniej 2 mld zł. Zdaniem eksperta problemem mogą być także linie wyprowadzające energię z północy na południe. – Problemy z przyłączaniem morskich farm wiatrowych do sieci są największą przeszkodą w realizacji inwestycji w całej Europie – mówiła podczas tegorocznych targów energetyki wiatrowej EWEA 2012 w Kopenhadze Laure Kaelble z ministerstwa środowiska Niemiec.

Z tym poglądem zgadza się Paweł Skowroński, wiceprezes PGE. – Jeżeli nie rozbuduje się infrastruktury w północnej części Polski oraz na morzu, mogą być problemy – przyznaje wiceszef największego koncernu energetycznego w Polsce kontrolowanego przez Skarb Państwa. – Jest na to jednak kilka lat i zakładamy, że stan sieci będzie się poprawiać – dodaje.

Jak twierdzi Henryk Majchrzak, przyłączenie morskich farm wiatrowych w wielkości powyżej 3000 MW faktycznie wymagać będzie dalszej rozbudowy sieci przesyłowej, ale stanie się to nieprędko.

– Inwestycje te będą realizowane prawdopodobnie dopiero po 2025 r. – mówi.

Zdaniem Jana Dziekońskiego z firmy doradczej Roland Berger w wyścigu inwestorów zwyciężą najlepsi. – Biorąc pod uwagę skalę trudności inwestycji i fakt, że firmy te nie odniosły dotychczas większych sukcesów w realizacji relatywnie łatwiejszych do zbudowania lądowych farm wiatrowych, będą musiały się solidnie przygotować do tak trudnych zadań – mówi ekspert.

Gigawaty przyszłości

Tym bardziej że branża ma wciąż niewielkie doświadczenie w wykorzystaniu turbin wiatrowych na morzu. – Duże farmy morskie weszły do eksploatacji zaledwie kilka lat temu i są stosunkowo młode. Maszyny pracują w trudnych warunkach. Pojawia się więc pytanie o wieloletnią dyspozycyjność – mówi Paweł Skowroński.

Pomimo tych wątpliwości organizacja European Wind Energy Association prognozuje boom morskiej energetyki wiatrowej. Moce zainstalowane w takich elektrowniach rozsianych po europejskich morzach już w 2020 r. mają wynieść 40 GW. Dziś to zaledwie niespełna 3,5 GW. Energii produkowanej obecnie na morzu wystarcza dla ponad 800 tys. gospodarstw domowych. Europejski rynek morskiej energetyki wiatrowej szybko gonić będą Chińczycy. Do 2015 r. chcą oni mieć 5 GW mocy, by w ciągu zaledwie pięciu kolejnych lat osiągnąć 30 GW.

Powstanie tylko co dziesiąta z planowanych elektrowni