Nie tylko kraje południa Europy mają kłopoty ze zrównoważeniem finansów publicznych. Rząd Belgii przyznał, że nie uda mu się ograniczyć deficytu budżetowego zgodnie z obietnicami złożonymi Brukseli. Premier Holandii Mark Rutte forsuje pakiet oszczędności, ale najpewniej utraci większość po przedterminowych wyborach parlamentarnymi 12 września, a nowy szef rządu odwróci jego plan. Okazuje się, że greckie problemy ma samo centrum mitycznej północy strefy euro. Podlega tym samym procesom co opisywane jako nieodpowiedzialne południe Europy.

Biuro planowania Belgii podało, że kraj będzie musiał do 2015 r. zmniejszyć wydatki łącznie o 11 mld euro (w tym 3,5 mld euro w tym roku), jeśli ma ograniczyć dziurę w budżecie państwa do 2,15 proc. PKB w 2013 r. i całkowicie zrównoważyć jego finanse dwa lata później (to ustalenia z Komisją Europejską). Jednak premier Elio Di Rupo, który stoi na czele sześciopartyjnej koalicji rządowej, nie zdecydował się na cięcia o tym pułapie w obawie, że straci większość w parlamencie.

– Margines manewru Di Rupo jest ograniczony, bo część popierających go ugrupowań przedkłada popularność w sondażach nad cięcie wydatków. To pułapka przyjmowania mechanicznych wskaźników redukcji deficytu, bez uwzględniania czystej polityki – uważa Jean Pisani-Ferry, dyrektor brukselskiego Instytutu Bruegla.

Di Rupo co prawda już przeforsował oszczędności warte 10 mld euro. Jednak dodatkowe cięcia są konieczne, bo kraj rozwija się wolniej, niż się spodziewano, co ogranicza dochody fiskalne. Ponieważ Di Rupo nie zdecydował się na dodatkowe ograniczenie wydatków, deficyt budżetowy Belgii wyniesie 2,8 proc. PKB w 2013 r. (wobec 2,5 proc. prognozowanych dla Polski) i 2,5 proc. w 2017 r.

Jeszcze większe kłopoty z uzdrowieniem finansów publicznych ma Holandia. Pod koniec kwietnia skrajnie prawicowa Partia Wolności Geerta Wildersa wycofała poparcie dla mniejszościowego gabinetu Marka Rutte, gdy ten chciał podjąć ambitną strategię zaciskania pasa. Nie zgodzimy się, by nasi emeryci cierpieli nędzę w imię dyktatu narzuconego przez Brukselę – tłumaczył Wilders, dla którego poparcie starszego elektoratu ma kluczowe znaczenie.

Jednak bez cięć w przyszłym roku deficyt budżetowy Holandii urośnie do 4,6 proc. PKB, zdecydowanie powyżej limitów narzuconych przez Komisję Europejską. Agencja Fitch zapowiedziała, że pod koniec czerwca dokona przeglądu oceny ryzyka kredytowego Holandii. Na razie kraj, jako jeden z nielicznych w Unii, zachował najwyższą notę AAA.

– Musimy uzdrowić finanse i zachować zaufanie inwestorów nie dlatego, że tak chce Bruksela, lecz by utrzymać wiarygodność kraju – zapowiedział minister finansów Jan Kees de Jager. Przyznał, że jeszcze przed wyborami będzie starał się z pomocą trzech partii opozycyjnych przeforsować podwyżkę podatków i ograniczenie wydatków socjalnych tak, by deficyt budżetowy przestał rosnąć. Jednak eksperci ostrzegają, że tak niepopularne decyzje tuż przed wyborami mogą kosztować centroprawicowe ugrupowania utratę władzy.