Dziś będzie przekonywał do niego unijnych przywódców na szczycie G8 w Camp David Barack Obama. Amerykański prezydent ma w tym bezpośredni interes: jeśli recesja w Unii Europejskiej się pogłębi, może to zagrozić wzrostowi gospodarki w Stanach Zjednoczonych i zagrozić reelekcji obecnego prezydenta. Jednak analiza wspierania wzrostu publicznymi pieniędzmi w przeszłości dowodzi raczej dość niskiej skuteczności tej metody walki z kryzysem.

Do tej pory zwiększeniu wydatków państwa na promowanie wzrostu gospodarczego sprzeciwiała się kanclerz Angela Merkel. Jednak układ polityczny w Unii się zmienił. Po raz pierwszy w szczycie przywódców najpotężniejszych gospodarek świata wezmą udział zarówno nowy prezydent Francji Francois Hollande, jak i technokratyczny premier Włoch Mario Monti. Obaj są zwolennikami wspierania wzrostu i sojusznikami Obamy w promowaniu tej metody walki z kryzysem.

Doświadczenia samej Ameryki nie są jednak zachęcające. W lutym 2009 r. Obama podpisał wart 787 mld dol. pakt dla wzrostu. Pieniądze poszły głównie na rozbudowę infrastruktury drogowej, poprawę poziomu nauczania oraz ograniczenie podatków płaconych przez przedsiębiorców. Co prawda amerykańska gospodarka, w przeciwieństwie do niektórych państw Unii, nie wpadła ponownie w recesję, jednak jej wzrost w tym roku pozostanie anemiczny (poniżej 2 proc.). Prezydentowi USA nie udało się także zbić wskaźnika bezrobocia poniżej 8 proc.

Cena za uruchomienie pakietu stymulacyjnego jest jednak wysoka: amerykański dług zbliża się do 16 bln dol. (100 proc. PKB) i wywołuje coraz większe zaniepokojenie inwestorów.

Jeszcze gorsze skutki przyniosła polityka wspierania wzrostu z pieniędzy publicznych w Japonii. W pierwszej połowie lat 90. władze w Tokio uruchomiły pakiety stymulacji gospodarki warte ok. 655 mld dol. Efekty były mizerne. Od 20 lat japońska gospodarka drepcze w miejscu, nie mogąc znaleźć żadnego skutecznego sposobu na poprawienie wskaźników, a dług kraju przekroczył 200 proc. PKB, najwięcej wśród wysoko rozwiniętych krajów świata.

Eksperci waszyngtońskiego Peterson Institute for International Economics wskazują, że pakiety stymulacji gospodarki mają jeszcze jeden mankament: sztucznie utrwalają przestarzałe rozwiązania gospodarcze i opóźniają wprowadzenie reform strukturalnych, które są najlepszym gwarantem wzrostu.

Niemcy nie chcą większych wydatków na promowanie wzrostu

655 mld dol. w pierwszej połowie lat 90. na promowanie wzrostu gospodarczego wydała Japonia. Pakt dla wzrostu nie przyniósł rezultatu

779 mld euro to wartość EFSF, mechanizmu chroniącego strefę euro przed przeniesieniem greckiej choroby na resztę unii walutowej