Fitch obniżył rating Grecji z B minus do CCC. I zagroził, że jeśli kraj ten opuści strefę euro, to będzie to miało wpływ na ocenę pozostałych państw unii walutowej. Przedstawiamy trzy scenariusze rozwoju sytuacji w Grecji z konsekwencjami dla Unii Europejskiej i naszego kraju. Ich realizacja zależy od tego, co się stanie w najbliższych tygodniach.

Do końca czerwca powinien się zakończyć przegląd drugiego programu wsparcia Grecji przez MFW i UE. Zbiegnie się on z finałem powtórzonych wyborów parlamentarnych (17 czerwca) i wyłonieniem nowego rządu. - Nowy gabinet musi wskazać, jak przeprowadzi cięcia na poziomie 10,6 mld euro w latach 2013 - 2014. To warunek przedłużenia pomocy, bez kolejnej transzy Grecja straci płynność, co w ciągu 2 - 3 miesięcy sparaliżuje funkcjonowanie państwa - wyjaśnia Piotr Pękała, ekspert ds. zagranicznych PKO BP. Według greckich władz kraj ma środki wystarczające na 6-tygodniowe funkcjonowanie państwa.

˜ Scenariusz I: Kroplówka, czyli przedłużony impas. Zakłada niewielkie ustępstwa ze strony nowego greckiego rządu wobec UE. Z kolei MFW wstrzymuje pomoc dla Grecji, ale ograniczone wsparcie daje Unia. Następuje renegocjacja programu pomocowego. Możliwe jest narzucenie instytucjom finansowym dalszych strat na greckich aktywach. Rząd Grecji podtrzymuje jedynie najbardziej wrażliwe funkcje, np. wypłaca świadczenia socjalne.

Scenariusz zakłada brak rozstrzygnięcia pata i przedłużenie obecnej sytuacji. – Oceniam jego prawdopodobieństwo na 65 proc. – mówi Piotr Pękała.

Konsekwencje to długotrwały okres niepewności na rynkach. – Wstrzymanie inwestycji, mniejsza skłonność do ryzyka i spowolnienie handlu – wylicza Ryszard Petru z Towarzystwa Ekonomistów Polskich. To wpłynie na niższy wzrost w UE. Niechęć do ryzyka spowoduje wycofanie inwestorów z rynków uważanych za ryzykowne, co może dotknąć także nas. Złoty może się osłabić, więcej możemy zapłacić za obsługę długu.

˜ Scenariusz II: Upadłość kontrolowana. Grecja opuszcza strefę euro w sposób kontrolowany lub pozostaje w niej, ale dochodzi do kolejnej, tym razem realnej redukcji długu, tak że Grecja jest w stanie obsługiwać swoje zadłużenie. Taki scenariusz zakłada, że pożar udaje się ograniczyć do samej Grecji. Procesem zarządzają MFW i KE, a EBC zasila greckie banki w płynność. Temu także będzie towarzyszyła duża niepewność na rynkach. Może dojść do częściowej ucieczki inwestorów do USA oraz wprowadzenia kontroli przepływu kapitału w UE. Stracą na wartości waluty państw spoza strefy, wzrośnie rentowność ich obligacji.

– Oceniam, że koszt tej operacji dla strefy euro wyniesie ok. 2 proc. jej PKB, czyli ok. 1,5 bln euro – mówi Marcin Niedźwiecki, specjalista City Index.

Ale po okresie zawirowań Europa, a z nią Polska, w miarę szybko mogą wyjść na prostą. To zdaniem ekspertów całkiem realny wariant. – Unia jest dziś o wiele lepiej przygotowana na wypadek bankructwa Grecji niż dwa lata temu. Przetrwa niewypłacalność Grecji. Rządy dwóch najważniejszych krajów południa Europy, Hiszpanii i Włoch, od wielu miesięcy prowadzą politykę konsekwentnych reform strukturalnych – mówi Karel Lanoo z Centrum Europejskich Analiz Politycznych w Brukseli.

˜ Scenariusz III: A la Hitchock. Zacznie się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie będzie rosło.

To scenariusz, który zakłada, że Grecja wylatuje ze strefy euro w niekontrolowany sposób, a rynki nie wierzą, że na niej się zakończy. Grecja natychmiast zostaje odcięta od finansowania. – Bankructwo Aten oznaczałoby, że członkostwo w unii walutowej nie jest czymś nieodwracalnym. A zatem można stracić całość swoich aktywów ulokowanych w Portugalii, Hiszpanii i innych zadłużonych krajach. To może wywołać efekt domina, którego strefa euro by nie przetrwała – mówi Zsolt Darvas z Instytutu Bruegla w Brukseli. To oznacza krach. Wierzyciele muszą wliczyć w stratę cały grecki dług. Dochodzi do kryzysu systemu bankowego UE. Następuje niekontrolowany odpływ kapitału. Wzrasta ryzyko masowych bankructw banków i firm, najpierw w Grecji, później w innych krajach. Na rynkach jest panika.

– Oceniam koszt realizacji tego scenariusza na 5 proc. PKB krajów strefy euro – mówi Niedźwiecki. Ale skutków nie jest w stanie przewidzieć. Recesja jest pewna, ale może również nastąpić totalny chaos z dramatycznymi konsekwencjami – mówią eksperci.

Interwencje słowne NBP wspierają złotego

W czwartek złoty znów był bardzo słaby. Tracił do wszystkich głównych walut. Po godz. 13 za franka szwajcarskiego trzeba było płacić nawet 3,64 zł, za euro 4,37 zł, za dolara amerykańskiego 3,45 zł. Sprowokowało to do interwencji NBP. Na razie słownej. – Mamy duże i rosnące rezerwy walutowe i jesteśmy zawsze gotowi, aby przeciwdziałać nadmiernemu osłabieniu złotego i dużym wahaniom kursu złotego – powiedział Witold Koziński, wiceprezes NBP. – Ewentualne zaburzenia związane ze statusem Grecji w strefie euro nas bezpośrednio nie dotkną. Jeśli miałoby to jednak wpływ, NBP jest przygotowany, aby łagodzić skutki ewentualnego kryzysu – uspokajał. I trochę pomogło. Złoty zaczął odrabiać straty do 3,61 zł za franka, 4,34 zł za euro i 3,41 zł za dolara.

– Nie sądzę, by NBP zdecydował się w obecnej sytuacji na rzeczywistą interwencję. Ale możemy oczekiwać kolejnych potyczek słownych – mówi Cezary Chrapek, analityk rynku walutowego Citi Handlowego. Uważa, że ze stabilizacją kursu, a może nawet umocnieniem złotego, będziemy mieli do czynienia w czerwcu. W sukurs przyjdzie nam turniej Euro 2012. Wedle szacunków zagraniczni kibice będą potrzebowali 700 mln zł. To przy prawdopodobnym wówczas kursie 4,40 zł za euro oznacza, że wymienią 159 mln euro.

Jest to kwota porównywalna z siedmioma interwencjami BGK na rynku walutowym, gdy ten wymienia pochodzące z Unii pieniądze. – Biorąc pod uwagę inne sprzyjające w tym czasie czynniki, Euro 2012 może nie tylko ustabilizować kurs, lecz także lekko umocnić złotego – przyznaje Cezary Chrapek. Warunek – Grecja pozostaje w strefie euro. – Jeśli nie, to deprecjacji złotego nie powstrzyma ani 150 – 200 mln euro przywiezione przez turystów, ani nawet 5 mld euro z Unii, które resort finansów ma na koncie w BGK – podkreśla analityk.