W całej Europie sprzedaż zmniejszyła się o 6,5 proc. do 1,06 mln pojazdów w porównaniu z 1,13 mln samochodów w kwietniu 2011 roku. Rynek we Włoszech skurczył się o 18 proc., w Hiszpanii spadł o 22 proc., a w Grecji zadołował o 57 proc. Ton spadkom nadawały kraje Europy Południowej – wynika z kwietniowego raportu Europejskiego Stowarzyszenia  Producentów Samochodów, ACEA.

W Niemczech, które pomogły strefie euro uniknąć w pierwszym kwartale drugiej recesji w okresie minionych trzech lat,  sprzedano w kwietniu 274 tys. auta, co oznacza wzrost o 2,9 proc. Z wielkich rynków motoryzacyjnych Europy nad kreską znalazła się jeszcze także Wielka Brytania, gdzie kupiono o 3,3 proc. więcej samochodów (142,3 tys. egzemplarzy).

Nasz region zignorował trend spadkowy

Zdecydowanie mniejsze rynki naszego regionu zignorowały grecką chorobę Europy. Sprzedaż w Polsce wzrosła o 6,7 proc. do 23,9 tys. pojazdów, w Czechach o 13,5 proc. do 16,6 tys. aut, a na Węgrzech o 15,8 proc. do 4,3 tys. egzemplarzy. Od początku roku w Polsce sprzedano 101,7 tys. aut, czyli o 11,2 proc. więcej niż przed rokiem.

Wśród producentów największe spadki zanotowały francuskie Renault, japońska Toyota i włoski Fiat – odpowiednio o 15,1 proc, 13,2 proc. i 11,3 proc. 

Nawet Volkswagen, który poprzednio zdołał zachować wzrost sprzedaży dzięki dużemu popytowi na auta marki Audi, tym razem musiał pogodzić się ze spadkiem 5,8 proc. (za cztery miesiące o 1,5 proc.). Zaskoczył natomiast francuski Peugeot, drugi koncern motoryzacyjny w Europie, którego sprzedaż na naszym kontynencie wzrosła w kwietniu o 0,2 proc. (chociaż od początku roku spadek wyniósł aż o 13,6 proc.).
Przemysł musi wyraźnie się „odchudzić”.

Absolutny rekord sprzedaży w Europie – aż o 147,8 proc. – przypadł Islandii, tyle że z bardzo niskiego poziomu – 293 aut przed rokiem do 726 pojazdów w kwietniu 2012 roku.

Szefowie firm motoryzacyjnych w Europie szacują, że potencjał produkcyjny przemysłu na naszym kontynencie jest o jedną piątą, czyli o około 20 procent za duży.