Po 2014 r. takie tempo może być już nieosiągalne, bo UE będzie finansować inne projekty niż obecnie.

Polska jest jednym z krajów, które najszybciej wydają pieniądze z funduszy strukturalnych. Może dlatego, że dostała ich najwięcej w ramach Funduszu Spójności – ok. 68 mld euro. Motywację finansową mamy więc o wiele większą niż np. Hiszpanie, którzy dostali „zaledwie” 24 mld euro (Hiszpania jest objęta pomocą przejściową, ponieważ jej dochód narodowy brutto na jednego mieszkańca jest niższy od średniej UE-15). Od 2007 r. do 31 marca 2012 r. w ramach blisko 70 tys. podpisanych umów z beneficjentami o dofinansowanie wsparcie z Brukseli dla Polski wyniosło 204,5 mld zł. To tempo wciąż utrzymuje się na imponującym poziomie – plan za pierwszy kwartał 2012 r. wykonaliśmy w 96 proc. (podpisano 3,2 tys. kolejnych umów, w których kwota dofinansowania z UE sięgnie niespełna 8 mld zł).

Pomoc finansowa z Brukseli w obecnej perspektywie najczęściej kierowana jest na nadganianie Europy Zachodniej – a więc głównie na projekty infrastrukturalne, dotacje dla przedsiębiorstw czy placówek oświatowych. Najwięcej środków pozyskują: rząd, samorządy, przedsiębiorcy w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko – do tej pory łącznie ok. 80 mld zł.

O pieniądze ścigają się również regiony. Największymi prymusami pod tym względem okazały się Mazowsze (ponad 3 mld zł wykazanych we wnioskach o płatność z UE), Wielkopolska i Śląsk (po 2,9 mld zł).

To właśnie wykorzystanie środków w ramach regionalnych programów operacyjnych dla województw zdaniem byłego wiceministra rozwoju regionalnego dr. Jerzego Kwiecińskiego jest najmocniejszą stroną Polski w obecnej perspektywie. – Najsłabiej radzimy sobie z dużymi projektami infrastrukturalnymi, koleją i społeczeństwem informacyjnym – dodaje.

To nie najlepiej rokuje na kolejną perspektywę UE po 2014 r. Komisja Europejska chce bowiem skupić się m.in. na innowacyjności, efektywności energetycznej i przedsiębiorczości. Oznacza to, że mniej będzie pieniędzy np. na drogi, a więcej na kolej. A właśnie z powodu nieumiejętności wykorzystania pieniędzy UE przez kolejarzy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (MRR) wnioskowało o przesunięcie 1,2 mld euro z projektów kolejowych na drogi, na co krzywo patrzy Komisja Europejska.

Inaczej będzie też postrzegana innowacyjność. Do tej pory miasta podciągały pod to hasło wszystko, co się tylko dało, np. aquaparki czy hale sportowe, by tylko dostać pieniądze z Unii. Ale już za dwa lata główny nacisk położony zostanie na nowe technologie, współpracę z przedsiębiorstwami czy usprawnianie komunikacji (np. wdrażanie inteligentnych systemów transportowych). Zarówno Komisja Europejska, jak i MRR zapowiadają bardziej wnikliwe ocenianie i kontrolowanie innowacyjnych projektów.

Za dwa lata inaczej zostaną też rozpisane programy operacyjne. Jak tłumaczy wiceminister w MRR Adam Zdziebło, planowany jest podział PO Infrastruktura i Środowisko na kilka mniejszych. Do tego nowe instrumenty z myślą o miastach i transeuropejskiej sieci drogowej (projekt KE „Łącząc Europę”). Choć negocjacje z Brukselą trwają, rząd obiecuje, że Polska w latach 2014 – 2020 otrzyma co najmniej tyle samo pieniędzy co teraz – czyli nie mniej niż 68 mld euro.

O kończącej się perspektywie finansowej UE będą dyskutowali w dniach 14 – 16 maja uczestnicy IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego – m.in. prezes PARP Bożena Lublińska-Kasprzak, wiceminister rozwoju regionalnego Konrad Niklewicz i przedstawiciele samorządów.