Teoretycznie powinien spłacić w tym roku zobowiązania zaciągnięte w 2010 r. – wówczas pożyczył od resortu finansów 5,4 mld zł. Ale najprawdopodobniej powtórzony zostanie zabieg z zeszłego roku, kiedy przedłużono termin spłaty pożyczki z 2009 r. o dwa lata – do roku 2013.

Jak dotąd państwowy budżet udzielił funduszowi trzech nieoprocentowanych pożyczek na łączną kwotę prawie 16 mld zł. W tym roku FUS będzie mógł pożyczyć z państwowej kasy do 3 mld zł. Z planu wynika jednak, że budżetowe zadłużenie funduszu nie powinno rosnąć aż tak bardzo. Na koniec roku ma ono bowiem łącznie wynosić 16,2 mld zł – „tylko” o 300 mln zł więcej niż na koniec roku 2011.

Pożyczanie pieniędzy dla FUS – zamiast np. udzielenia mu większej dotacji – to sposób na niższy deficyt budżetu. Pożyczka jest wykazywana jako należność, a nie wydatek. Ma to też pozytywny wpływ na wynik sektora finansów publicznych. Ten sposób finansowania FUS przez ministra Rostowskiego jest krytykowany przez ekonomistów jako nieprzejrzysty. – Ta sprawa pokazuje, jak umowną wielkością jest deficyt budżetu państwa i że można go dowolnie formułować. Nie chciano, aby wyglądał na wysoki, więc zamiast dotacji dawano FUS pożyczkę – mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów.

Nie ma on złudzeń co do tego, że w dodatku są to pożyczki tylko z nazwy. – Żeby spłacić te zobowiązania, ZUS musiałby dostać zwiększoną dotację budżetową, dzięki której potem spłacałby dług budżetowi. A na to się nie zanosi – uważa były szef resortu finansów. Najprawdopodobniej więc pożyczki dla FUS zostaną umorzone, gdy sytuacja w finansach publicznych przestanie być tak napięta, jak dziś.