To, co dzieje się z cenami jaj, to szaleństwo. Według informacji Ministerstwa Rolnictwa wystarczył tydzień, aby te najwyższej jakości podrożały o prawie 8 proc., a w ciągu roku to już 93 proc. – W marcu cena detaliczna jaj może wzrosnąć jeszcze o 25 – 50 proc. To wystarczyłoby do podwyższenia wskaźnika inflacji o 0,11 – 0,22 pkt proc. – mówi Michał Kolesznikow, analityk BGŻ.

Nie tylko cenami jaj trzeba się martwić. Drożeć będzie też mięso, przede wszystkim wieprzowina. Zapowiedzią tego, co może się dziać na sklepowych półkach, jest wysoki wzrost cen skupu żywca wieprzowego. Są one wyższe 0 20 proc. niż rok temu, wynika z danych MRiRW.

Wyższe ceny skupu już przekładają się na ceny wyrobów gotowych. Informacje resortu rolnictwa wskazują na kilkunastoprocentowy wzrost w hurcie. Np. średnia cena kiełbasy toruńskiej uzyskiwana przez zakłady wytwórcze jest dziś o około 13 proc. wyższa niż rok temu. O 5 proc. droższy jest schab. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej tłumaczy, że wysokie ceny skupu mięsa wieprzowego to efekt załamania produkcji w połowie ubiegłego roku, i to w całej Unii Europejskiej.

– Trzeba się liczyć z dużym wzrostem cen tej kategorii. A ponieważ w całej Unii mamy wysokie ceny, więc nie można wzrostu cen krajowych rekompensować tańszym importem – mówi Świetlik.

Michał Kolesznikow spodziewa się rekordowo wysokich cen wieprzowiny. Ale droższe będą też wołowina i drób. W pierwszym przypadku decydować będą wysokie ceny na rynkach światowych. Polska wołowina trafia głównie na eksport. Ceny skupu bydła w styczniu były wyższe o prawie 18 proc. W przypadku mięsa drobiowego uzależnione to będzie od stosunkowo wysokich kosztów produkcji. – Między lutym a czerwcem mięso powinno podrożeć o jakieś 2 – 3 proc. Najbardziej w maju i czerwcu. Co ciekawe, nie ma dynamicznego wzrostu przed samymi świętami wielkanocnymi. To dlatego, że umocnił się złoty, poza tym może to być krótkotrwały efekt afery solnej – mówi ekonomista.

Nasi rozmówcy wymieniają kolejne towary, których ceny mogą rosnąć. Przede wszystkim owoce i warzywa. To zjawisko sezonowe – zazwyczaj drożeją wiosną, gdy kończą się zapasy z poprzedniego roku, a nowych zbiorów jeszcze nie ma. Michał Kolesznikow szacuje, że za cztery miesiące możemy płacić za nie nawet 10 proc. więcej niż dziś. Kolejny produkt, którego cena pójdzie w górę, to pieczywo. Krystyna Świetlik uważa, że bezpośredni wpływ na to będzie miała podwyżka gazu, która wejdzie w życie w kwietniu. Ekonomistka zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: malejąca podaż niektórych produktów żywnościowych może zderzyć się z wyższym popytem w pierwszym półroczu tego roku. – Trzeba spodziewać się dużego napływu kibiców w czerwcu z okazji Euro 2102. We wszystkich krajach, które organizowały podobne imprezy, następował wzrost cen żywności wywołany zwiększonym popytem. U nas będzie podobnie – mówi Krystyna Świetlik.

Jej zdaniem w czerwcu żywność może być droższa o 4,5 – 5 proc. niż w grudniu 2011 r. Michał Kolesznikow spodziewa się, że żywność będzie nas w połowie roku kosztować o około 3 proc. więcej niż obecnie. – To trochę więcej niż zazwyczaj – dodaje. Mogłoby być gorzej, gdyby nie umocnienie złotego. Analityk BGŻ zwraca uwagę, że poziom kursu bardzo szybko przekłada się na wysokość cen żywności. I nie chodzi tu tylko o żywność importowaną. – Gdy złoty się wzmacnia, ceny eksportowanej żywności wyrażone w złotych są niższe, co przekłada się na rynek krajowy – mówi.