Kiedy z rana wszedł do firmy i prawie udało mu się trzasnąć obrotowymi drzwiami, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Z trudem doczłapał się do naszego biura, usiadł na swoim stanowisku jak robot … coś jęknęło. Nie wiem czy to było krzesło, czy on - oczy miał mętne, twarz bladą, włosy rozwichrzone, a skarpetki nie do pary.

„Krzysiek! Co ci jest??” – zerwałam się, choć zakiełkowało we mnie przeczucie, że powinnam była się ograniczyć do obserwacji. – brak odpowiedzi i tylko przeciągły chrapliwy wdech. Oczy rozszerzyły się, kiedy spojrzał na mnie. Wyglądał jak demon wojny albo wilkołak.

„Prezentacja” – powiedział prawie bezgłośnie.

„No co z nią?”

„Była. I już jej nie mam. Jakieś wirusy. Nie mogę nawet odpalić systemu.” - odchylił się na krześle i teatralnie huknął czołem o blat stołu.

„Jak to „była”? Jak to „nie ma” – spytałam, podnosząc głos – „Za trzy godziny musimy jechać i przedstawić ten projekt. Miałeś na to całe dwa tygodnie.”

„I dobrze wykorzystałem ten czas” – wzruszył ramionami. Pomimo całej litości, którą wzbudził we mnie jego stan, czułam, że zbiera we mnie złość.

„A nie myślałeś wcześniej o tym, żeby zrobić jakiś backup?” - Kiwnął głową, że tak, owszem, pomyślał, ale tego nie zrobił. Poleżał na biurku, pojęczał … i ulotnił się, niby szukać pomocy. Standardowe męskie podejście. Kiedy pojawia się sytuacja kryzysowa, to oczywiście kobieta musi działać. 

Przez następne pół godziny obdzwoniłam wszystkich specjalistów i znajomych. W serwisie komputerowym na gwarancji zaoferowali mi nawet wymianę dysku. Kiedy poinformowałam, że raczej chodzi mi o zawartość tego dysku, uznali, że za dodatkową opłatą odzyskają dane, a potem wszystko szybciutko sformatują - wystarczą 2 dni. Aaaaaaa!!!! Gdyby nie poważny brak czasu, na pierwszym miejscu dzwoniłabym od razu do psychiatry. Niniejsza historia skończyłaby się bardzo źle, gdyby nie kuriozalny zbieg okoliczności. Kiedy biegałam po biurze szukając pomocy, w desperacji poprosiłam o pomoc pracownika napełniającego automaty z batonikami. Ten zupełnie spokojnie odparł: „Oj tam, oj tam …” – no tak, dla niego to „oj tam, oj tam” a dla mnie to sprawa życia i śmierci - oczy napełniły mi się łzami. 

Spojrzał na mnie dłużej i zupełnie spokojnie powiedział, że zaraz to naprawi tylko pójdzie do samochodu po swój niezawodny sprzęt. Mimo niedorzeczności tej sytuacji zobaczyłam światełko w tunelu. Nie za bardzo wiedziałam co robię ale otworzyłam oba skrzydła drzwi wejściowych w oczekiwaniu na przyjęcie do biura prawdziwego wielofunkcyjnego kombajnu. 

Mój zbawiciel wrócił niosąc pendrive … a mi ręce opadły prawie do ziemi. Zauważył to i z szelmowskim uśmiechem stwierdził, że rozmiar się nie liczy, a to malutkie cudeńko potrafi bardzo dużo! Wygląda jak zwykły pendrive, a potrafi postawić system na nogi, dodatkowo przeskanuje, odwirusuje i zgra dane na osobną partycję. Włożyłam pendrive do portu USB i ... hmm … coś się zadziało. Pojawiło się okienko z wieloma opcjami, a pośród nich także „napraw system”. Przyznam, że poczułam się jak doktor Frankenstein, ożywiający potwora. System się uruchomił. Skopiowałam prezentację. Zapuściłam odwirusowanie...

Kiedy Krzyś dowiedział się, że rozwiązałam problem zmienił się w figurę woskową rodem z muzeum Madame Tussauds. Po chwili odzyskał świadomość, razem zrobiliśmy prezentację - poszła bez zarzutu.

Powiem wam tyle: powinno się wprowadzić nakaz posiadania takich urządzeń dla każdego użytkownika komputera! ArcaVir RescueDrive (bo tak się to nazywa) jest teraz dla mnie tym, czym apteczka pierwszej pomocy albo gaśnica w samochodzie - korzysta się dosyć rzadko, ale może uratować życie. Mi uratował.

I jeszcze jedno. Odzyskanie prezentacji z kompa przypisano mojej wiedzy, bo nikomu nie powiedziałam o facecie od batoników, ani o specjalnym narzędziu. Od tamtej pory za każdym razem, kiedy ktoś ma pytanie dotyczące komputera, przychodzi do mnie. Dzisiaj przybiegł szef, żebym pomogła mu zainstalować sterowniki do nowej karty graficznej. Czy ktoś z was wie jak to zrobić? Pomocy! 

Nowoczesna Józefina

P.S. Więcej o ArcaVir RescueDrive avrd.arcavir.pl

*ArcaVir RescueDrive – to innowacyjne (na skalę światową) urządzenie diagnostyczno-naprawcze w postaci pamięci przenośnej typu pendrive. Oprócz pełnej ochrony komputera zapewnionej po zainstalowaniu programu antywirusowego ArcaVir, narzędzie ArcaVir RescueDrive może dodatkowo np. w razie awarii komputera:
- posłużyć do uruchomienia komputera
- naprawić system Windows Vista
- przeskanować komputer w celu odnalezienia i usunięcia zagrożeń
- odzyskać dane, które mogą zostać zapisane na pendrive

ArcaVir RescueDrive powstaje przy współpracy z koncernem Microsoft.

Do nabycia razem z licencją programu ArcaVir, koszt 60 zł netto https://www.arcabit.pl/sklep